24.07.2023, 00:37 ✶
Prawdziwa Carrow nie weszłaby do lasu z Ulyssesem. Ewentualnie porzuciłaby pomysł przeszukiwania kniei chwilę po tym, jak znaleźliby pierwszego trupa. I, nie, nie dlatego, że przeraziłby ją widok, ale ponieważ uznałaby, że tyle wystarczy by dobrze zaprezentować się w biurze (była na Polanie Ognisk, znalazła ciało, pierdolcie się wszyscy tu macie jak alibi, ślady mojego dobrego serca i podjętych tego dnia działań).
Ale młody Rookwood nie myślał o tym, że dzisiejsze zachowanie Alanny nie było normalne. Nie analizował go. Nie roztrząsał. Stał na moście i patrzył ponuro w wodę. Wyglądał dość nieporadnie w brudnej, pokrwawionej koszuli i bez marynarki, jakby wcale nie był pedantem Ulyssesem Rookwoodem, ale jakimś przypadkowym i cudem ocalałbym mugolem, który potężnie zabłądził a potem – dzięki niesprawnym ochronom magicznym – zawędrował aż w to miejsce. Ręce założył na piersiach a mocno zaciśnięte wargi wyraźnie sugerowały, że zastanawiał się nad czymś, nad czym nie powinien się zastanawiać.
Takiego go znalazła uciekająca przed psami Carrow.
- Kurwa – podsumował informacje o dzikich psach. Pomyślał, że zdecydowanie mieli dzisiejszego dnia pecha. Czyżby los postanowił utrzeć im nosa za te nieszczęsne ulotki? Ruszył za towarzyszką pośpiesznie w stronę wyjścia z kniei. Od czasu do czasu obracał się za siebie, gotów splatać jakiekolwiek zaklęcia, które pomogłyby im w ucieczce, gdyby tylko dzikie psy spróbowały ich dogonić.
Ale te na szczęście, najpewniej omamione zaklęciem Alanny, pozostawiły ich w spokoju. Już bez dodatkowych przygód wydostali się z kniei.
Ale młody Rookwood nie myślał o tym, że dzisiejsze zachowanie Alanny nie było normalne. Nie analizował go. Nie roztrząsał. Stał na moście i patrzył ponuro w wodę. Wyglądał dość nieporadnie w brudnej, pokrwawionej koszuli i bez marynarki, jakby wcale nie był pedantem Ulyssesem Rookwoodem, ale jakimś przypadkowym i cudem ocalałbym mugolem, który potężnie zabłądził a potem – dzięki niesprawnym ochronom magicznym – zawędrował aż w to miejsce. Ręce założył na piersiach a mocno zaciśnięte wargi wyraźnie sugerowały, że zastanawiał się nad czymś, nad czym nie powinien się zastanawiać.
Takiego go znalazła uciekająca przed psami Carrow.
- Kurwa – podsumował informacje o dzikich psach. Pomyślał, że zdecydowanie mieli dzisiejszego dnia pecha. Czyżby los postanowił utrzeć im nosa za te nieszczęsne ulotki? Ruszył za towarzyszką pośpiesznie w stronę wyjścia z kniei. Od czasu do czasu obracał się za siebie, gotów splatać jakiekolwiek zaklęcia, które pomogłyby im w ucieczce, gdyby tylko dzikie psy spróbowały ich dogonić.
Ale te na szczęście, najpewniej omamione zaklęciem Alanny, pozostawiły ich w spokoju. Już bez dodatkowych przygód wydostali się z kniei.
Koniec sesji