24.07.2023, 00:59 ✶
W szarzejącym świetle nadchodzącego dnia było to trudne do zauważenia, ale Patrick pobladł, dostrzegając leżące na łóżku ciało chłopca. Stał ze zmarszczonym czołem i patrzył na niego, tocząc w swoim środku jakąś trudną do opisania walkę. Wreszcie jego ramiona lekko opadły. Zgarbił się trochę, ponownie przygnieciony ciężarem własnych decyzji.
Nie był tak pochopny jak Brenna. Nie rzucił się ku Lyndonowi, główną uwagę skupiając najpierw na znajdującym się w pomieszczeniu stole i poświęconym dla innego chłopca ołtarzyku (?).
- Chcieli zrobić z niego innego dzieciaka – wymamrotał cicho, kręcąc głową.
Zbliżył się do Brenny. Patrzył jak próbowała dowiedzieć się co z Lyndonem. Kiedy Eunice Malfoy zbadała próbkę znalezioną w pokoju chłopca, napisała mu że była to ciecz zawierająca w sobie wywar żywej śmierci. Czyżby porywacze pomylili się i już na starcie zaaplikowali dziecku zbyt potężną dawkę?
- Stąd nie. – Fale nie działały aż tak dobrze. - Ale mogę się aportować i przysłać tu posiłki – zaproponowal po krótkiej chwili. Włącznie ze sprowadzeniem tu uzdrowicieli, choć – czego był pewien, chłopak i tak będzie potrzebował wizyty w Mungo.
Steward wiedział, że Brenna mogła zrobić dokładnie to samo co on. Ale też nie miał serca nakazywać jej wycieczki do Ministerstwa Magii i pozostawiania dzieciaka samego. Odruchowo wyciągnął rękę w stronę Lyndona i dotknął palcami jego czoła, jakby spodziewając się poczuć gorąco świadczące o trawiącej ciało gorączce. Tylko, że to było zimne i nieprzyjemnie gliniaste. Jak czoło świeżego trupa.
- Chyba, że ty wolisz to zrobić – dodał, najwyraźniej to Brennie pozostawiając ostateczną decyzję: zostać z ledwo żywym dzieciakiem czy aportować się do Ministerstwa Magii i wezwać posiłki? Pozostając w tym miejscu, musiała się liczyć z tym, że w międzyczasie mogą tu wrócić porywacze.
Nie był tak pochopny jak Brenna. Nie rzucił się ku Lyndonowi, główną uwagę skupiając najpierw na znajdującym się w pomieszczeniu stole i poświęconym dla innego chłopca ołtarzyku (?).
- Chcieli zrobić z niego innego dzieciaka – wymamrotał cicho, kręcąc głową.
Zbliżył się do Brenny. Patrzył jak próbowała dowiedzieć się co z Lyndonem. Kiedy Eunice Malfoy zbadała próbkę znalezioną w pokoju chłopca, napisała mu że była to ciecz zawierająca w sobie wywar żywej śmierci. Czyżby porywacze pomylili się i już na starcie zaaplikowali dziecku zbyt potężną dawkę?
- Stąd nie. – Fale nie działały aż tak dobrze. - Ale mogę się aportować i przysłać tu posiłki – zaproponowal po krótkiej chwili. Włącznie ze sprowadzeniem tu uzdrowicieli, choć – czego był pewien, chłopak i tak będzie potrzebował wizyty w Mungo.
Steward wiedział, że Brenna mogła zrobić dokładnie to samo co on. Ale też nie miał serca nakazywać jej wycieczki do Ministerstwa Magii i pozostawiania dzieciaka samego. Odruchowo wyciągnął rękę w stronę Lyndona i dotknął palcami jego czoła, jakby spodziewając się poczuć gorąco świadczące o trawiącej ciało gorączce. Tylko, że to było zimne i nieprzyjemnie gliniaste. Jak czoło świeżego trupa.
- Chyba, że ty wolisz to zrobić – dodał, najwyraźniej to Brennie pozostawiając ostateczną decyzję: zostać z ledwo żywym dzieciakiem czy aportować się do Ministerstwa Magii i wezwać posiłki? Pozostając w tym miejscu, musiała się liczyć z tym, że w międzyczasie mogą tu wrócić porywacze.