24.07.2023, 11:55 ✶
Było źle.
Spodziewała się gorączki, a dotknęła zimnej, zbyt zimnej skóry. Nie miała pojęcia, że podano mu wywar żywej śmierci – ale pomyślała, że może dostał coś, aby go uspokoić albo… aby przygotować do tego pentagramu, do… Jej wzrok uciekł na moment ku fotografiom zupełnie innego chłopca, pozostawionymi w pokoju, w którym trzymano tego.
Czy oni naprawdę zamierzali…?
– Leć – powiedziała krótko. Z czystego pragmatyzmu. Patrick załatwi to szybciej. On już z punktu aportacyjnego będzie mógł „nadawać” wiadomość do dyżurnego, ona musiałaby przebiec kilka pięter, a potem bez tchu relacjonować, co się stało. A i w tej relacji aurora potraktują poważniej.
Wyciągnęła różdżkę, jeszcze nim znikł, by zablokować z powrotem drzwi. Może był to zbytek ostrożności, ale jeśli przypadkiem czarnoksiężnicy by wrócili, te parę sekund mogło okazać się decydujące. Nie domyślała się – i pewnie nie miała domyśleć się nigdy – co tu naprawdę się stało, i że już nic żadnemu z nich nie grozi. A potem, kiedy Steward rozpłynął się w powietrzu, zgarnęła z ołtarzyka jedno ze zdjęć. Może ramka albo samo zdjęcie… „powiedzą” jej co nieco, gdyby potrzebowali dodatkowych informacji.
Otworzyła okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza, chłopca mocniej otuliła kołdrą. Co chwila sprawdzała, czy na pewno oddycha. Nie znała się na leczeniu, niestety. Na nekromancji też nie. Mogła tylko czekać, więc… czekała. Do momentu przybycia pracowników ministerstwa i uzdrowiciela, by oddać chłopca w ich ręce.
Spodziewała się gorączki, a dotknęła zimnej, zbyt zimnej skóry. Nie miała pojęcia, że podano mu wywar żywej śmierci – ale pomyślała, że może dostał coś, aby go uspokoić albo… aby przygotować do tego pentagramu, do… Jej wzrok uciekł na moment ku fotografiom zupełnie innego chłopca, pozostawionymi w pokoju, w którym trzymano tego.
Czy oni naprawdę zamierzali…?
– Leć – powiedziała krótko. Z czystego pragmatyzmu. Patrick załatwi to szybciej. On już z punktu aportacyjnego będzie mógł „nadawać” wiadomość do dyżurnego, ona musiałaby przebiec kilka pięter, a potem bez tchu relacjonować, co się stało. A i w tej relacji aurora potraktują poważniej.
Wyciągnęła różdżkę, jeszcze nim znikł, by zablokować z powrotem drzwi. Może był to zbytek ostrożności, ale jeśli przypadkiem czarnoksiężnicy by wrócili, te parę sekund mogło okazać się decydujące. Nie domyślała się – i pewnie nie miała domyśleć się nigdy – co tu naprawdę się stało, i że już nic żadnemu z nich nie grozi. A potem, kiedy Steward rozpłynął się w powietrzu, zgarnęła z ołtarzyka jedno ze zdjęć. Może ramka albo samo zdjęcie… „powiedzą” jej co nieco, gdyby potrzebowali dodatkowych informacji.
Otworzyła okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza, chłopca mocniej otuliła kołdrą. Co chwila sprawdzała, czy na pewno oddycha. Nie znała się na leczeniu, niestety. Na nekromancji też nie. Mogła tylko czekać, więc… czekała. Do momentu przybycia pracowników ministerstwa i uzdrowiciela, by oddać chłopca w ich ręce.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.