25.07.2023, 09:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.07.2023, 10:00 przez Florence Bulstrode.)
- Podczas Ostary powiedziała mi, że powinnam... spróbować jeszcze raz. Spojrzeć głębiej. Mam wrażenie, że odnosiła się do tego, co zobaczyłam wcześniej - mruknęła Florence z pewnym wahaniem. Zdawała się też wiedzieć, że Bulstrode posiada Trzecie Oko. Niby nic zaskakującego, prawda? W ich rodzinie otwierało się regularnie, obaj bracia też posiadali ten dar. - Rozmawiałam z kimś, kto ją poznał. Powiedział, że nie muszę podążać za jej wróżbą. I chyba nie podążyłam.
Odetchnęła, jakby wyznanie tego sprawiło jej trudność. Bo tak naprawdę sprawiło. Być może gdyby zrobiła to, czego chciała Szeptucha, wiedzieliby coś więcej o tym ataku.
Problem polegał na tym, że nie miała pojęcia, co mogłaby zrobić, aby "spojrzeć głębiej". Nawet nie umiała stawiać tarota.
- Cóż, może miała po prostu na myśli nasze zawody. Ostatecznie oboje pomagamy ludziom - zasugerowała. Florence była uzdrowicielką, w dodatku klątwołamaczką. Ratowała swoich pacjentów. Patrick miał za zadanie chwytać czarnoksiężników i bronić przed nimi ludzi. Obrócenie tego w ten sposób zdawało się jej prostsze, mniej przerażające niż zakładanie, że Szeptucha zobaczyła coś w ich przyszłości.
Z drugiej strony...
Milczała przez chwilę, przypatrując się Patrickowi uważnie. Nie była idiotką, domyślała się, że wiedział o Beltane więcej niż mówił. Nie pytała, nie chcąc go zmuszać od kłamstwa. Zakładała, że być może Ministerstwo otrzymało jakiś donos: a jednak Ministerstwo wydawało się absolutnie nieprzygotowane na rozmiar katastrofy, jaką stał się sabat. Nie wspominając już o tym, że ostatecznie to on walczył z Voldemortem.
Wspomnienie poczerniałych kończyn Arabelli też stanęło kobiecie przed oczyma.
Wokół niej ostatnio działy się rzeczy, których nie rozumiała.
Miała pytania. Dużo pytań. Ale musiała zastanowić się, czy chce i powinna je zadawać - i nawet jeżeli tak, to nie były odpowiednie czas i miejsce. W tej chwili pytanie byłoby wykorzystaniem zmęczenia i przygnębienia Patricka, poza tym nawet jeśli szeptali, a Błędy Rycerz nie był już aż tak przepełniony, ktoś mógłby podsłuchać zbyt wiele. Zada te pytania nad morzem albo przy innej okazji.
- Mam nadzieję, że jutro się obudzi - powiedziała więc tylko, po czym spojrzała w ciemność za oknami, gdy autobus po raz kolejny zaczął hamować. - Chyba dojechaliśmy.
Odetchnęła, jakby wyznanie tego sprawiło jej trudność. Bo tak naprawdę sprawiło. Być może gdyby zrobiła to, czego chciała Szeptucha, wiedzieliby coś więcej o tym ataku.
Problem polegał na tym, że nie miała pojęcia, co mogłaby zrobić, aby "spojrzeć głębiej". Nawet nie umiała stawiać tarota.
- Cóż, może miała po prostu na myśli nasze zawody. Ostatecznie oboje pomagamy ludziom - zasugerowała. Florence była uzdrowicielką, w dodatku klątwołamaczką. Ratowała swoich pacjentów. Patrick miał za zadanie chwytać czarnoksiężników i bronić przed nimi ludzi. Obrócenie tego w ten sposób zdawało się jej prostsze, mniej przerażające niż zakładanie, że Szeptucha zobaczyła coś w ich przyszłości.
Z drugiej strony...
Milczała przez chwilę, przypatrując się Patrickowi uważnie. Nie była idiotką, domyślała się, że wiedział o Beltane więcej niż mówił. Nie pytała, nie chcąc go zmuszać od kłamstwa. Zakładała, że być może Ministerstwo otrzymało jakiś donos: a jednak Ministerstwo wydawało się absolutnie nieprzygotowane na rozmiar katastrofy, jaką stał się sabat. Nie wspominając już o tym, że ostatecznie to on walczył z Voldemortem.
Wspomnienie poczerniałych kończyn Arabelli też stanęło kobiecie przed oczyma.
Wokół niej ostatnio działy się rzeczy, których nie rozumiała.
Miała pytania. Dużo pytań. Ale musiała zastanowić się, czy chce i powinna je zadawać - i nawet jeżeli tak, to nie były odpowiednie czas i miejsce. W tej chwili pytanie byłoby wykorzystaniem zmęczenia i przygnębienia Patricka, poza tym nawet jeśli szeptali, a Błędy Rycerz nie był już aż tak przepełniony, ktoś mógłby podsłuchać zbyt wiele. Zada te pytania nad morzem albo przy innej okazji.
- Mam nadzieję, że jutro się obudzi - powiedziała więc tylko, po czym spojrzała w ciemność za oknami, gdy autobus po raz kolejny zaczął hamować. - Chyba dojechaliśmy.