25.07.2023, 11:33 ✶
- Chodzi mi... o efekt. O to, że zaczęły kolidować ze sobą tak mocno, że doprowadziło to do utraty przytomności - wyjaśniła Brenna. - Bo to chyba nie było coś tak wstrząsającego, żebyś zemdlała w wyniku samego szoku tym, co zobaczyłaś. A zabezpieczenie... można chyba tak zabezpieczyć przedmioty. Czy wspomnienia albo konkretną tajemnicę również? Nie jestem pewna.
Za mało wiedziała. O wiele za mało. Obiecała sobie, że niedługo - kiedy tylko zdoła wyszarpać wolną chwilę - uda się do biblioteki przy Horyzontalnej. Ta różdżka, która nie zdradziła żadnego wspomnienia. Druga, przy której Brenna zdołała coś wyciągnąć... ale tylko jeden obraz i czuła się, jakby przedzierała przez coś gęstego. Czy dziadek mógł postąpić podobnie?
Znów.
Nie wiedziała.
- Jeżeli to wiedza, której dla ich bezpieczeństwa nie powinnyśmy poznawać, nie będę nalegała – powiedziała Brenna po chwili wahania. Jej własna ciekawość nie miała znaczenia w obliczu życia kilku osób. Znała wagę takich tajemnic. Sama ukrywała ich wiele, i niejedna osoba mogłaby mieć pretensje, że Brenna im nie powiedziała, ale to przecież nie chodziło tylko o nią. Wciąż dręczyła ją jednak myśl, że skoro powiedział Derwinowi… – Ale jeśli faktycznie zrobił coś, by to zamaskować? Jeśli wujek ma więcej takich wspomnień, a teraz… teraz są twoje?
Pokręciła głową z rezygnacją i niemal natychmiast tego pożałowała. Bo głowa zabolała. Podobno nie miała wstrząśnienia mózgu, ale to nie oznaczało, że nic jej nie bolało. Stoczenie się po schodach i zapadająca się pod tobą podłoga nie są przyjemnymi rzeczami.
– W porządku. Przemyśl to – mruknęła. Może by nalegała bardziej, mimo oczywistych oporów Mavelle, ale w tej chwili miały na głowach też inne rzeczy. Jak choćby rozmowę z dziadkiem. Brenna nigdy nie bała się Godryka, a jednak teraz jakoś w jej żołądku pojawił się… jakby ciasny węzeł.
Może nie powinny dokładać mu zmartwień. Nie teraz. Z drugiej strony…?
– Czuję się doskonale – zapewniła Brenna bez mrugnięcia okiem, co może wypadłoby bardziej przekonująco, gdyby nie ten rozwalony łuk brwiowy i sińce, powoli już blednące po zastosowaniu magii. Ale nie krwawiła, mogła się poruszać dzięki temu, że jako tako ją poskładano, nie było co czekać na Danielle. – Tylko musimy przemknąć do niego tak, żeby mama mnie nie zauważyła – dodała zaraz. Całkiem poważnie. Wolała, żeby Elisa Potter Longbottom zobaczyła ją dopiero, kiedy kuzynka wróci wreszcie do domu i zafunduje jej przyspieszoną kurację uzdrawiającą…
Za mało wiedziała. O wiele za mało. Obiecała sobie, że niedługo - kiedy tylko zdoła wyszarpać wolną chwilę - uda się do biblioteki przy Horyzontalnej. Ta różdżka, która nie zdradziła żadnego wspomnienia. Druga, przy której Brenna zdołała coś wyciągnąć... ale tylko jeden obraz i czuła się, jakby przedzierała przez coś gęstego. Czy dziadek mógł postąpić podobnie?
Znów.
Nie wiedziała.
- Jeżeli to wiedza, której dla ich bezpieczeństwa nie powinnyśmy poznawać, nie będę nalegała – powiedziała Brenna po chwili wahania. Jej własna ciekawość nie miała znaczenia w obliczu życia kilku osób. Znała wagę takich tajemnic. Sama ukrywała ich wiele, i niejedna osoba mogłaby mieć pretensje, że Brenna im nie powiedziała, ale to przecież nie chodziło tylko o nią. Wciąż dręczyła ją jednak myśl, że skoro powiedział Derwinowi… – Ale jeśli faktycznie zrobił coś, by to zamaskować? Jeśli wujek ma więcej takich wspomnień, a teraz… teraz są twoje?
Pokręciła głową z rezygnacją i niemal natychmiast tego pożałowała. Bo głowa zabolała. Podobno nie miała wstrząśnienia mózgu, ale to nie oznaczało, że nic jej nie bolało. Stoczenie się po schodach i zapadająca się pod tobą podłoga nie są przyjemnymi rzeczami.
– W porządku. Przemyśl to – mruknęła. Może by nalegała bardziej, mimo oczywistych oporów Mavelle, ale w tej chwili miały na głowach też inne rzeczy. Jak choćby rozmowę z dziadkiem. Brenna nigdy nie bała się Godryka, a jednak teraz jakoś w jej żołądku pojawił się… jakby ciasny węzeł.
Może nie powinny dokładać mu zmartwień. Nie teraz. Z drugiej strony…?
– Czuję się doskonale – zapewniła Brenna bez mrugnięcia okiem, co może wypadłoby bardziej przekonująco, gdyby nie ten rozwalony łuk brwiowy i sińce, powoli już blednące po zastosowaniu magii. Ale nie krwawiła, mogła się poruszać dzięki temu, że jako tako ją poskładano, nie było co czekać na Danielle. – Tylko musimy przemknąć do niego tak, żeby mama mnie nie zauważyła – dodała zaraz. Całkiem poważnie. Wolała, żeby Elisa Potter Longbottom zobaczyła ją dopiero, kiedy kuzynka wróci wreszcie do domu i zafunduje jej przyspieszoną kurację uzdrawiającą…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.