Vespera w przeciwieństwie do swojego męża była bardzo trzeźwa i świadoma otoczenia. Była też wdzięczna, że jej brat zechciał pomóc w problemie jaki tworzył Otton w ich domu. Nie znosiła, gdy ktoś ją ograniczał, nie znosiła, gdy ktoś się narzucał. Lubiła swobodę, a jeśli jej mąż tego nie zaakceptuje nigdy nie otrzyma od niej wierności. Vesepra była człowiekiem, który potrafił być wierny jak pies, ale jedynie odpowiedniej osobie. Co prawda jego starania wydobycia z niej miłości były urocze, ale nie dla niej. Może jakby najpierw się poznali, może jakby to jej ojciec go nie wybrał byłaby w stanie coś poczuć. Nie kochanie mężów było dla niej pewnego rodzaju buntem przeciwko jej ojcu. Musiała być mu wierna, ale nie musiała być wierna mężom. Zdawała sobie sprawę, że niszczyła tym siebie i tych mężczyzn, ale nie mogła inaczej. Pragnęła chaosu, była z definicji destrukcją, ale nikt tego nie dostrzegał.
Dziewczyna schowana była między drzewami i krzakami, doskonale jednak widziała jak jej brat prowadzi jej męża w stronę stawu. Słyszała strzępki ich rozmów i czuła jak złość gotuje się w niej niemiłosiernie. Dawał jej kwiaty, czekoladki, chciał wychodzić do restauracji, ale nie potrafił się dobrze ubrać, nie potrafił zachować odpowiedniej kultury, który wymagała od osoby towarzyszącej na bankietach, szary, bez barwy alchemik wiecznie pochylony nad kotłami. Jak mógł wygląda? Jak mógł być jej reprezentacją? Vespera nauczona była obracać się wśród zadbanych mężczyzn, nie dorównywał nawet jej braciom, którzy byli definicją elegancji. Była jak lis między krzakami, jej ciemne oczy wbijały się w posturę jej męża jak szpilki. Do tej pory miała na szyi siniaki od jego silnych palców, które zaciskały się na niej kilka nocy temu. Dobrze, że mężczyzna był na tyle odurzony alkoholem, że udało się jej go strącić. Możliwe, że nie byłoby jej tu, gdyby nie to. Teraz miała na szyi czarną apaszkę, aby zasłonić ten atak słabości.
Miała ochotę prychnąć, gdy usłyszała coś o amortencji. Domyśliła się tego, co mężczyzna mówił nawet jeśli nie słyszała całości. Ale miała ochotę go utopić własnymi rękami, ale nie miała zamiaru przykładać do jego śmierci nawet palca. Wszystko miało być przypadkiem, ponieważ nie chciała z jego powodu głupich kłopotów. Gdy dotarli do stawu, Vespera zakradła się cicho za plecy Ulyssesa, dała mu znać, że już przyszła delikatnym dotknięciem jego ramienia. Dobrze, że jej brat stał tuż za jej mężem, bo mógłby ją zauważyć.