26.07.2023, 13:56 ✶
Była w niej bezgranicznie zakochana. Tylko tyle. Aż tyle. Nie widziała w sobie nic wyjątkowego i sama nie była w stanie pojąć dlaczego ktoś tak wspaniały i pod każdym kątem idealny jak Loretta chciał się z nią zadawać. Czy stała za tym litość? Och, jakże to uwłaczające. Z drugiej jednak strony, jeśli dzięki temu mogła być przy niej, była w stanie znieść wszystkie upokorzenia.
Spodziewała się, że nabierze podejrzeń. Już samo to, że nie piła alkoholu i miała na sobie spódnicę mogło wydać się zaskakujące. Każdy, kto choć odrobinę znał pannę Crouch wiedział, że bliżej jej do pubowego awanturnika, aniżeli damy.
— Zaraz po zakończeniu kursów w Wizengamocie wyjeżdżam na zagraniczny staż. Nie będzie mnie w Anglii co najmniej pół roku — oświadczyła gładko; wszakże ćwiczyła to kłamstwo tak długo, aż sama w pewnym sensie zaczęła w nie wierzyć. Severine już dawno osiągnęła biegłość w naginaniu rzeczywistości — W związku z tym chciałam upewnić się co do dwóch rzeczy. Po pierwsze, że to, co wydarzyło się między nami kilka tygodni temu, w żaden sposób nie wpłynie na nasze stosunki — po tylu latach słowo przyjaźń wciąż z trudem przechodziło jej przez gardło - nie dlatego, że wstydziła się relacji z Louvainem, lecz przez to, że uważała się za niegodną jego uwagi. Lśnił przecież tak jasno w świecie wielkiej sławy i oślepiających fleszy, a tymczasem ona... wciąż miała wrażenie, że na jej czole wypisane jest młodzieńcze przezwisko.
W gruncie rzeczy nie wierzyła w to, że po wspólnie spędzonej nocy będzie jak dawniej. Mogli przyrzekać sobie, że będą zachowywać się jak dawniej, a w swoich rozmowach nigdy nie poruszą tego tematu, lecz była to tylko fasada. Iluzja. Maska. Nic bowiem już takie same być nie miało - odkryli się przed sobą w sposób, w jaki nie powinni odkrywać się przyjaciele, pozostawiając na tafli ich znajomości nieusuwalną rysę niezręczności.
— Po drugie — odchyliła się nieco do tyłu z szelmowskim uśmiechem — Muszę zadbać, aby pod moją nieobecność miał ci kto uprzy... — urwała i zachichotała niczym trzpiotka, ostentacyjnie przy tym zakrywając usta dłonią — To znaczy, umilał życie. Ale widzę, że ten punkt mam z głowy.
Spodziewała się, że nabierze podejrzeń. Już samo to, że nie piła alkoholu i miała na sobie spódnicę mogło wydać się zaskakujące. Każdy, kto choć odrobinę znał pannę Crouch wiedział, że bliżej jej do pubowego awanturnika, aniżeli damy.
— Zaraz po zakończeniu kursów w Wizengamocie wyjeżdżam na zagraniczny staż. Nie będzie mnie w Anglii co najmniej pół roku — oświadczyła gładko; wszakże ćwiczyła to kłamstwo tak długo, aż sama w pewnym sensie zaczęła w nie wierzyć. Severine już dawno osiągnęła biegłość w naginaniu rzeczywistości — W związku z tym chciałam upewnić się co do dwóch rzeczy. Po pierwsze, że to, co wydarzyło się między nami kilka tygodni temu, w żaden sposób nie wpłynie na nasze stosunki — po tylu latach słowo przyjaźń wciąż z trudem przechodziło jej przez gardło - nie dlatego, że wstydziła się relacji z Louvainem, lecz przez to, że uważała się za niegodną jego uwagi. Lśnił przecież tak jasno w świecie wielkiej sławy i oślepiających fleszy, a tymczasem ona... wciąż miała wrażenie, że na jej czole wypisane jest młodzieńcze przezwisko.
W gruncie rzeczy nie wierzyła w to, że po wspólnie spędzonej nocy będzie jak dawniej. Mogli przyrzekać sobie, że będą zachowywać się jak dawniej, a w swoich rozmowach nigdy nie poruszą tego tematu, lecz była to tylko fasada. Iluzja. Maska. Nic bowiem już takie same być nie miało - odkryli się przed sobą w sposób, w jaki nie powinni odkrywać się przyjaciele, pozostawiając na tafli ich znajomości nieusuwalną rysę niezręczności.
— Po drugie — odchyliła się nieco do tyłu z szelmowskim uśmiechem — Muszę zadbać, aby pod moją nieobecność miał ci kto uprzy... — urwała i zachichotała niczym trzpiotka, ostentacyjnie przy tym zakrywając usta dłonią — To znaczy, umilał życie. Ale widzę, że ten punkt mam z głowy.