Słowa, jakie wracają do Cynthii, mówiące o wspaniałości krwi czystej czarodziei, bywają niekiedy ratunkiem w sytuacjach, trudnych do zniesienia. Choćby przebywając wśród niższej czarodziejskiej klasy społecznej, w otoczeniu mugoli czy mugolaków. Trudnych warunków przetrwania, gdzie nie ma czystości i luksusu. Warto doceniać to, kim się jest, że ma wszystko o czym inni mogą pomarzyć. Można im to oferować, albo zabrać. Nie każdemu pisane jest życie takie, jakie mają oni. Czarodzieje, urodzeni czystej krwi. Jest to najcenniejsze, co można posiadać. Dzięki temu jesteś docenianym, szanowanym. Musimy tylko dbać o to, aby mówiono o nas tak, jak chcemy.
Mężczyzna nie poczęstował się oferowanym rogalikiem, gdyż teraz na głowie miał inne zmartwienie. Jeżeli nie wróci do domu, aby wziąć eliksir, może być gorzej. Błąd zrobił, że przyszedł od razu z teczką do niej, a nie od razu do siebie. Gdyby wziął lek, mógł później wrócić i dostarczyć dokumenty, albo zostawić jej wiadomość, że jutro będzie mogła odebrać. Skończyło się obecnie na tym, że musiał czekać na zaparzenie się herbaty. Lecz i tak była nadal gorąca.
Zagadał, choć mógł siedzieć w milczeniu co bardziej wolał. Lecz skoro planowane jest przyszłościowe połączenie oby rodzin, dobrze byłoby choć odrobinę się poznać. Ich praca była bardzo do siebie podobna. Byli jednymi z nielicznych, co wykazywali bardzo dobre wyniki wytrzymałości w pracy nad zmarłymi i badaniu drogi śmierci. Panna Flint to nawet w swoich słowach potwierdziła. Słuchając jej, Nicholas sprawdzał co jakąś chwilę chusteczkę, czy krwotok z nosa ustępował.
- Owszem. Jest podobnie… Przynajmniej nikt na dłużej czasu nie zabiera i można pracować w spokoju.Przyznał jej rację. Stanowiska i pracę mieli podobną. Z tą różnicą, że ona wspomagała Aurorów, a on badał tajemnice, o których nikt z zewnątrz wiedzieć nie powinien. Był niewymownym.
Widząc, że Cynthia zdjęła talerzyk i zaczęła próbować swojej herbaty, Nicholas poczynił to samo. Najwyraźniej spieszyło mu się, ale herbata za nic nie chciała od razu ostygnąć. Już zaczął rozważać użycie magii na schłodzenie napoju. Zdjął talerzyk, ujął w dłoń filiżankę. Dłoń, w której miał chusteczkę, odsunął od twarzy i również podmuchał, upił łyk i lekko zmarszczył brwi. Gorąca, więc będzie trzeba pić powoli. O chorobie nie wspominał, gdyż Panna Flint o to nie pytała. Skoro stwierdziła u niego przemęczenie, tak to pozostawił.