Nawet Longbottomowie nie wyszli ze starcia ze Śmierciożercami w Dolinie Godryka bez szwanku. Mogłoby się wydawać, że jak do tej pory byli wręcz nietykalni wobec wiszącego nad nimi od miesięcy niebezpieczeństwa. Może i pchali się w niebezpieczne sytuacje, ale koniec końców wychodzili z nich cało. Teraz nie dość, że byli poobijani, to teraz żegnali członka najbliższej rodziny.
Wielkie, fioletowawe limo, które Erik nosił pod okiem od Beltane, dalej mu towarzyszyło, chociaż powoli zaczynało znikać. Ubrany w ciemny garnitur, krążył wokół członków rodziny, starając się ich odgrodzić od potencjalnych zbyt ciekawskich gości, których mogli mijać. W duchu liczył, że przed ceremonią uda mu się w pełni wykurować, jednak z rana wiedział, że nie było to możliwe. Nie chciał też zaprzęgać do roboty siostry, co by zmieniła nieco jego wygląd, korzystając ze swych wyjątkowych umiejętności. Bądź co bądź, tego dnia jego aparycja niezbyt się liczyło. Priorytetem było godne pożegnanie krewniaka.
— Zdążyłem zapomnieć, jak tu ciasno — mruknął sucho do Brenny, gdy przebijali się wraz z resztą familii do pierwszych rzędów. Czy wnętrze faktycznie było takie przytłaczające, czy to po prostu jego unikalna perspektywa prawie dwumetrowego dryblasa?['/a]
[a]Starał się nie patrzeć na boki, a skupić na tym, aby po prostu dotrwać do końca uroczystości. Teraz gdy znaleźli się w murach kaplicy, ciężko było mu powstrzymać nawrót wspomnień związany z niedawnym pogrzebem Simone. Skrzywił się na nieprzyjemne ukłucie w okolicy serca. Nie, lepiej było o tym nie myśleć, jak o wielu innych rzeczach, które miały miejsce od tamtego dnia. Nie ten czas, nie to miejsce.
Gdy zaczęli do nich podchodzić kolejni goście, poczuł gulę w gardle. W normalnych okolicznościach budynek byłby wypchany po brzegi, jednak nawet ten mniejszy tłumek wzbudzał w nim nieco mieszane odczucia. Spróbował wykrzesać na twarz uprzejmy uśmiech, jednak ilekroć próbował unieść kąciki ust, te automatycznie opadały.
Erik stanął nieopodal Brenny i Danielle, gotów w każdej chwili przejąć pałeczkę w kwestii przyjmowania wyrazów współczucia. Nie powinny robić tego wszystkie same.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞