• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Czarodzieje Kroniki Przyjęci do gry v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 Dalej »
Augustine M. Trelawney

Augustine M. Trelawney
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#1
27.07.2023, 20:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.07.2023, 20:20 przez Augustine Trelawney.)  

Augustine Matilde Trelawney

Urodzenie: 10.10.1945, Waga, Numerologiczna trójka (Artysta)
Stan cywilny: Panna
Krew: Półkrwi
Pochodzenie: Odkąd pamiętam próbowałam nagiąć prawdę o moim pochodzeniu i rodzinie. Nie z powodu wstydu. Jakże bym mogła wstydzić się moich bliskich i naszych przodków. Ja tylko chciałam czymś się wyróżniać. Nic ponadto, nic mniej. Moje rodzeństwo było wyjątkowe. Nasi rodzice - Thomas i Cynthia Trelawney byli wyjątkowi. Każdy stanowił swoiste indywiduum. Większość członków rodziny Trelawney posiadała talenty i umiejętności, o których ja - zupełnie zwyczajna osoba mogłam pomarzyć, więc wymyślałam niestworzone historie o tym, skąd pochodzę. Dopiero po latach zrozumiałam, że nie muszę wymyślać. Urodziłam się jako przedostatnie dziecko dwojga ludzi z Doliny Godryka. Przede mną była trójka rodzeństwa i ja też nie nacieszyłam się pełną uwagą rodziców. Taki to jest los. Nie mogę narzekać, nie będę koloryzować. Było jak było. Przynajmniej mieliśmy Dom. Teraz to już tylko dom - pusty budynek bez duszy.
Kształtowanie: ◉◉○○○
Rozproszenie: ◉○○○○
Transmutacja: ◉○○○○
Zauroczenie: ◉○○○○
Nekromancja: ◉◉○○○
Translokacja: ◉○○○○
Percepcja: ◉◉◉◉○
Aktywność fizyczna: ◉◉○○○
Charyzma: ◉◉◉○○
Rzemiosło: ◉○○○○
Wiedza przyrodnicza: ◉◉○○○
Wiedza o świecie: ◉◉◉○○
Poziom spaczenia: II
Różdżka: Pióro feniksa, 10 cali, akacja, sztywna
Zwierzę totemiczne: Ryś
Aura: Przeważający niebieski z elementami żółci i zieleni
O zdolnościach: Większość mojego życia obraca się dookoła znacznie mniej materialnych spraw niż podrzędna magia użytkowa, której nigdy nie lubiłam. Wolę twierdzić, że dążę do czegoś więcej niż tylko posiadanie, co objawia się życiem w nieustannym chaosie. Nie zawsze potrafię użyć lewitacji, żeby dostarczyć szklankę wody. Czasami dostarczam samą szklankę, nie wodę. Zdarza się, że woda chluśnie mi w twarz a szklanka zostanie w szafce, ale to całkiem interesujące. Czy widzicie, że w tej plamie kryje się ponurak?
Limbo: Przez całe życie balansuję na granicy światów. Mało kto zdaje sobie sprawę, że migocząca tafla dzieląca życie od śmierci jest tak delikatna i łatwa do przeniknięcia. Od czasu do czasu sama daje o sobie znać na różne sposoby, ale to nie znaczy, że pojawia się tylko czasami. Ona ciągle nas otacza. Jak woal chroni nas przed widokami, na które nie jesteśmy gotowi. Na nieszczęście mojej rodziny - ten woal bywa duszący i wymaga gwałtownego zerwania z twarzy a to, co wtedy widzimy bywa dalekie od przyjemnego.
Wróżbiarstwo III: Wahadełka, karty, fusy i dym z kadzideł - to moi stali towarzysze. Odkąd poznałam głębię wróżbiarstwa, nie wyobrażam sobie innego życia. Uwielbiam wykorzystywać wiedzę tajemną i wróżyć, choć nie zawsze robię to we właściwy sposób. Czasami dopiero po fakcie widzę błąd w swojej interpretacji. Czyż to nie jest fascynujące?
Teleportacja II: Nie chcem, ale muszem - to dewiza, która towarzyszy mi w relacji z teleportacją. Umiem korzystać z tego środka transportu, choć okupuję to mdłościami.
Wywoływanie duchów III: Dla niektórych martwy to niemy i zapomniany. Dla mnie martwi to najlepsze źródła informacji - szczególnie wtedy, gdy ich doczesne języki rozpadły się w pył. To wtedy służą najciekawszymi informacjami o przeszłości choć niektórych należy pociągnąć do mówienia.
Egzorcyzmy III: Obcując z duchami i prowadząc z nimi dyskusje nie sposób nie umieć stawiać granic. Czasami należy przerwać połączenie, gdy rozmówca ma wyraźnie złe zamiary. Częściej niż rzadziej warto zapewnić mu spokój - już ostateczny, choć nie dla wszystkich święty. To nauka, jaką wyniosłam przez wiele lat obcowania z dwoma światami.
Znajomość półświatka I: Nokturn - co za piękne miejsce! Mało kto wie, że ma dużo więcej barw niż przepiękna Pokątna. Na Nokturnie można dostrzec głębokie burgundy, rozmyte popiele, czernie głębokie jak noc i granaty głębin. Nokturn to też barwni ludzie o równie złożonych, nasyconych charakterach. To ludzie, których trzeba poznać nie tylko od dobrych stron. Najpierw należy przedrzeć się przez ich skorupy i mroczniejsze aspekty wnętrza, żeby później dostrzec i wykorzystać te lepsze strony. Dzięki temu można stać się częścią społeczności i pozostać nią nawet na długo po zamknięciu sklepiku z tajemnicami - tak jak w moim przypadku.

Lęk wysokości II: Mam wrażenie, że w jednym z poprzednich żyć (a może nawet w kilku) musiałam zginąć poprzez upadek z dużej wysokości, ponieważ przepełnia mnie irracjonalny lęk przed odrywaniem się od ziemi. Nie lubię: latać, chodzić po drzewach, wchodzić na drabiny, chodzić po wąskich schodach z cienką poręczą i przeziernymi stopniami. Nie znajdziecie mnie na wieżach ani na huśtawkach. Po prostu nie.
Bezsenność II: Jestem koneserem eliksirów nasennych, liczenia puszków pigmejskich, zasłaniania okien grubymi kotarami i dodatkowymi żaluzjami. Nie spotkacie mnie wczesnym rankiem - to raczej niemożliwe. Wszystkie zajęcia w Hogwarcie, które odbywały się rano były moimi zmorami. Urodziłam się w środku nocy, to więc i w nocy czuję się najlepiej. Nie bez przyczyny wybrałam każdy z zawodów, które wykonywałam - wszystkie wymagają dużej aktywności po zachodzie słońca. A do trzynastej? Proszę mnie nie budzić. Dopiero zasnęłam.
Księżniczka I: Moja bezsenność ma jeszcze jedną konsekwencję. Musiałam stworzyć sobie naprawdę komfortowe miejsce do zasypiania i taka jest moja sypialnia. Niczyja inna. Moja ma najbardziej miękko-twarde łóżko, grube kotary, dodatkowe żaluzje, cichą podłogę i grube ściany. To oaza, do której nie dochodzą żadne niepożądane bodźce. Jest idealna. Wszystkie inne miejsca to całkowite strefy braku komfortu.
Brudny sekret II: Pamiętacie zwłoki właściciela jednej z kamienic na Nokturnie, które ktoś znalazł schowane w śmieciach za budynkiem? Nie. Nie tamte. Nie. Nie te z września ani z października. Te też nie. Dobrze wiem, że są ich dziesiątki na przestrzeni wielu lat. Taki jest urok tej lokalizacji. Mi chodzi o Aberfortha Deagle. Był moim tymczasowym współpracownikiem, od którego wynajmowałam niewielki lokal. Tak się składa, że nie tylko bardzo polecał mnie moim potencjalnym klientom. Sam niezmiernie wierzył we wszystko, co mu wywróżyłam i często przychodził po radę. Niestety nie zawsze lawirowałam wokół prawdy. Czasami bezczelnie wymyślałam odpowiedzi od magicznych sił. Tak było w przypadku, który okazał się ostatnią wróżbą dla Abla. Miał przezwyciężyć lęk przed konfrontacją z rywalem, który prowadził konkurencyjny szemrany interes. Zginął, bo go o tym zapewniłam. Nie wiem kto go zabił, ale mam swoje podejrzenia, których nie ujawniłam nikomu. Szybko zwinęłam interes i zniknęłam.
Brudny sekret II: Być może... co mi tam... nigdy nie zapłaciłam żadnego podatku od zarobionych pieniędzy. To tyczy się tak czarodziejskiego jak i mugolskiego świata. Zawsze operowałam w szarej strefie. Oficjalnie nie mam knuta przy duszy. Wykazuję wyłącznie straty i pracuje jako wolontariusz. Nie wierzę w system podatkowy.
Drobny lęk I: Panicznie boję się krów. Szczególnie przeraża mnie to, że mają ludzkie oczy. Nie umiem przejść obok krowy na łące ani spokojnie spacerować po farmach. Mam wrażenie, że krowy ciągle patrzą. Tylko czekają, żeby dokończyć to co zaczęły, kiedy byłam dzieckiem. Wtedy zabrały mi pelerynę i próbowały zjeść kapelusz. Teraz przyjdą po znacznie więcej. Wtedy testowały granice.
Foliowa czapka I: Wierzę w to, że wiele zwierząt to tak naprawdę niedoszli animagowie, którym nie powiodła się pierwsza przemiana. Szczególnie krowy i niektóre psy mają zbyt ludzkie oczy, żebym dała się oszukać, że nie są nieszczęśliwymi czarodziejami niemogącymi wrócić do ludzkiej formy. Bezsprzecznie sądzę, że frustracja z tego powodu sprawia, że zbierają się w duże grupy i planują zawładnąć światem.
Nietolerancja laktozy I: Możliwe, że moja nietolerancja laktozy ma związek z wielkim planem krów, aby zawładnąć światem. Jest to naturalna reakcja mojego organizmu na krowie próby przejęcia społeczeństwa dzięki znakomitym wyrobom mlecznym. Całe szczęście, jestem chroniona i odrzucam te pokusy.
Edukacja: To nie tajemnica, że Hogwart nie był dla mnie czymś wyjątkowym. Tak sądziłam. Miałam rodzeństwo, które poszło tam przede mną i od dziecka opowiadało mi o życiu w tej szkole. Odnosiłam wrażenie, że wiedziałam o nim wszystko zanim tam trafiłam. W rzeczywistości było trudniej i mniej kolorowo. Trafiłam do Slytherinu a to samo w sobie nastawiło wielu ludzi przeciwko mnie i zmusiło mnie do udowadniania, że Slytherin nie czynił ze mnie zła wcielonego. Uczniowie innych domów zawsze patrzyli na nas bardziej krzywo i podejrzliwie. W moim przypadku wiele mogłam zawdzięczyć starszej kuzynce (rezydentce Ravenclawu), która przyciągała mnie do swojego grona przyjaciół. Lou zagwarantowała mi awans społeczny i znacznie mniejszy ostracyzm niż w przypadku innych Ślizgonów trzymających się na uboczu. Dzięki temu byłam całkiem popularna i unikałam większych kłopotów. Odwdzięczałam się jak mogłam. Zazwyczaj poprzez naukę, która szła mi zaskakująco przyzwoicie. Bezsenność skutkowała większą ilością czasu na czytanie - szczególnie o starożytnych runach, wróżbiarstwie i zielarstwie. To one (bezsenność i Lou) sprawiły, że stoję tu, gdzie jestem.
Doświadczenie: Przez 3,5 roku próbowałam prowadzić własny biznes na Nokturnie. Z różnym skutkiem finansowym zajmowałam się seansami spirytystycznymi, wróżeniem z kart, wykorzystywałam wahadełka, kadzidła i zioła. Zrezygnowałam z lokalu, gdy właściciela budynku znaleziono martwego w tylnej alejce ze śmietnikami. Oficjalnie zrozumiałam, że to zbyt ryzykowne, ponieważ zbyt wielu klientów wychodziło bez tego, po co przyszli - zazwyczaj pożądali informacji takich jak lokalizacja pieniędzy zmarłego członka rodziny albo rozwiązanie problemów, na które tylko oni mogli mieć wpływ. Po opuszczeniu Nokturnu próbowałam swoich sił na bazarze mieszczącym się niemal w centrum Londynu przy Tamizie. "Madame Matilda" miała tam swoją drewnianą budkę, w której wróżyła z ręki, rozkładała tarota i miewała "wizje przyszłości" a także przywoływała zmarłych członków rodzin mugoli. Pracowałam tam przez 2 lata zanim nie wywołałam ducha archeologa, który nie odczepił się ode mnie dopóki nie pomogłam mu oddać artefaktów, które zachomikował za życia (przywłaszczył sobie wiele cennych rzeczy) do muzeum.
Aktualne miejsce pracy: Po perypetiach z duchem archeologa postanowiłam zakręcić się w tym temacie. Nie miało to związku z niespłaconymi podatkami - kto wiedział, że mugole mają tak szeroką ewidencję biznesów? (nie ja...) Już dłuższy czas temu dołączyłam na stałe do grupy czarodziejów zajmujących się magicznymi wykopaliskami. Rola wywoływacza duchów jest dla mnie stworzona! Tak. Wiem, że to zbyt duży zapał.
Rozpoznawalność: IV - Mogę pochwalić się paroma niezłymi wzmiankami w magicznej i mugolskiej prasie. W pierwszym przypadku jestem znana z wypowiedzi związanych przede wszystkim z wykopaliskami, gdzie parokrotnie znajdowaliśmy naprawdę godne uwagi artefakty - często w towarzystwie dawno nieżyjących właścicieli, którzy nie zawsze chcieli dobrowolnie opuścić ten świat. Prócz tego wiele osób kojarzyło mnie, gdy prowadziłam biznes na Nokturnie, do którego nie przyznaję się prasie. Dla dziennikarzy jestem ciekawą personą wykonującą interesujące zajęcie dla czarodziejskiego dziedzictwa. Natomiast dla mugoli i ich dziennikarzy (bo tacy też bywali) byłam interesującą atrakcją turystyczną, którą mogli pochwalić lub obśmiać wedle przyjętej narracji. Mi wystarczył rozgłos.

Wskazówki dla Mistrza Gry

Im ciekawiej tym lepiej! Jestem otwarta na dramy i zwroty akcji, grunt to dobra zabawa. Augustine całkowicie zgadza się z powiedzeniem, że w życiu nie uniknie się śmierci (przecież obcuje z nią codziennie), ale do tej pory nie zwracała uwagi na część o podatkach. To coś, co mogłoby namieszać. Dziewczyna ma wiele za uszami, więc możemy brać pod uwagę różne absurdalne scenariusze. Uśmiech
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości




Wiadomości w tym wątku
Augustine M. Trelawney - przez Eutierria - 27.07.2023, 20:18
RE: Augustine M. Trelawney - przez Eutierria - 27.07.2023, 21:51
RE: Augustine M. Trelawney - przez Eutierria - 27.07.2023, 21:51
RE: Augustine M. Trelawney - przez Augustine Trelawney - 27.07.2023, 21:51

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa