Beltane okazało się być wydarzeniem, które zmieniło wiele w świecie czarodziejów. Poplecznicy Voldemorta zaatakowali. Wiele osób zostało rannych, wielu zginęło. Nora Figg straciła kota, który był jednym z jej najbliższych towarzyszy, starała się to jakoś przetrawić, szło jej to jednak ciężko. Kiedy przeczytała jednak list, który dostała od Danielle dotarło do niej, że mogło być gorzej. Jej serdeczna przyjaciółka straciła bowiem tej nocy ojca. Norka go znała, w końcu była częstym gościem w domu Longbottomów, większość z nich była jej bliższa niż rodzina. Straszne to były wieści. Nie potrafiła sobie wyobrazić bólu przyjaciółki. Wiedziała jednak, że musi ją wesprzeć w tej trudnej chwili.
Panna Figg nim znalazła się w kaplicy odprowadziła małą Mabel do swoich rodziców. Ustaliła z matką, że to ona pojawi się na ceremonii w końcu była z nimi najmocniej związana. Ojciec musiał zostać w Ministerstwie, także była jedyną reprezentantką swojej rodziny. Dzień był słoneczny, piękny. Wiosna nareszcie rozgosciła się na dobre. Czerń, którą przyodziała przyciągała promienie słoneczne. Wyglądała zupełnie inaczej niż zwykle, zazwyczaj bowiem nosiła się na pstrokato, tym razem musiała przyodziać znienawidzony przez siebie kolor. Kojarzył jej się on z żałobą, dlatego go tak bardzo nie lubiła.W dłoni trzymała wielki bukiet białych lilii.
Wzięła głęboki oddech nim wstąpiła do wnętrza kaplicy. Rozejrzała się szybko po wnętrzu. Wpatrywała się w Erika, jakby chciała przyciągnąć jego wzrok. Od czasu Beltane miała wrażenie, że mocniej niż zwykle czuje się z nim związana. Będzie musiała z nim później zamienić słówko lub dwa.
Wsunęła się w najbliższą ławkę, nie uważała, że powinna pchać się do przodu, to było miejsce rodziny. Czekała na rozpoczęcie ceremonii.