28.07.2023, 22:15 ✶
Wszystko było nie tak.
Bardzo nie tak – co uderzało jakoś mocniej, gdy po raz ostatni, przed wyjściem z pokoju, przeglądała się w lustrze, by sprawdzić, czy każdy element munduru znajdował się na swoim miejscu, a całość prezentowała wręcz nieskazitelnie. Na co dzień nie przywiązywała takiej wagi do detali, ale teraz…
… teraz żegnała członka własnej rodziny. Nikt nie był wieczny, wiedziała to, sam wybrał niebezpieczną ścieżkę – to też wiedziała. Bo w przypadku aurorów i brygadzistów jednak nietrudno o opuszczenie tego świata poza własnym łóżkiem; w chaosie i krwi, nie w otoczeniu najbliższych.
I tak czuła posmak goryczy, przemieszany z czymś innym.
Bo Beltane odcisnęło swoje piętno, sięgające znacznie dalej niż jedyne chłód ciała.
Teraz jednak, gdy znajdowała się w pierwszym rzędzie, musiała trzymać fason. Nie mogła się rozsypać, musiała być twarda – a tak przynajmniej sobie wmawiała. Choć tak naprawdę czuła się rozdarta przez wydarzenia ostatnich dni, odkrycie wspomnień, które nie należały do niej tak naprawdę tylko pogarszało sprawę. Choć była bliska stanu, w którym zostawało tylko zaszyć się w ciemnym kącie, zamknąć drzwi na siedem spustów i zostać całkowicie sam na sam ze wszystkimi myślami, z dala od ludzi, rodziny, wszystkich.
Tak, nie było z nią najlepiej. Co nie zmieniało faktu, że naprawdę ze wszystkich sił starała się odpychać cały ten chaos, skupiać się na tu i teraz, wspierać jak tylko mogła, gotowa wyprowadzić mocno niepożądanych gości, gdyby takowi jednak tu ściągnęli, postawić do pionu tych, co śmieliby zakłócić przebieg ceremonii czy tak po prostu, przejąć przyjmowanie kondolencji, gdyby córki Derwina i dziadek najzwyczajniej w świecie przestawali dawać radę. Tak że naprawdę, rozsypanie się tu i teraz nie było czymś, w co celowała, wręcz przeciwnie.
Przywitanie z Patrickiem, który podszedł przecież z wieńcem na przód było krótkie – posłała mężczyźnie blady uśmiech i również skinęła głową.