05.11.2022, 09:34 ✶
- Po tobie kochana spodziewam się wszystkiego - co najgorsze - dodała w myślach. Trudno było opisać w encyklopedycznym skrócie relacje między rodzeństwem Selwyn, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego rozmiar i patchworkowość. Nikt bowiem nie znał pełnej listy bękarcików Sokratesa, ani nie potrafił wskazać wszystkich "legalnych pociech", których biologicznym ojcem nie był dyrektor teatru. Jeśli zaś chodziło tylko o relację między Sassi i Alice - to ta była wyjątkowo dynamiczna. Od ciągnięcia się za warkocze, plucia, walczenia o znikomą uwagę rodziców, po udawaniu, że ta druga nie istnieje - siostra w Gryffindorze była dla szesnastoletniej ślizgonki powodem do wielkiego wstydu i hańby, aż po rosnącą zażyłość, kiedy obie opuściły szkolne mury i rozpoczęły życie na własny rachunek. I choć dziewczyny się do siebie coraz bardziej zbliżały, to wiele razy Sacharissa chciała potrząsnąć siostrą z okrzykiem - ogarnij się. Wiele razy bowiem musiała jej pożyczać pieniądze na wieczne nie oddanie albo potwierdzać ich popołudniową herbatkę, kiedy dziwni ludzie pukali do jej drzwi.
Z zamyślenia S. została wyrwana przez Ambrosia, który zaczął się krzywić i wić jak węgorz uciekając przed czystą chusteczką cioci.
- Nie - pokręcił przecząco głową na sugestię zielarza. [i]- mama mówi, ze to nudne i dobre dla... dla slam. Ja juz jestem antychistom - tak mówi tata. -[/b] Dumnie wypiął swoja chudą pierś, a Sacharissa spojrzała na niego zmieszana.
- Kochanie nie jesteś antychrystom, tatuś żartował. A w przyszłości możesz być kim tylko chcesz. - Pani Macmillan pogłaskała syna po jasnych loczkach, a kiedy ten zabrał od niej wózek z Bartusiem i zaczął nim jeździć po skwerku na którym się znajdowały, spojrzała ponownie na siostrę.
- Działało by lepiej, gdyby w końcu ktoś porządny zajął się tym całym bałaganem, ale nie nam zachciało się demokracji i mamy co mamy, och oby tylko te huncwoty żyły w lepszych... AMBROŚ ZWOLNIJ BO ZARAZ WJEDZIECIE W ŚCIANĘ - nagle urwała wątek i zaczęła krzyczeć w stronę szalejącego malca, którego oczy ledwo wystawały ponad burgundowy wózek. - Histeryczne? Kochanie rozejrzyj się dookoła, ten naród schodzi na psidwaki, gryzipiórki z proroka sami zaczęli wymyślać sobie historie bo nic ciekawego nie potrafią znaleźć, a Leach im się sam podkłada. Nikt go nie lubi, więc tworzą wokół niego wizję o trucia albo innego spisku. Jedynym spiskiem jest to kto go wybrał na Ministra. Znasz mnie kochana dobrze, wiesz, że jestem tolerancyjna jak mogę, ale co to był za pomysł wybierać... mugo - tu skrzywiła się wyraźnie, jakby trudno jej to przechodziło przez gardło - laka na Ministra? Bez obraz, ale czy on się w ogóle może na tym znać? Dorastał przecież daleko od magii, nic o nas nie wie, jest obcy, a co jak zacznie nas z nimi bratać? Jak w przypadku problemów wybierze ich stronę? Ministrem powinien być czarodziej z krwi i kości, dziada pradziada, ktoś kto nas zna, rozumie, a nie taka przybłęda, która trzy sekundy trzyma różdżkę w dłoni i ma się za wielkiego czarodzieja, ale ja nikomu źle nie życzę.
Z zamyślenia S. została wyrwana przez Ambrosia, który zaczął się krzywić i wić jak węgorz uciekając przed czystą chusteczką cioci.
- Nie - pokręcił przecząco głową na sugestię zielarza. [i]- mama mówi, ze to nudne i dobre dla... dla slam. Ja juz jestem antychistom - tak mówi tata. -[/b] Dumnie wypiął swoja chudą pierś, a Sacharissa spojrzała na niego zmieszana.
- Kochanie nie jesteś antychrystom, tatuś żartował. A w przyszłości możesz być kim tylko chcesz. - Pani Macmillan pogłaskała syna po jasnych loczkach, a kiedy ten zabrał od niej wózek z Bartusiem i zaczął nim jeździć po skwerku na którym się znajdowały, spojrzała ponownie na siostrę.
- Działało by lepiej, gdyby w końcu ktoś porządny zajął się tym całym bałaganem, ale nie nam zachciało się demokracji i mamy co mamy, och oby tylko te huncwoty żyły w lepszych... AMBROŚ ZWOLNIJ BO ZARAZ WJEDZIECIE W ŚCIANĘ - nagle urwała wątek i zaczęła krzyczeć w stronę szalejącego malca, którego oczy ledwo wystawały ponad burgundowy wózek. - Histeryczne? Kochanie rozejrzyj się dookoła, ten naród schodzi na psidwaki, gryzipiórki z proroka sami zaczęli wymyślać sobie historie bo nic ciekawego nie potrafią znaleźć, a Leach im się sam podkłada. Nikt go nie lubi, więc tworzą wokół niego wizję o trucia albo innego spisku. Jedynym spiskiem jest to kto go wybrał na Ministra. Znasz mnie kochana dobrze, wiesz, że jestem tolerancyjna jak mogę, ale co to był za pomysł wybierać... mugo - tu skrzywiła się wyraźnie, jakby trudno jej to przechodziło przez gardło - laka na Ministra? Bez obraz, ale czy on się w ogóle może na tym znać? Dorastał przecież daleko od magii, nic o nas nie wie, jest obcy, a co jak zacznie nas z nimi bratać? Jak w przypadku problemów wybierze ich stronę? Ministrem powinien być czarodziej z krwi i kości, dziada pradziada, ktoś kto nas zna, rozumie, a nie taka przybłęda, która trzy sekundy trzyma różdżkę w dłoni i ma się za wielkiego czarodzieja, ale ja nikomu źle nie życzę.