Ururu miał tą zaletę, że nieszczególnie zwracał uwagę na wiek rozmówcy. Z tego względu nawet tak młoda kobieta jak Avelina, w jego oczach uchodziła za guru eliksirów, za prawdziwego mędrca w temacie.
Zastygł na moment po słowach dziewczyny. Nie przygotował sobie historyjki na tą okazję, bo na ogół nie kłamał.
— Proszę się nie martwić, to nic takiego. Chciałbym tylko sprawdzić, czy któryś z nich nie jest czasem Wywarem Żywej Śmierci.
Postawił na ladzie otwartą torbę, z której wystawało kilka małych fiolek. Miały różną zawartość, od przezroczystej po absolutnie nie transparentną. Większość wyglądała jednak nieapetycznie. Mogły być truciznami lub miksturami eksperymentalnymi. Ururu zdobył je z piwnicy swojego porywacza. Być może jeden z nich nawet pomógł przemienić Marqueza w ghoula? O czym wciąż nie miał pojęcia.
— Ich opary nie są szkodliwe, albo po prostu nie zauważyłem niczego... Wydaje mi się, że jednym z tych przezroczystych może być Wywar Żywej Śmierci. Ale prawdę mówiąc nie udało mi się znaleźć dobrych materiałów o różnicowaniu eliksirów. Dlatego postanowiłem przyjść do ciebie, panno Paxton, bo masz w tym ekspertyzę.