05.11.2022, 10:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2022, 10:05 przez Sacharissa Macmillan.)
Sacharissa Macmillan z domu Selwyn - uśmiechała się promiennie do gospodarzy, w swojej długiej, przylegającej sukni w kolorze butelkowej zieleni, zdobionej błyszczącymi kryształami i o dekolcie tak głębokim, że tylko dobre wychowanie zebranych chroniło ich przed szalejącą wyobraźnią.
- Proszę wybaczyć nieobecność męża, przygotowują się razem z resztą kowenu do Ostary, wiedzą Państwo to już przecież tylko trzy dni. Proszę się jednak nie martwić, opróżniłam sporą część naszej skrytki u Gringotta i jestem przygotowana by wspomóc ten jakże szczytny cel. Musimy dbać o przyszłość i dobrostan magicznych dzieci. Och, czy to nie Państwo Lestrange, serdecznie przepraszam, ale muszę się przywitać z Eden, mam nadzieję, że jeszcze uda nam się porozmawiać. Do widzenia. - Słowotok, który wydobył się z ust Sacharissy został urwany tak nagle jak się pojawił, po czym kobieta ruszyła w stronę przyjaciółki. Gdyby ktoś w tłumie postanowił się przyglądać tylko jej, zauważyłby jak odchodzi na bok i pyta jednego z przedstawicieli ochrony, w którą stronę ma iść do łazienki. Kiedy tam trafia, korzystając z pustego pomieszczenia, przyjmuje swoją animagiczną postać - małego zielonego żuczka, którego pancerz zdaje się mienić jasnymi punkcikami. Teraz pozostało już tylko czekać, a długo nie musi bo po jakiś dziesięciu minutach do łaźni wchodzi pani Avery, a kiedy skończy załatwiać swoje potrzeby, nawet nie zauważa, że na tyle swojej sukni posiada już małego nieproszonego gościa. Razem ze swoim środkiem transportu Sacharissa trafia między bawiących się czarodziejów.
Od kogo by tu zacząć? - Zastanawia się, a ślepy los pod postacią pani Avery, która akurat koło nich przechodzi wskazuje na jej kuzynkę Seraphine i towarzyszącego jej młodego pana Bulstrode z narzeczoną. Sacharissa zapamiętuje by w wolnej chwili poszukać jakiś informacji na temat panny Delacour.
Żuczek wzlatuje ze skraju sukni starej matrony i usadawia się w bukiecie znajdującym się na syto zastawionym stole.
- Proszę wybaczyć nieobecność męża, przygotowują się razem z resztą kowenu do Ostary, wiedzą Państwo to już przecież tylko trzy dni. Proszę się jednak nie martwić, opróżniłam sporą część naszej skrytki u Gringotta i jestem przygotowana by wspomóc ten jakże szczytny cel. Musimy dbać o przyszłość i dobrostan magicznych dzieci. Och, czy to nie Państwo Lestrange, serdecznie przepraszam, ale muszę się przywitać z Eden, mam nadzieję, że jeszcze uda nam się porozmawiać. Do widzenia. - Słowotok, który wydobył się z ust Sacharissy został urwany tak nagle jak się pojawił, po czym kobieta ruszyła w stronę przyjaciółki. Gdyby ktoś w tłumie postanowił się przyglądać tylko jej, zauważyłby jak odchodzi na bok i pyta jednego z przedstawicieli ochrony, w którą stronę ma iść do łazienki. Kiedy tam trafia, korzystając z pustego pomieszczenia, przyjmuje swoją animagiczną postać - małego zielonego żuczka, którego pancerz zdaje się mienić jasnymi punkcikami. Teraz pozostało już tylko czekać, a długo nie musi bo po jakiś dziesięciu minutach do łaźni wchodzi pani Avery, a kiedy skończy załatwiać swoje potrzeby, nawet nie zauważa, że na tyle swojej sukni posiada już małego nieproszonego gościa. Razem ze swoim środkiem transportu Sacharissa trafia między bawiących się czarodziejów.
Od kogo by tu zacząć? - Zastanawia się, a ślepy los pod postacią pani Avery, która akurat koło nich przechodzi wskazuje na jej kuzynkę Seraphine i towarzyszącego jej młodego pana Bulstrode z narzeczoną. Sacharissa zapamiętuje by w wolnej chwili poszukać jakiś informacji na temat panny Delacour.
Żuczek wzlatuje ze skraju sukni starej matrony i usadawia się w bukiecie znajdującym się na syto zastawionym stole.