Starał się stłumić grymas pragnący wedrzeć się na jego twarz, gdy tuż przed jego oczami zaczarowane pióro latało od jednego końca kartki do drugiej, dokonując pieczołowitych zapisków odnośnie do wygłoszonego przez niego monologu. Nigdy się przesadnie nie interesował tym, jak właściwie działają te zaklęte przedmioty, chociaż widywał je dosyć często, czy to u prasy, czy pracowników Ministerstwa Magii.
Czy faktycznie zapisywały tylko to, co przekazywał mówca? A może dodawały coś od siebie, uwzględniając na marginesach dodatkowe zapiski? Nie zdziwiłbym się, gdyby dziedziczyły coś po swoich właścicielach, pomyślał z lekkim przekąsem. Ciekawe, czy gdy reporter zabierał je ze sobą przez dłuższy czas, to poznawały jego potrzeby i przyzwyczajenia, aby jak najlepiej pomóc mu w pracy? A może przesadzał i pióra były tylko tym, czym wydawały się na pierwszy rzut oka – przydatnymi narzędziami.
— Yyy... Tak, tak. Oczywiście — zgodził się z roztargnieniem, gdy Darcy zapytał go o zdjęcie.
Przybrał poważny wyraz twarzy, darując sobie przyjemny i dobrotliwy uśmiech, do jakiego przyzwyczaił fotografów podczas dotychczasowych sesji. Zły czas i miejsce na robienie dobrej miny do złej gry. Teraz potrzeba było czegoś... naturalnego. Skinął głową Lockhartow.
— Również bardzo dziękuje. Będę trzymał kciuki za dobry artykuł... i jak najlepszy odbiór ze strony społeczności — stwierdził, ściskając na pożegnanie rękę mężczyzny.
Gdy ten się oddalił, Longbottom skierował swe kroki z powrotem do obozu medyków, mając nadzieję, że znajdzie tam jakieś zajęcie. Nie chciał wracać do domu w tym stanie, a czuł, że może być tu jeszcze potrzebny. Skoro nie pozwolono mu udać się do lasu na poszukiwanie zaginionych gości Beltane, to może uda mu się, chociaż pomóc z wynoszeniem zapasów z Błędnego Rycerza?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞