• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie

[wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
29.07.2023, 15:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2024, 14:21 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II, Laurent Prewett (Ziewnięcie to bezgłośny krzyk).

Tego pięknego, wiosennego dnia, Brenna spadła z nieba.
A tak naprawdę: spadła z dachu szklarni numer trzy, umieszczonej przy hogwarckich błoniach. Teraz wprawdzie świeciło słońce, ale rankiem spadł deszcz i Brenna nie doceniła tego, jak śliskie stało się szkło. Wejście przebiegło pomyślnie, pochwycenie złotego znicza, który zaplątał się w pnącza porastające część dachu takoż, ale już przy schodzeniu pojawił się problem. Mianowicie Brenna zsunęła się po pochyłej powierzchni, a potem z cichym okrzykiem – chyba bardziej zaskoczenia niż strachu, bo nie zdążyła się przestraszyć – spadła, ulegając nieubłaganym prawom grawitacji.
Jeśli chodziło o to, co stało się później, to można było to rozpatrywać w kategoriach szczęścia albo nieszczęścia.
Szczęścia dla niej – bo spadła na kogoś, co zapewne zamortyzowało nieco upadek i być może uchroniło ją przed złamaniami.
Nieszczęścia dla tego kogoś – bo oto poranny spacer czy przejście na lekcję zielarstwa zakończyło się dla niego bliskim spotkaniem trzeciego stopnia z kimś, kto strącił go z nóg, tak że oboje runęli prosto w rozmokłą ziemię oraz rośliny, zasadzone wzdłuż szklarni.
Panna Longbottom przez sekundę tkwiła w bezruchu, oplątana przez liście i pnącza. Dokonywała bardzo prostych rachunków, mianowicie liczyła ręce i nogi, i upewniała się, że żadna kończyna (ani kość czy żebro) nie alarmuje właśnie głośno o złamaniu czy poważnym uszkodzeniu. Kość ogonowa protestowała przeciwko takiemu traktowaniu, a prawa kostka chyba trochę chrupnęła przy uderzeniu, poza tym jednak wyglądało na to, że jest względnie cała…
W kolejnej sekundzie dotarło do niej wreszcie, że właśnie na kogoś zleciała z dachu szklarni. Przypuszczalnie zrobiła mu krzywdę.
Ba, może nawet go zabiła.
- O Merlinie! – wyrwało się jej i stoczyła się z nieszczęsnego Ślizgona prosto pomiędzy zielonkawe pnącza. – Żyjesz? Proszę, powiedz, że żyjesz – zażądała, pochylając się nad nim, chcąc się w tej chwili upewnić. Była bardzo rozczochrana, na szyi miała dość niedbale zawieszony szalik Gryffindoru, a dłoń, którą zamachała mu przed oczyma, nosiła ślady podrapań i siniaków – z których tylko część mogła powstać przed chwilą przy upadku.  – Chyba żyjesz. Ile palców widzisz? Nic nie połamałeś? Boli cię głowa? – dopytywała, jednocześnie próbując pokazywać trzy palce, i podjąć próby poddania chłopaka oględzinom, czy na przykład nie krwawił z wielu ran albo jakaś kończyna nie sterczała w złą stronę. Kojarzyła go, choć dość mgliście – był młodszy, był Ślizgonem, chociaż na pewno widywała go czy na korytarzach, czy przy tych okazjach, gdy rozsiadała się przed Pokojem Wspólnym Slytherinu, a oburzonym tym uczniom domu węża z kamienną miną odpowiadała, że czeka tutaj, aby niecnie porwać dwie cne niewiasty. – Oż kurde! – dodała zaraz, bo przy okazji przy tych wszystkich poczynaniach otworzyła rękę i znicz, który ledwo co z takim poświęceniem ściągnęła z dachu szklarni, wyrwał się z jej dłoni.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (3594), Laurent Prewett (3741)




Wiadomości w tym wątku
[wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie - przez Brenna Longbottom - 29.07.2023, 15:51
RE: [wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie - przez Laurent Prewett - 29.07.2023, 22:59
RE: [wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie - przez Brenna Longbottom - 30.07.2023, 09:49
RE: [wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie - przez Laurent Prewett - 30.07.2023, 19:28
RE: [wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie - przez Brenna Longbottom - 30.07.2023, 20:41
RE: [wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie - przez Laurent Prewett - 31.07.2023, 10:34
RE: [wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie - przez Brenna Longbottom - 31.07.2023, 12:49
RE: [wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie - przez Laurent Prewett - 31.07.2023, 14:50
RE: [wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie - przez Brenna Longbottom - 31.07.2023, 16:44
RE: [wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie - przez Laurent Prewett - 31.07.2023, 17:56
RE: [wiosna 1962, Hogwart] Niespodziewane lądowanie - przez Brenna Longbottom - 31.07.2023, 21:40

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa