05.11.2022, 12:56 ✶
- Kiedyś fala gości się skończy i nie będzie aż tak oblegana. Wiesz, plotki, ploteczki, tu trunki, tam przekąski… ale generalnie fakt, nie spodziewam się, żeby miała mieć specjalnie wiele czasu – westchnęła cicho, nie kryjąc współczucia dla kuzynki. Owszem, miała to na swoje własne życzenie, owszem, sama miała pewien udział w organizowaniu tego wszystkiego, ale i tak nie miała poczucia, że zrobiła dość.
Przynajmniej mogła zająć się choćby jednym gościem, zawsze coś.
- W każdym razie jest cudotwórczynią i z pewnością znalazłaby chwilę dla ciebie. Ale może faktycznie nie teraz – zerknęła krótko w stronę Longbottomów, badając sytuację. W zasadzie Brennie należał się pełen podziw, że nie dość, iż była na nogach od wielu, wielu godzin, to jeszcze miała siłę wyglądać olśniewająco i w mniejszym lub większym stopniu zaopiekować się przychodzącymi gośćmi – I hej, za to masz mnie całą do swojej dyspozycji – rzuciła lekko, żartobliwym tonem. Nie była Brenną, owszem, niemniej jak na razie nie planowała pozwolić, żeby Patrick snuł się tutaj sam, zagubiony.
Niewielka cegiełka dołączana do całości.
Nie odmówiła podsuniętego ramienia, wręcz przeciwnie – złapała się go, i to całkiem pewnie. Skinęła też łepetyną ze zrozumieniem.
- Nie masz pojęcia, jak dobrze cię rozumiem. Bren nie pozwoliła mi wskoczyć w mugolskie spodnie, więc sam wiesz, po prostu trauma – poskarżyła się, choć nie na serio, sądząc po jej tonie głosu.
- Ale hej, myślę, że za to mógłbyś konkurować z Erikiem o to, który z was znajdzie się na okładce Czarownicy. I dziękuję, naprawdę, jednakże moja metamorfoza to jednak nic przy twojej – mrugnęła wesoło i kiwnęła lekko głową w stronę stołów – No słuchaj, dobrze wiem, gdzie są najlepsze trunki – odparła, ściszając głos do konspiracyjnego szeptu, poniekąd sugerując, że spacer jak najbardziej. I to prosto do określonego celu, bez najmniejszego pudła – A potem, jeśli będziesz chciał, możemy choćby wyjść na taras – zasugerowała potencjalne miejsce ucieczki.
O ile chciał i potrzebował.
- Nooo,trochę, na ile mogłam – przyznała – Jakkolwiek by nie patrzeć, to mnóstwo pracy, nawet jeśli ma się już doświadczenie w takich sprawach i wie, jak najlepiej podejść do tematu.
Być może pociągnęłaby jeszcze temat przygotowań do balu, jednakże okazało się, iż Seraphina Prewett do nich podeszła.
- Och tak, bardzo ciekawie – zgodziła się, posyłając kobiecie całkiem przyjazny uśmiech – Zwłaszcza licytacja, mam nadzieję, że będzie dużo chętnych. Planuje wziąć pani udział?
Przynajmniej mogła zająć się choćby jednym gościem, zawsze coś.
- W każdym razie jest cudotwórczynią i z pewnością znalazłaby chwilę dla ciebie. Ale może faktycznie nie teraz – zerknęła krótko w stronę Longbottomów, badając sytuację. W zasadzie Brennie należał się pełen podziw, że nie dość, iż była na nogach od wielu, wielu godzin, to jeszcze miała siłę wyglądać olśniewająco i w mniejszym lub większym stopniu zaopiekować się przychodzącymi gośćmi – I hej, za to masz mnie całą do swojej dyspozycji – rzuciła lekko, żartobliwym tonem. Nie była Brenną, owszem, niemniej jak na razie nie planowała pozwolić, żeby Patrick snuł się tutaj sam, zagubiony.
Niewielka cegiełka dołączana do całości.
Nie odmówiła podsuniętego ramienia, wręcz przeciwnie – złapała się go, i to całkiem pewnie. Skinęła też łepetyną ze zrozumieniem.
- Nie masz pojęcia, jak dobrze cię rozumiem. Bren nie pozwoliła mi wskoczyć w mugolskie spodnie, więc sam wiesz, po prostu trauma – poskarżyła się, choć nie na serio, sądząc po jej tonie głosu.
- Ale hej, myślę, że za to mógłbyś konkurować z Erikiem o to, który z was znajdzie się na okładce Czarownicy. I dziękuję, naprawdę, jednakże moja metamorfoza to jednak nic przy twojej – mrugnęła wesoło i kiwnęła lekko głową w stronę stołów – No słuchaj, dobrze wiem, gdzie są najlepsze trunki – odparła, ściszając głos do konspiracyjnego szeptu, poniekąd sugerując, że spacer jak najbardziej. I to prosto do określonego celu, bez najmniejszego pudła – A potem, jeśli będziesz chciał, możemy choćby wyjść na taras – zasugerowała potencjalne miejsce ucieczki.
O ile chciał i potrzebował.
- Nooo,trochę, na ile mogłam – przyznała – Jakkolwiek by nie patrzeć, to mnóstwo pracy, nawet jeśli ma się już doświadczenie w takich sprawach i wie, jak najlepiej podejść do tematu.
Być może pociągnęłaby jeszcze temat przygotowań do balu, jednakże okazało się, iż Seraphina Prewett do nich podeszła.
- Och tak, bardzo ciekawie – zgodziła się, posyłając kobiecie całkiem przyjazny uśmiech – Zwłaszcza licytacja, mam nadzieję, że będzie dużo chętnych. Planuje wziąć pani udział?
378/778