Słuchała tego, co bredził jej mąż. Nawet jeśli wysłałby ją za granice nic by to nie zmieniło. Nadal byłaby sobą, znalazłaby i tam swoje miejsce, ujarzmiła ludzi, zgniotła ich pod swoim butem. Czasami była podobna do swojego ojca, silna, uparta i pewna swojej wartości. Jej mąż nie był zły na początku, ale nie chciała go kochać. Nie chciała mu ulegać, chciała męża, z którym będzie w stanie się dogadać, z którym wejdzie w biznes, a nie w związek. Nie potrafiła nawet myśleć o związku z tym mężczyzną. Zależało jej na zachowaniu logiki i dystansu. Zgodziła się nawet mieć z nim jedną sypialnie, bo myślała, że tak go przekona do odpowiedniej współpracy. Przekona do swoich racji, ale był głupi, nierozmyślny. Jak miała go pokochać jak nawet nie dał się odpowiednio poznać. Na każdym kroku popełniał błąd i źle się zachowywał – źle w jej rozumieniu. Powinien trafić na jakąś słodką, dobrą kobietę, a nie na Vesperę. Ona nie była słodka i uległa.
Widząc, że Ulysses patrzy na nią skinęła głową. Miała go pchnąć do wody, czy lepiej żeby zrobił to starszy brat? Nie, nie mogła go w to zamieszać. Serce zabiło jej szybciej. Gdy planowała tą sytuacje nie sądziła, że będzie to takie trudne. Chciała pozbawić człowieka życia. Człowieka, z którym spała, któremu ślubowała wierność. Poczuła gule w krtani, ale w końcu postąpiła krok do przodu przypominając sobie ten strach, który wywołał u niej, gdy zaciskał dłonie na jej szyi, a potem, gdy przepraszał zrzucając winę na alkohol i na jej chłód. Oh, Otto jakiś ty był głupi.
Nie wiedziała kiedy, nie wiedziała jak, ale w końcu zrobiła to i Otto zaczął się topić. Jej brat rzucił zaklęcie i Otto topił się w ciszy. Dziewczyna nie mogła oderwać oczu od mężczyzny, którego pochłaniała woda. Czuła jak dłonie jej drżą, a oczy wytrzeszczają się w strachu. Zabiła męża. Pierwszego zabił jej tata, nawet jej przy tym nie było. Teraz patrzyła jak komuś ulatują siły witalne, myślała, że było to łatwiejsze. W końcu się ocknęła. Nie mogła pokazać bratu swojego strachu. Zrobiła dobrze. Nie dałaby rady żyć z kimś, kto ciągle czyhałby na jej życie.
– To koniec – szepnęła i spojrzała na Ulyssesa, a ulga którą poczuła sprawiła, że się rozluźniła. Przerażała ją ta ulga. Przywołała wino, które ukryła w krzakach i otworzyła. Nie fatygowała się, aby używać kieliszków. Nie było na to czasu. Napiła się prosto z butelki. Była to profanacja tego alkoholu, ale nie sądziła, że zareaguje w ten sposób. Myślała, że będzie to łatwiejsze. Ściągnęła z szyi apaszkę, bo zrobiło się jej ciepło.