Była świadoma, że wielu z nich może tam trafić, ale nie śpieszyło jej się do więzienia. Chyba nikomu z nich nie śpieszyło się znać Azkaban od środka. Nie było tam szamponów do włosów i przede wszystkim ciepłej wody. Przynajmniej tak to sobie wyobrażała. Jak jedną, wielką, ponurą dziurę na ziemi. Vespera lubiła dobra materialne, lubiła kąpać się w fiołkach i mieć olejki do każdej części ciała. Była wygodna i nie miała zamiaru z tego rezygnować. Wiedziała też, że jeśli los zrzuciłby na nią powinność uciekania poradziłaby sobie w jakimś stopniu w terenie, ale nie chciała tego robić jeśli nie musiała. Najbardziej przerażała ją wizja martwych braci i ojca. Pocałunek dementora na jej własnych ustach nie był okropny, ale ich śmierć czasami powodowała u niej paraliż i bezsenne noce.
Działanie tak, aby nikt nie zorientował się kim jest było dla niej chlebem powszednim. Już w szkole mąciła w głowach znajomych, czasami nawet dręcząc i zaskakując Augustusa, ale robiła to z powodu swojej pokracznej miłości do niego. Lubiła, gdy się złościł, gdy próbował karać ją nieodzywaniem się do niej i chyba utrata bliźniaka byłaby dla niej największym ciosem. Teraz najważniejszą zasadą było czekanie na rozkazy i pokorne wykonywanie ich. Czasami tak było łatwiej, bo nie trzeba było myśleć, ale Vespera miała trudności z przyswajaniem rozkazów od obcych ludzi. Najłatwiej było jej słuchać jej ojca. Chester nauczył ją słuchania go i to była najbardziej komfortowa sytuacja w jej życiu, a do Czarnego Pana będzie musiała się jeszcze mocno przyzwyczaić. Z czasem powinno być łatwiej. Jej ojciec też nie mógł oczekiwać od swoich dzieci, że będą od razu ślepo iść za człowiekiem z piwnicy. To Chester pierwszy tego chciał, a oni tylko za nim poszli w ten cały lepszy świat.
Prawdziwi lojaliści. Vespera nauczyła się już, że ludziom nie można tak łatwo ufać. Nie można im wierzyć na słowo. Zmieniają się jak kameleony na różnych tłach i fakturach. Wystarczy im zaproponować coś lepszego, coś bardziej osiągalnego i mogą zdradzić, zepchnąć swoje wartości w kąt i szybko je zmienić, ale nie miała zamiaru tego mówić głośno. Wiedziała, że nie zmieni postrzegania ojca, ale będzie miała zamiar jeszcze bardziej uważać na to, kto wchodzi do ich domu, na to kto wchodzi pod skrzydła jej ojca. Nie miała zamiaru pozwolić, aby ich ojciec wpakował się w kłopoty przez nielojalnych ludzi, wiedziała też, że Czarny Pan bogiem nie jest i nie będzie w stanie uratować wszystkich.
Spojrzała na Augustusa, gdy wszedł spóźniony do środka. Pięknie. Uwielbiała go za to jak potrafił pakować się w kłopoty nawet o to nie prosząc, a przypominała mu już kilka razy o tym, że ma się tu zjawić na czas. Uśmiechnęła się na jego widok delikatnie zbyt złośliwie, ale w taki swój sposób. Był to uśmiech z kategorii Augustus. Zawsze mu go serwowała, gdy się pojawiał i robił jakąś małą głupotkę.
– Augustusie – przywitała się, a w jej oczach pojawiły się ogniki rozbawiania, które próbowała ukryć przed ojcem. – Naszego ojca interesują twoje przemyślenia na temat manifestu, który ogłosił Czarny Pan – zaczęła nie odrywając od niego spojrzenia. Był jej ostoją i chyba czuła się bardziej komfortowo, gdy był przy niej. – Moim zdaniem była to odpowiednia pora na to posunięcie, ale miałam tez obawy, że będziemy przez to mniejsze pole ku zaskoczeniu innych ludzi, ale ojciec je rozwiał – odpowiedziała skrótowo, ponieważ nie chciała za bardzo znowu powtarzać swoich słów.