Czuła lekki zawód z powodu słów, które wypowiedział profesor. Lubiła go, lubiła jego zajęcia i był naprawdę odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu, ale nie wyczerpał temat w taki sposób w jaki by chciała. Może za bardzo oczekiwała, że otrzyma słowa, które potwierdzą, że będzie mogła przepowiedzieć sobie przyszłość. Nie lubiła się bać, a Desmond odrobinę w niej ten strach ulokował. Słabość jaką w niej wywoływał była dla niej chyba najgorszym w życiu. Nie wizja tego, że chciał, aby była martwa, ale właśnie to, że się go bała. Nie chciała być słaba, chciała być silna.
Na słowa o brunecie udało jej się nawet uśmiechnąć. Był to absurdalny widok. Maya nigdy nie chciała spotykać wymarzonych chłopców. Miała jednego swojego, nieosiągalnego, tego, który na nią nie zwracał uwagi, a kręcił się wokół jej przerażającej przeszłości. Czuła niesprawiedliwość, że Oleander nie chciał jej w swoim życiu w taki sposób w jaki ona chciała.
– Wiem, że nie jest to zabawa. Po prostu myślałam, że… że będę w stanie przewidzieć przyszłość, aby się… nie bać… – westchnęła ciężko. Powiedziała to głośno i chyba poczuła lekką ulgę.