Kayden nie odzywał się, kiedy stworzenie przemówiło, choć nieco uniósł brwi. Co prawda wiedział, że niby potrafią mówić, ale raczej nie spodziewał się ciętej riposty. Zachciało mu się parsknąć z rozbawieniem na słowa abraksana, ale powstrzymał odruch. Może nieco kącik ust mu zadrgał. Swoją uwagę przeniósł znów na młodzieńca, wciąż jednak stojąc w bezpiecznej odległości, niepewny... właściwie wszystkiego co sobą reprezentował Prevett. On i jego niesamowite konie. - Zgłosiłem chęć zajęcia się zaopatrzeniem, ale nie posiadam transportu. Powiedziano mi, żebym szukał Laurenta Prevetta... - Usprawiedliwił, czy to siebie, czy też funkcjonariuszy, nie chcąc robić zamieszania. Raczej tego było tutaj pod dostatkiem. - Byłbym wdzięczny za pomoc. - Atmosfera wokół była raczej grobowa i burzliwa, toteż nie miał nastroju na odwzajemnienie tego anielskiego uśmiechu, ale skinął lekko głową na znak wdzięczności, szacunku, może i dobrej woli. Sam w sumie nie wiedział, czy w ogóle potrafi się tak uśmiechać.
Potem spojrzał nerwowo na konie i szczęka mu zadrgała.
Aż miał chęć się głupio spytać, czy czasem nie ma innych zwierząt do transportu, ale ugryzł się w język. - Kayden Delacour. - Przedstawił się. Głos mu nieco złagodniał. - Nie miałem styczności z abraksanami i wolałbym pozostawić to w rękach bardziej doświadczonych... a więc tak... potrzebuję pomocy. - Przechylił lekko głowę i wykrzywił usta w ledwo widocznym uśmiechu, chąc może tym przekonać Prevetta do pomocy. Bo, ah, nie oszukujmy się, w życiu by nie zdał się na łaskę tych koni w przestworzach. Albo siebie... jeszcze gorzej. Nie ufał zwierzętom, które potrafiły być tak bardzo ludzkie. Ale potem znów wykrzywił wargi w zadzornym uśmiechu, zerkając na wielkiego psa, który wskoczył do powozu na gwizd. Tak, psy były trochę stabilniejszym gruntem, choć Kayden wcale nie czułby się przy tym wielkim basiorze komfortowo. Srebrne oczy wróciły do blondyna, przyglądając mu się przez chwilę w milczeniu. Ciekawą obstawę miał ten człowiek... Taki promienny uśmiech, a takie diabły przy nim łaziły... Ma zaufanie dumnych i niebezpiecznych zwierząt. Ciekawe dlaczego... Musiał je długo oswajać. Od źrebaka? Ciekawe jak długo się tym zajmuje... Różne myśli krążyły mu po głowie, jedna po drugiej ścigając się i wylatując jak strzały z cięciwy. - Czy pies też będzie tupał łapą? - Zapytał Kayden, unosząc jedną brew, chcąc nieco rozładować napięcie... Chociaż bardziej to, które sam czuł. Perspektywa latania wciąż obijała mu się w głowie i nawet zaczął kombinować pod tą czarną czupryną jaki inny transport mógły na szybko załatwić. Nic mu nie przychodziło do głowy.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)