30.07.2023, 02:31 ✶
Patrick sięgnął po herbatę, którą zrobił dla siebie. Z uwagi na to, że Mavelle usiadła na fotelu, sam przysiadł na podłodze. Oparł się plecami o ścianę. Jedną nogę miał ugiętą w kolanie a drugą wyprostowaną. Patrzył na Bones, wsłuchując się w to, co miała do powiedzenia.
- Ja chyba wezmę urlop – rzucił neutralnie, bardziej chyba dlatego, że w ogóle zaczęła ten temat, niż żeby wcześniej rzeczywiście chciał się z nią dzielić tą informacją. Potrzebował czasu by wszystko należycie przemyśleć i uporać się – może nie nawet ze sławą, która nagle na niego spłynęła, ale z tym, jak miał sobie teraz radzić z samym sobą.
Nie obawiał się braku zajęć. Steward rzadko się nudził a gdy się czymś zajmował, ta praca pochłaniała go niemal bez reszty. Szacował, że samo namalowanie obrazu, który Mavelle przypadkiem zobaczyła, zajmie mu dobre sto dwadzieścia godzin. Także szaleństwo z nudów raczej mu nie groziło.
Uniósł kubek z parującą herbatą i zapatrzył się uważnie na kobietę, gdy ta zaczęła mówić o… Zmarszczył brwi. O czym ona właściwie mówiła? Pokręcił przecząco głową. Nie. Nie miał takich wspomnień. Skąd zresztą w ogóle, miałby je mieć? Czyżby okazało się, że uzdrowiciele czegoś w przypadku Mavelle nie dopatrzyli? Może była jednak w dużo poważniejszym stanie od niego czy Victorii?
- Nie mam cudzych wspomnień – zaprzeczył z przekonaniem. – Zresztą, czyje to niby miałyby być wspomnienia? – zapytał, ale wcale nie po to, by Bones wyjawiła mu kto nawiedzał jej głowę. Chodziło raczej o nakierowanie, o podpowiedzenie czego właściwie miałby szukać czy w swojej głowie, czy gdzieś w swoim otoczeniu. Czyżby zaczął ją nawiedzać jakiś duch z Beltane? – Jak chcesz to możemy pójść do zaufanego egzorcysty. McMillan to zrzęda jakich mało, ale przy tym jest bardzo kompetentny – zapewnił, spoglądając na Mavelle łagodniejszym wzrokiem, tak, jakby próbował jej okazać trochę wsparcia.
!steward2
- Ja chyba wezmę urlop – rzucił neutralnie, bardziej chyba dlatego, że w ogóle zaczęła ten temat, niż żeby wcześniej rzeczywiście chciał się z nią dzielić tą informacją. Potrzebował czasu by wszystko należycie przemyśleć i uporać się – może nie nawet ze sławą, która nagle na niego spłynęła, ale z tym, jak miał sobie teraz radzić z samym sobą.
Nie obawiał się braku zajęć. Steward rzadko się nudził a gdy się czymś zajmował, ta praca pochłaniała go niemal bez reszty. Szacował, że samo namalowanie obrazu, który Mavelle przypadkiem zobaczyła, zajmie mu dobre sto dwadzieścia godzin. Także szaleństwo z nudów raczej mu nie groziło.
Uniósł kubek z parującą herbatą i zapatrzył się uważnie na kobietę, gdy ta zaczęła mówić o… Zmarszczył brwi. O czym ona właściwie mówiła? Pokręcił przecząco głową. Nie. Nie miał takich wspomnień. Skąd zresztą w ogóle, miałby je mieć? Czyżby okazało się, że uzdrowiciele czegoś w przypadku Mavelle nie dopatrzyli? Może była jednak w dużo poważniejszym stanie od niego czy Victorii?
- Nie mam cudzych wspomnień – zaprzeczył z przekonaniem. – Zresztą, czyje to niby miałyby być wspomnienia? – zapytał, ale wcale nie po to, by Bones wyjawiła mu kto nawiedzał jej głowę. Chodziło raczej o nakierowanie, o podpowiedzenie czego właściwie miałby szukać czy w swojej głowie, czy gdzieś w swoim otoczeniu. Czyżby zaczął ją nawiedzać jakiś duch z Beltane? – Jak chcesz to możemy pójść do zaufanego egzorcysty. McMillan to zrzęda jakich mało, ale przy tym jest bardzo kompetentny – zapewnił, spoglądając na Mavelle łagodniejszym wzrokiem, tak, jakby próbował jej okazać trochę wsparcia.
!steward2