30.07.2023, 02:54 ✶
Wykrzywiłem usta w bliżej nieokreślonym grymasie. Skierowałem swoje spojrzenie gdzieś w bok, jakby tam szukając inspiracji, odpowiedzi...albo coś dostrzegając? - Gdyby to było proste, to nie mielibyśmy krajowego problemu. - pokiwalem głową, starając się co raz bardziej zrozumieć nasze obecne położenie. Bylem prostym mężczyznom, co prawda z nadprzyrodzonymi umiejętnościami, ale i tak, sprawy przyziemne wolałem nie komplikować. Gubiłem się w tych wszystkich przemówieniach, grach słownych, pokazach, dyskusjach, zagraniach bazujących czysto na wzbudzeniu uczuciowej sfery u czarodziejów. Istniało mało rzeczy, których mogłem być pewien, utwierdzony w ich skuteczności i niezmienności. Wiedza, zakazana przez Ministerstwo, ciążyła mi na barkach i nie dawała spokoju. Jeżeli sytuacja będzie co raz mocniej się rozkręcać, a moi podopieczni zostaną zagrożeni, jak cienka będzie linia oddzielająca mnie od stania się tym, kogo chce zniszczyć?
- Powiedziałbym nawet, że na świecie. - dodałem, pokładając wielkie nadzieje w dyrektorze szkoły. Historia znała wiele wybitnych jednostek, również w naszym rodzimym kraju, z potężnym Merlinem i czwórka założycieli na czele. Dumbledore może i mocą im nie dorównywał, co nie oznaczało, że był słaby. Skoro pokonał Grindelwalda, tego, który o włos przegrał wybory na przewodniczącego społeczności czarodziejów i był w stanie zebrać wokół siebie nieprzebrane rzesze ludzi, to jakie miał mieć niby szansę szaleniec, zdolny jedynie do okrucieństwa i morderczej furii?
Tak, była to wielka szkoda. Stan domu, który przecież był jeszcze dziesięć lat temu zamieszkany, dość dobitnie wskazywał, że został pogrzebany w naszych sercach. Chłód, podmuchy wiatru, przesuwające się po barkach, wywołując nieprzyjemne dreszcze. - Zgadza się. Biorąc pod uwagę dyżury nocne i barierę antyteleportacyjna dookoła zamku, ciężko byłoby mieszkać poza Hogwartem. - oczywiście czysto teoretycznie było to możliwe, może i nie codziennie, ale znałem paru nauczycieli, którzy wracali do swoich rodzin i wiedli w miarę normalne życie. Lwia cześć kadry wolała jednak mieszkać w obrębie zamku, niejako odcinając się od zewnętrznego świata. Patrząc na to przez pryzmat chęci stabilizacji i w miarę spokojnego życia - lepiej trafić nie można. - Dopóki nie mam żony ani dzieci, to jest to dla mnie najlepsza opcja. - dodałem jeszcze przemyślenia na głos, podchodząc do fotela i siadając na nim. Gdy Brenna próbowała doprowadzić pokój do jako takiej używalności, ja starałem się nieco go uprzątnąć, byśmy nie musieli siedzieć w stercie kurzu i pyłu. Stopień mojego zadania był całkiem niezły, chociaż do czystości w pokoju wciąż dużo brakowało. - Ciekawy jestem ile by sobie życzono za remont i doprowadzenie domu do stanu używalności. - zastanowiłem się na głos, co raz bardziej dojrzewając do wzięcia sprawy w swoje ręce.
- Powiedziałbym nawet, że na świecie. - dodałem, pokładając wielkie nadzieje w dyrektorze szkoły. Historia znała wiele wybitnych jednostek, również w naszym rodzimym kraju, z potężnym Merlinem i czwórka założycieli na czele. Dumbledore może i mocą im nie dorównywał, co nie oznaczało, że był słaby. Skoro pokonał Grindelwalda, tego, który o włos przegrał wybory na przewodniczącego społeczności czarodziejów i był w stanie zebrać wokół siebie nieprzebrane rzesze ludzi, to jakie miał mieć niby szansę szaleniec, zdolny jedynie do okrucieństwa i morderczej furii?
Tak, była to wielka szkoda. Stan domu, który przecież był jeszcze dziesięć lat temu zamieszkany, dość dobitnie wskazywał, że został pogrzebany w naszych sercach. Chłód, podmuchy wiatru, przesuwające się po barkach, wywołując nieprzyjemne dreszcze. - Zgadza się. Biorąc pod uwagę dyżury nocne i barierę antyteleportacyjna dookoła zamku, ciężko byłoby mieszkać poza Hogwartem. - oczywiście czysto teoretycznie było to możliwe, może i nie codziennie, ale znałem paru nauczycieli, którzy wracali do swoich rodzin i wiedli w miarę normalne życie. Lwia cześć kadry wolała jednak mieszkać w obrębie zamku, niejako odcinając się od zewnętrznego świata. Patrząc na to przez pryzmat chęci stabilizacji i w miarę spokojnego życia - lepiej trafić nie można. - Dopóki nie mam żony ani dzieci, to jest to dla mnie najlepsza opcja. - dodałem jeszcze przemyślenia na głos, podchodząc do fotela i siadając na nim. Gdy Brenna próbowała doprowadzić pokój do jako takiej używalności, ja starałem się nieco go uprzątnąć, byśmy nie musieli siedzieć w stercie kurzu i pyłu. Stopień mojego zadania był całkiem niezły, chociaż do czystości w pokoju wciąż dużo brakowało. - Ciekawy jestem ile by sobie życzono za remont i doprowadzenie domu do stanu używalności. - zastanowiłem się na głos, co raz bardziej dojrzewając do wzięcia sprawy w swoje ręce.