05.11.2022, 14:38 ✶
1969
Heather i Ashling
Trybuny stadionu Harpii z Hollyhead
Nie mogła powiedzieć aby była zadowolona z dzisiejszego spotkania – liczyła na to, że uda się porozmawiać z kimś, kto mógłby mieć jakiś motyw do działania albo jakąś informację na temat tego, co działo się z Ministrem Magii. Znajomość mniej przyjaznych typów sprawiała, że raczej orientowała się, z kim mogła rozmawiać jeżeli chodziło to, co działo się z Nobbym Leachem. Niestety, spotkanie nie przyniosło spodziewanych efektów, nawet jeżeli wsadziła się w najdziwniejszy sweter który nieco gryzł ją w szyję, ale widać był w barwach Harpii , co miało jej dać poczucie kibica wpuszczonego na jeden z meczy w sezonie. Wcisnęła się nawet do mniejszej loży, co ostatecznie skończyło się na tym, że gdy obok niej zjawił informator, czuła, że ramiona jej płoną a miejsce wydaje się klaustrofobiczne.
Niestety, wiadomości były nie dość, że skąpe, to absolutnie nieprzydatne, niemal więc nawarczała na człowieka, który przyszedł tutaj, a z opinią jej rodziny na karku nie wybrzmiewało to najlepiej. Niemal jak wilczyca gotowa rozerwać gardło komuś, kto stanął jej na drodze, tak Ashling, bez większego przystosowania społecznego i nie musząc być miła dla przemytników postawiła sytuację jasno, i przedstawiła, że albo ma jej nie zawracać głowy taką bzdurą, albo ma przesłać porządne informację. Gdy zniknął w tłumie kibiców, została w miejscu, pochylając głowę i opierając ją na barierce – mecz przestał już ją obchodzić i tak bardzo chciała sobie darować to, co się działo, wrócić do domu, odpocząć…ale przymknięcie oczu zawsze okazywało się łatwiejsze niż ich otwarcie, dlatego dopiero po chwili uniosła głowę, oddychając ciężko. Dzień nie zapowiadał się ciekawie.
Poczekała na wszelki wypadek do końca meczu, tak aby nie zwracać na siebie uwagi. Dopiero kiedy trybuny się opróżniły i mało kto pozostał w zasięgu wzroku, podniosła się, przyglądając się wszystkim obecnym i ruszyła przed siebie, dopóki jej stopa nie natrafiła na papier – ulotkę, czy też może jakąś ręcznie wypisaną informację, musiał ją zostawić mężczyzna. Zagotowało się w niej gdy znów przed oczyma zatańczyły jej bzdury na temat ministra, zaklęła więc, ciskając papierem i przypadkowo trafiając kobietę.
- Przepraszam! – Zawołała do niej, nie wiedząc, czy ta nie rzuci się w jej kierunku ze złością. Nie zdziwiłaby się, rzucanie papierowych kulek w nieznajomych i nieznajome nie było akurat w jej stylu. – To..z emocji. – Wyjątkowo jak na nią, ale nieodzownie się stało.