30.07.2023, 11:47 ✶
- Jedynie mówię prawdę. - odparłem, unosząc brwi w zaczepny sposób. Prawienie komplementów innym ludziom nie przychodziło mi z łatwością. Było to związane z bardzo podstawowym i banalnym problemem - najnormalniej w świecie nie wiedziałem, kiedy powinienem, a kiedy niekoniecznie. Wolałem zachować je dla siebie i użyć w momencie, kiedy ktoś naprawdę na nie zasługiwał. Czy to była wada, czy też nie, przynajmniej nikt mnie nie mógł posądzić o podlizywanie się. - A zaniedbujesz? - odbiłem piłeczkę, łącząc nasze spojrzenia. Moje oczy, zresztą jak zwykle, nie wykazywały żadnych emocji. Ciężko było stwierdzić o czym myślę i co mam zamiar zrobić. Był to skutek "zabaw" ze zmarłymi.
Wzruszyłem ramionami, nie mając dobrej odpowiedzi. To co się stało na Beltane miało być dopiero przedsmakiem późniejszych wydarzeń. Pokazem, jak nieumiejętnie działamy. Jednocześnie nie chciałem nikogo oceniać i wytykać błędów, bo mnie tam nie było. Mogłem mądrować, ale nie wiem, jakbym się sam zachował, gdyby zabawa zamieniła się w chaos, z śmiercionośnymi zaklęciami latającymi z każdej strony i mugolami biegającymi pod nogami.
Zaśmiałem się, a przynajmniej odgłos jaki wydałem, miał nim być. - I kto to mówi? Sama zapracowujesz swój tyłek, czepiając się każdej roboty, jaka wpadnie w Twoje rączki, a mnie mówisz, żebym odpoczął. - pokręciłem głową, widocznie rozbawiony tym stwierdzeniem. Fakt faktem, miała racje. Ciężko było utrzymać pełnię swojej uwagi i ostrożności, kiedy worki pod oczami ciążyły niczym głaz, a myśli odbiegały ku wygodnemu łóżku, który nigdy nie osądzał, a jedynie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Niestety, byłem niemalże pewien, że nic nie będzie dobrze. Miało być jedynie co raz to gorzej. - Zatem cieszę się razem z Tobą. Ekspert od duchów? Jakiś mój krewny? - zapytałem, zainteresowany. Moja rodzina słynęła z tego typu rzeczy, a że ostatnimi czasy utrzymywanie kontaktu z nimi było mocno ograniczone i utrudnione, to byłoby mi miło, jakbym się co nieco dowiedział. Nawet i z drugiej ręki.
Wzruszyłem ramionami, nie mając dobrej odpowiedzi. To co się stało na Beltane miało być dopiero przedsmakiem późniejszych wydarzeń. Pokazem, jak nieumiejętnie działamy. Jednocześnie nie chciałem nikogo oceniać i wytykać błędów, bo mnie tam nie było. Mogłem mądrować, ale nie wiem, jakbym się sam zachował, gdyby zabawa zamieniła się w chaos, z śmiercionośnymi zaklęciami latającymi z każdej strony i mugolami biegającymi pod nogami.
Zaśmiałem się, a przynajmniej odgłos jaki wydałem, miał nim być. - I kto to mówi? Sama zapracowujesz swój tyłek, czepiając się każdej roboty, jaka wpadnie w Twoje rączki, a mnie mówisz, żebym odpoczął. - pokręciłem głową, widocznie rozbawiony tym stwierdzeniem. Fakt faktem, miała racje. Ciężko było utrzymać pełnię swojej uwagi i ostrożności, kiedy worki pod oczami ciążyły niczym głaz, a myśli odbiegały ku wygodnemu łóżku, który nigdy nie osądzał, a jedynie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Niestety, byłem niemalże pewien, że nic nie będzie dobrze. Miało być jedynie co raz to gorzej. - Zatem cieszę się razem z Tobą. Ekspert od duchów? Jakiś mój krewny? - zapytałem, zainteresowany. Moja rodzina słynęła z tego typu rzeczy, a że ostatnimi czasy utrzymywanie kontaktu z nimi było mocno ograniczone i utrudnione, to byłoby mi miło, jakbym się co nieco dowiedział. Nawet i z drugiej ręki.