• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
[02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden

[02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#10
30.07.2023, 12:28  ✶  

Ach, nauka! Nauka otoczenia, nauka ludzi i nauka pyskówek! Byli tacy, co kochali się uczyć. Moczyć nosy w książkach, bo ciekawość świata ich zżerała, albo ambicja, żeby sprostać oczekiwaniom. Kogo? Swoim? Kogoś z boku? Tych rodziców, którzy bat nad głową chcieli trzymać? Łatwo było zapomnieć, że mogłeś być kimkolwiek tylko zechcesz, kiedy jedyne pragnienie było takie, żeby być kimś w oczach osób, które uważałeś, że kochasz. To, że tak uważałeś, nie oznaczyło, że kochałeś naprawdę. Miłość miała wiele stron i wiele wyglądów. Z całej swojej definicji miała być czymś dobrym. Jasnym. Potem wchodził czynnik ludzki i wszystko zaczynało się burzyć. Tak jak łatwo było zburzyć całkiem dobre i miłe dziecko, kiedy wrzucałeś je między wilki, wrony i węże. Wśród Ślizgonów chyba tak samo było trudno przetrwać jak wśród Krukonów bez miłości do sztuki czy nauki. Właśnie - sztuki. Łatwo było zapomnieć, że dom Kruka to były przede wszystkim otwarte umysły. I tiara kochała wpychać tam tych, których kreatywność wyłaniała się na pierwszym miejscu. O równie różnych kolorach i przedstawieniach, jak wspomniana miłość. Kujoni, w końcu takie do nich przyległo przezwisko. Ale Laurent widział i wiedział, że Niebiescy byli czymś więcej poza książkami, które trzymali w dłoniach. Nie wiesz, czy ta książka to nudna historia magii, czy może jednak bajeczna opowieść, która zabierze cię w daleką i ciekawą podróż do zupełnie innego świata.

Igły się stawały problem dopiero, kiedy ropniały. Laurent czasami miał problem, żeby się zatrzymać, bo niekoniecznie chciał, bo niekoniecznie był tak dobrym duchem, żeby wszyscy i wszystko go obchodzili na tym świecie. Nie chciał jednak nikogo doprowadzać do łez. Mógł sobie też wmawiać różne rzeczy, że na przykład wcale nie chciał sprawiać przykrości, przytłaczać kogoś i tak dalej... ale igła Laurenta nie ropniała. Nie była dla niego bolesna. Wrosła się tak dobrze w jego skórę, że pozostawiła zgrubienie. Zupełnie jak ta, która odpowiadała za wyniosłość i dumę u Kaydena. Niby możesz przeprowadzić operację, zaleczyć ranę, ale czy wtedy nie będzie jakoś tak dziwnie pusto? Czegoś ci będzie brakować - fragmentem mięsa, z którym dorastałeś i, cholera, jakoś go zaakceptowałeś, tak? Igła przestawała być igłą, kiedy stawała się częścią ciebie.

Nie było wyłapania tej ironii sytuacji, a przynajmniej nie od strony samego Michaela, który prowadził pozostałe dwa abraksany i jakoś człowiekowi przychodziło pytanie, czy on sam nie pociągnąłby tego wozu przy dwóch mniej rosłych towarzyszach... Odpowiedź: pociągnąłby. Tylko że wymagałoby to o wiele więcej wysiłku i mniejszego przeciążenia, a Laurentowi zależało, żeby abraksany mogły pracować do późna i popisać się swoją siłą, kiedy teleportacja i sieć fiuu zawodziła. Co innego zaś jego właściciel, który zadał samemu sobie to ważne pytanie. Ale nie uzyskał odpowiedzi. Zadane w głowie w głowie pozostało. To dopiero by było bezczelne z jego strony - pytać, czy Kayden jest zwyczajnie złośliwy wobec jego towarzyszy! Albo nie? Może wręcz byłoby to normalne? Żeby się jakoś uniósł, bronił przyjaciół? Chyba tak. Ale Laurent nie był wojownikiem. I nawet jeśli był uszczypliwy czy skory do mniej czy bardziej niewinnych żarcików to na pewno nie był gotów do konfrontacji, która mogłaby zejść na nieuprzejmości. Nie daj Boże ktoś zechciałby jakiegoś magicznego pojedynku...

Tworzyli wspaniały kontrast - ciemnowłosy panicz, który blednie i robi oczy wielkości pięciozłotówek i rozluźniony blondas, który był w swoim żywiole. Prawie, bo właściwie Laurent nie przepadał za powożeniem, zazwyczaj zostawiał to pracownikom. Wolał siedzieć bezpośrednio na końskim grzbiecie. Teraz, kiedy lot był stabilny i nie wymagał już jego uwagi i korygacji, bo wiedział, że Michael świetnie sobie chwilowo poradzi, niebieskie oczy spoczęły na bladym Kaydenie. I na jego twarzy odmalowało się lekkie zdziwienie. Przede wszystkim dlatego, że nie do końca rozumiał, co się dzieje i pierwsza myśl była taka, że Kayden był chory w jakiś sposób i coś mu się teraz dzieje. Ale jeszcze przed startem na takiego nie wyglądał... wszystko było w porządku, jak z nim rozmawiał?

- Hm... tak jak język niemiecki brzmi w każdym słowie jak przekleństwo, tak francuski jak wyznanie miłości. - Uśmiechnął się znowu. Nie miał zielonego pojęcia, co właśnie do niego mówił Kayden, bo nie znał francuskiego. Nie znał żadnego obcego języka. Nie poświęcił im czasu. Ale tak, cokolwiek powiedział, brzmiało to bardzo zmysłowo. Laurent nie był jednak na tyle bezmyślny a tym bardziej odważny, żeby o flircie wspominać. Pewne normy w tym społeczeństwie obejmowały, ale nie mógł powiedzieć, że nie przeszło mu to przez głowę przez ten króciutki moment. A potem przez moment dłuższy zastanowił się nad Kaydenem. Ale nie nad zadanym pytaniem, bo to było oczywiste. Raczej o zmianie, bardzo wyraźnej i tym, co mogło być powodowane. I zaskoczył. Widział już podobne reakcje na... Boi się wysokości? Czy może jednak samych abraksanów, skoro tak na nie spoglądał? Bo odpowiedzi mogły być dwie. Albo i pięćdziesiąt, w końcu ludzie mieli różne obawy i pomysły w głowach.

- Nazwisko mnie zobowiązuje, panie Delacour. Moja rodzina jako jedyna hoduje tak inteligentne, mówiące abraksany. - Odpowiedział grzecznie. Złapał trochę pewniej lejce i poruszył nimi, szybko je unosząc, przez co rumaki zanurkowały w dół, żeby z kolejnym ruchem lejców wyrównać lot. Czy było to konieczne? Nie. Ale Laurent się uśmiechał i był ciekaw reakcji jego towarzysza. - Możliwość na rozwój poza abraksanami pojawił się potem, ale... tak, długo. Można więc powiedzieć, że od zawsze.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Kayden Delacour (6694), Laurent Prewett (8283)




Wiadomości w tym wątku
[02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Kayden Delacour - 29.07.2023, 15:29
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Laurent Prewett - 29.07.2023, 16:11
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Kayden Delacour - 29.07.2023, 17:20
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Laurent Prewett - 29.07.2023, 19:24
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Kayden Delacour - 29.07.2023, 20:25
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Laurent Prewett - 29.07.2023, 21:16
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Kayden Delacour - 29.07.2023, 23:37
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Laurent Prewett - 30.07.2023, 06:59
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Kayden Delacour - 30.07.2023, 11:46
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Laurent Prewett - 30.07.2023, 12:28
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Kayden Delacour - 30.07.2023, 14:55
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Laurent Prewett - 30.07.2023, 15:59
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Kayden Delacour - 30.07.2023, 17:31
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Laurent Prewett - 30.07.2023, 19:13
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Kayden Delacour - 31.07.2023, 11:34
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Laurent Prewett - 31.07.2023, 12:32
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Kayden Delacour - 01.08.2023, 12:53
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Laurent Prewett - 01.08.2023, 13:31
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Kayden Delacour - 02.08.2023, 12:38
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Laurent Prewett - 02.08.2023, 14:55
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Kayden Delacour - 02.08.2023, 23:16
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Laurent Prewett - 03.08.2023, 13:04
RE: [02.05.1972] Rachunek sumienia | Poranek po wielkiej wichurze | Laurent & Kayden - przez Kayden Delacour - 04.08.2023, 00:00

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa