30.07.2023, 22:50 ✶
Zacisnęła mocniej palce na kubku. Tak. Być może to nie było takie głupie, choć zdecydowanie miała zbyt mało wiedzy, by rozsądzić, gdzie leżała prawda. Z całą pewnością jednak chwila, której stała się mimowolnym świadkiem nie należała do aż tak wstrząsających; już prędzej do takowych należałoby zaliczyć narodziny Lucy. Nie ze względu na same narodziny, ale na siłę odczuwanych wtedy emocji.
Bo te zdawały się przenikać Mavelle do głębi, wypełniać ją tak, jakby były jej własnymi, jakby sama to naprawdę przeżywała, jakby te najszczęśliwsze chwile w życiu należały właśnie do niej – mimo że tak naprawdę coś takiego nie miało miejsca. Nie mogło mieć.
- Skoro można chronić umysł przed cudzym wpływem, to może i da radę chronić mocniej poszczególne wspomnienia? Zwłaszcza jeśli są bardzo ważne – podsunęła, z wyraźnym wahaniem w głosie. Nigdy nie nauczyła się tej sztuki; w zasadzie trochę nawet żałowała, że nie przysiadła mocniej do tej dziedziny magii. Bo teraz… teraz czuła się bezbronna, nieosłonięta przed nikim i niczym; o ile wcześniej, pozostając anonimową brygadzistką nie rzucała się aż tak w oczy, tak teraz wewnętrzna paranoja podsuwała wizję wielu osób, wściubiających nosa tam, gdzie nie powinny.
I nie miała jak się teraz przed tym bronić.
- Tak będzie najlepiej – mruknęła, zgadzając się z Brenną. Tak. Ciekawość ciekawością, niemniej zapewne, w tym przypadku, należało ją powściągnąć – w imię wyższego dobra. W imię bezpieczeństwa tych, którzy dali schronienie Crawleyom. Z drugiej strony… znając sekret tej ochrony, w razie potrzeby mogłyby to powtórzyć i zaopiekować się innymi potrzebującymi, gdyby takich przywiał los.
Dobre rozwiązanie najwyraźniej nie istniało.
- Przemyślę – obiecała ze smutnym uśmiechem na wargach. Naprawdę, najchętniej by zniknęła, ale też niknięcie nie rozwiązałoby dosłownie niczego. To, co działo się z nią samą czy też z pozostałymi zimnymi, wymagało jednak dłuższych poszukiwań, zbierania strzępów wiedzy, składania ich w całość niczym puzzle. Co nie znaczyło, że czuła się gotowa, by już, teraz podejmować odpowiednie kroki. A bez przekonania samej siebie, że trzeba, że należy, że to już najwyższa pora, żeby sięgnąć po pomoc innych – takie poszukiwania mijały się z celem.
- Najwyżej zrobię za dywersję i ją zajmę na chwilę, gdybyśmy się na nią natknęły – zdecydowała, zaprzestając w końcu odbijania się od ziemi, unieruchamiając huśtawkę. Tak, tu Brenna niewątpliwie miała rację – nie mogły się natknąć na Elisę, bo to oznaczało… cóż, opóźnienie w realizacji planów, tak na początek. Samiutki początek.
- Zastanawiam się, dziadku... – mówiła cicho, zająwszy miejsce w jego gabinecie. Obserwowała mężczyznę uważnie, czujnie, niemalże odczuwając wyrzuty sumienia – bo to, co robiła teraz, przypominało wręcz przesłuchanie. A to był jej dziadek, nie świadek, nie podejrzany, nie przyłapany na gorącym uczynku… - Nie blokowałeś kiedyś przypadkiem komuś wspomnień? Albo może wiesz, jak to zrobić? – spytała, podchodząc do tematu dość okrężną drogą. Bo samego jego sedna jeszcze nie odsłoniła, kiedy przyszły tu z Brenną i poprosiły o poświęcenie im chwili czasu.
Bo te zdawały się przenikać Mavelle do głębi, wypełniać ją tak, jakby były jej własnymi, jakby sama to naprawdę przeżywała, jakby te najszczęśliwsze chwile w życiu należały właśnie do niej – mimo że tak naprawdę coś takiego nie miało miejsca. Nie mogło mieć.
- Skoro można chronić umysł przed cudzym wpływem, to może i da radę chronić mocniej poszczególne wspomnienia? Zwłaszcza jeśli są bardzo ważne – podsunęła, z wyraźnym wahaniem w głosie. Nigdy nie nauczyła się tej sztuki; w zasadzie trochę nawet żałowała, że nie przysiadła mocniej do tej dziedziny magii. Bo teraz… teraz czuła się bezbronna, nieosłonięta przed nikim i niczym; o ile wcześniej, pozostając anonimową brygadzistką nie rzucała się aż tak w oczy, tak teraz wewnętrzna paranoja podsuwała wizję wielu osób, wściubiających nosa tam, gdzie nie powinny.
I nie miała jak się teraz przed tym bronić.
- Tak będzie najlepiej – mruknęła, zgadzając się z Brenną. Tak. Ciekawość ciekawością, niemniej zapewne, w tym przypadku, należało ją powściągnąć – w imię wyższego dobra. W imię bezpieczeństwa tych, którzy dali schronienie Crawleyom. Z drugiej strony… znając sekret tej ochrony, w razie potrzeby mogłyby to powtórzyć i zaopiekować się innymi potrzebującymi, gdyby takich przywiał los.
Dobre rozwiązanie najwyraźniej nie istniało.
- Przemyślę – obiecała ze smutnym uśmiechem na wargach. Naprawdę, najchętniej by zniknęła, ale też niknięcie nie rozwiązałoby dosłownie niczego. To, co działo się z nią samą czy też z pozostałymi zimnymi, wymagało jednak dłuższych poszukiwań, zbierania strzępów wiedzy, składania ich w całość niczym puzzle. Co nie znaczyło, że czuła się gotowa, by już, teraz podejmować odpowiednie kroki. A bez przekonania samej siebie, że trzeba, że należy, że to już najwyższa pora, żeby sięgnąć po pomoc innych – takie poszukiwania mijały się z celem.
- Najwyżej zrobię za dywersję i ją zajmę na chwilę, gdybyśmy się na nią natknęły – zdecydowała, zaprzestając w końcu odbijania się od ziemi, unieruchamiając huśtawkę. Tak, tu Brenna niewątpliwie miała rację – nie mogły się natknąć na Elisę, bo to oznaczało… cóż, opóźnienie w realizacji planów, tak na początek. Samiutki początek.
☽◯☾
Uniknięcie Elisy Potter było najłatwiejszą częścią tego zadania. Znacznie trudniejszą – wyciągnięcie cokolwiek z dziadka. Nie wątpiła, że tu tak prosto nie pójdzie, zastanawiała się nawet, czy może nie lepiej było sobie odpuścić i zostawić sprawy takimi, jakimi były. Bo co, jeśli się okaże, że kopią zbyt głęboko…?- Zastanawiam się, dziadku... – mówiła cicho, zająwszy miejsce w jego gabinecie. Obserwowała mężczyznę uważnie, czujnie, niemalże odczuwając wyrzuty sumienia – bo to, co robiła teraz, przypominało wręcz przesłuchanie. A to był jej dziadek, nie świadek, nie podejrzany, nie przyłapany na gorącym uczynku… - Nie blokowałeś kiedyś przypadkiem komuś wspomnień? Albo może wiesz, jak to zrobić? – spytała, podchodząc do tematu dość okrężną drogą. Bo samego jego sedna jeszcze nie odsłoniła, kiedy przyszły tu z Brenną i poprosiły o poświęcenie im chwili czasu.