30.07.2023, 22:50 ✶
Przytaknęła odruchowo. Każdy sobie radził, jak mógł – każdemu pomagało co innego. I to też nie tak, że w razie masy wolnego Mavelle nie znalazłaby sobie niczego do roboty, bo zapewne by znalazła. Mnóstwo mugolskich książek czekało na przeczytanie, kina otwierały szeroko swe powoje, zachęcając do zapoznania się z najnowszymi produkcjami, stronice szkicownika czekały na pokrycie rysunkami. Może przysiadłaby do nauki nowej – dla niej oczywiście – techniki? A może…
… może to byłby jednak czas poświęcony poszukiwaniom na temat tego, czym się stali. Czy dało się to odwrócić. Bądź też, niczym bardzo wkurwiony pies, dyszący żądzą zemsty, próbowałaby pochwycić trop. Na własną rękę, nieoficjalną drogą, co przerażało tak samo, jak jednocześnie kusiło. Bo jako brygadzistka – w wielu kwestiach miała związane ręce, nieprawdaż…?
Na twarzy Mavelle pojawiło się coś jakby cień zawodu. Pojawiło i zniknęło. Twierdził, że nie miał – bo faktycznie go ta zmiana nie dotknęła, nie zaznał jeszcze tego, nie rozpoznał wśród wspomnień tych nienależących do niego bądź też… mógł się też do tego nie chcieć przyznać, prawda? W każdym razie, jeśli faktycznie żadnych nie miał, to co to oznaczało dla niej samej…?
- Tam, w Limbo, widziałam bliską mi osobę – wyjaśniła cicho, dość powoli, jakby się wahała, co mówić i czy w ogóle cokolwiek mówić. Z drugiej strony, jak już pytała, to wypadałoby wyjaśnić, co dokładnie jej po łepetynie chodziło, prawda…? - I teraz… to jest, jakbym przypominała sobie coś, co naprawdę przeżyłam. Jakbym tam była. Ale… W jednym przypadku to nawet nie było mnie na świecie. I choć wydaje się, że naprawdę tam byłam, wszystko widziałam, czułam, to szczegóły jednak sugerują, że to nie jest moje wspomnienie. Ale osoby, którą tam widziałam, jak najbardziej – uzupełniła i westchnęła ciężko. Egzorcysta. Nie, nie brzmiało to jak rozwiązanie, którego teraz szukała. Potrząsnęła głową, pociągnęła łyk kawy i zdecydowała się wrócić na fotel.
- Nie wiem, Patrick. Jeśli sugerujesz opętanie, to nie sądzę, żeby to było to – dodała z pewnym zrezygnowaniem w głosie.
Ale tak. Jakiegoś specjalistę w końcu będzie musiała odwiedzić, zapewne nawet całe grono – i to nie licząc prób przełamania jebanej klątwy.
… może to byłby jednak czas poświęcony poszukiwaniom na temat tego, czym się stali. Czy dało się to odwrócić. Bądź też, niczym bardzo wkurwiony pies, dyszący żądzą zemsty, próbowałaby pochwycić trop. Na własną rękę, nieoficjalną drogą, co przerażało tak samo, jak jednocześnie kusiło. Bo jako brygadzistka – w wielu kwestiach miała związane ręce, nieprawdaż…?
Na twarzy Mavelle pojawiło się coś jakby cień zawodu. Pojawiło i zniknęło. Twierdził, że nie miał – bo faktycznie go ta zmiana nie dotknęła, nie zaznał jeszcze tego, nie rozpoznał wśród wspomnień tych nienależących do niego bądź też… mógł się też do tego nie chcieć przyznać, prawda? W każdym razie, jeśli faktycznie żadnych nie miał, to co to oznaczało dla niej samej…?
- Tam, w Limbo, widziałam bliską mi osobę – wyjaśniła cicho, dość powoli, jakby się wahała, co mówić i czy w ogóle cokolwiek mówić. Z drugiej strony, jak już pytała, to wypadałoby wyjaśnić, co dokładnie jej po łepetynie chodziło, prawda…? - I teraz… to jest, jakbym przypominała sobie coś, co naprawdę przeżyłam. Jakbym tam była. Ale… W jednym przypadku to nawet nie było mnie na świecie. I choć wydaje się, że naprawdę tam byłam, wszystko widziałam, czułam, to szczegóły jednak sugerują, że to nie jest moje wspomnienie. Ale osoby, którą tam widziałam, jak najbardziej – uzupełniła i westchnęła ciężko. Egzorcysta. Nie, nie brzmiało to jak rozwiązanie, którego teraz szukała. Potrząsnęła głową, pociągnęła łyk kawy i zdecydowała się wrócić na fotel.
- Nie wiem, Patrick. Jeśli sugerujesz opętanie, to nie sądzę, żeby to było to – dodała z pewnym zrezygnowaniem w głosie.
Ale tak. Jakiegoś specjalistę w końcu będzie musiała odwiedzić, zapewne nawet całe grono – i to nie licząc prób przełamania jebanej klątwy.