31.07.2023, 23:26 ✶
- Naprawdę nie wiem. To równie dobrze mogła być jakaś magia, której nie znamy, osłaniająca tę wiedzę, jak zderzenie tożsamości za mocne, żebyś mogła to wytrzymać... jak po prostu to, że za mocno zagłębiłaś się w to wspomnienie i straciłaś przytomność - powiedziała Brenna. Starała się brzmieć spokojnie i nie pokazać po sobie poczucia beznadziei, ale to wszystko było niejasne i po raz kolejny uświadamiało jej, jak mało wie. Tęskniła teraz do początków swojej służby, gdy po prostu patrolowała ulice, gdy takie rzeczy się nie działy, albo działy się rzadko. Gdy nie miała wrażenie, że świat ją przerasta, że zbyt wiele nici wymyka się jej z rąk, że nie zdoła pomóc swoim bliskim.
Cóż, przynajmniej w tym wypadku mogły względnie łatwo zweryfikować tę pierwszą możliwość, zadając parę pytań dziadkowi. Brenna nie wiedziała, na ile z nich zechce odpowiedzieć, ale liczyła, że na to jedno - czy zakrył tę wiedzę, owszem, odpowiedzi udzieli.
Skinęła tylko głową i dźwignęła się z huśtawki. Powstrzymała syknięcie, gdy jedno z obitych żeber zaprotestowało. A potem ruszyła do domu - kryjąc się nieco za plecami Mavelle, pozwalając iść kuzynce przodem, by ewentualnie ściągnąć na siebie uwagę. Bo nie chciała opóźniać całej sprawy.
*
Brenna, gdy weszły do gabinetu Godryka, prosząc go o rozmowę, nie czuła ani trochę wyrzutów sumienia z powodu samych pytań. Czuła się przede wszystkim zmęczona. Trochę obolała. I zmartwiona o Mavelle.
Ale ten brak wyrzutów sumienia wynikał prawdopodobnie z tego, że Brenna nie zamierzała specjalnie kręcić ani urządzać nestorowi rodu przesłuchania. Owszem, umiała robić takie rzeczy, bo to była jej praca. Niekiedy posuwała się do manipulacji czy podchodów także wobec osób sobie bliskich, więc etyka także jej nie powstrzymywała. Zwyczajnie - zakładała, że Godryk, dla którego ta praca była codziennością dużo dłużej niż dla niej, który zdołał ukryć Crawleyów przed Borginami, i który znał ją całe jej życie, wszystkie te sztuczki by przejrzał. Jeśli doskwierało jej sumienie, to z innego powodu: Godryk niespełna dwa tygodnie temu stracił syna, a one... chciały poruszyć jego temat. Pośrednio, ale zawsze. Nie miała pewności, czy mężczyzna jej na to gotowy i przez to czuła się trochę źle. Niemniej pewne sprawy nie mogły czekać. Rana na jej skroni jasno pokazywała, jakie mogą być konsekwencje. Dziś to była ona, a co, jeżeli jutro będzie to Mavelle?
Młodsza z kuzynek planowała więc zastosować bardziej bezpośrednie podejście, po prostu wykładając to i owo. Może jedynie wykorzystując przy tym na ich korzyść element zaskoczenia, dzięki któremu Godryk mógł powiedzieć nieco więcej. Jednak skoro Mavelle zaczęła rozmowę, Brenna nietypowo dla siebie zmilczała na razie, oddając siostrze pierwszeństwo w podpytywaniu. Uśmiechnęła się do niego tylko na powitanie, i usiadła.
Cóż, przynajmniej w tym wypadku mogły względnie łatwo zweryfikować tę pierwszą możliwość, zadając parę pytań dziadkowi. Brenna nie wiedziała, na ile z nich zechce odpowiedzieć, ale liczyła, że na to jedno - czy zakrył tę wiedzę, owszem, odpowiedzi udzieli.
Skinęła tylko głową i dźwignęła się z huśtawki. Powstrzymała syknięcie, gdy jedno z obitych żeber zaprotestowało. A potem ruszyła do domu - kryjąc się nieco za plecami Mavelle, pozwalając iść kuzynce przodem, by ewentualnie ściągnąć na siebie uwagę. Bo nie chciała opóźniać całej sprawy.
*
Brenna, gdy weszły do gabinetu Godryka, prosząc go o rozmowę, nie czuła ani trochę wyrzutów sumienia z powodu samych pytań. Czuła się przede wszystkim zmęczona. Trochę obolała. I zmartwiona o Mavelle.
Ale ten brak wyrzutów sumienia wynikał prawdopodobnie z tego, że Brenna nie zamierzała specjalnie kręcić ani urządzać nestorowi rodu przesłuchania. Owszem, umiała robić takie rzeczy, bo to była jej praca. Niekiedy posuwała się do manipulacji czy podchodów także wobec osób sobie bliskich, więc etyka także jej nie powstrzymywała. Zwyczajnie - zakładała, że Godryk, dla którego ta praca była codziennością dużo dłużej niż dla niej, który zdołał ukryć Crawleyów przed Borginami, i który znał ją całe jej życie, wszystkie te sztuczki by przejrzał. Jeśli doskwierało jej sumienie, to z innego powodu: Godryk niespełna dwa tygodnie temu stracił syna, a one... chciały poruszyć jego temat. Pośrednio, ale zawsze. Nie miała pewności, czy mężczyzna jej na to gotowy i przez to czuła się trochę źle. Niemniej pewne sprawy nie mogły czekać. Rana na jej skroni jasno pokazywała, jakie mogą być konsekwencje. Dziś to była ona, a co, jeżeli jutro będzie to Mavelle?
Młodsza z kuzynek planowała więc zastosować bardziej bezpośrednie podejście, po prostu wykładając to i owo. Może jedynie wykorzystując przy tym na ich korzyść element zaskoczenia, dzięki któremu Godryk mógł powiedzieć nieco więcej. Jednak skoro Mavelle zaczęła rozmowę, Brenna nietypowo dla siebie zmilczała na razie, oddając siostrze pierwszeństwo w podpytywaniu. Uśmiechnęła się do niego tylko na powitanie, i usiadła.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.