31.07.2023, 23:52 ✶
Patrick zmarszczył brwi. Po jego twarzy przemknął cień a w oczach pojawiła się rzadko goszcząca tam złość. On w limbo nie widział żadnej bliskiej mu osoby. Na spotkanie wyszedł mu ojciec, człowiek którego po tym spotkaniu… Nie znosił? Czuł do niego gniew? Nie umiał sobie poradzić z tym jego obrzydliwym fanatyzmem, który nie zniknął nawet po tym jak umarł? Jak w ogóle można było, mimo śmierci, nadal pozostać zapatrzonym w szaleńca wariatem? Ale najbardziej to chyba czuł rozczarowanie, całe morze rozczarowania, że dziadek miał rację a babcia myliła się w ocenie jego rodziców.
Zacisnął mocniej ręce na kubku, niemal wzdrygając się ze wstrętu. Nie chciałby mieć wspomnień ojca. Wiedział jakby wyglądały. Stał naprzeciwko niego i widział wciąż tkwiący w półprzezroczystej twarzy fanatyzm. Miałby mieć wspomnienia fanatyka?
Wolałby mieć wspomnienia ojca. Ojca, który by go kochał. Ojca, który by się na niego wściekał i byłby z niego dumny. Ojca, który kochał matkę. Zwykłe, dobre wspomnienia.
Napił się herbaty. Smakowała popiołem, aż z trudem przełknął mały łyk. Może przez prowadzoną rozmowę, a może przez to, że tak bardzo nie chciał i tak bardzo nie akceptował myśli, że ojciec mógłby pozostawić w nim jakąś brudną część siebie, nie potraktował wspomnienia jak wskazówki, ale jak wyobrażenie. Własne wyobrażenie o tym jakie mógłby mieć wspomnienia.
Pokręcił głową i odstawił kubek na podłogę obok siebie.
- Nie spotkałem w limbo żadnej bliskiej mi osoby – rzucił cicho, matowo trochę takim tonem, jakby nie chciał w ogóle wspominać widziadła, które stanęło mu na drodze. – Właściwie to spotkałem tam aż dwie. Jedną z nich był brat szeptuchy. Przypomniał mi przepowiednię siostry – przyznał się.
Ale nawet gdyby chciał, nie mógłby powiedzieć o ojcu. Nie po tym jak wyobraził sobie co ten mógłby zrobić i jak poczuł… ekstazę? Czyżby naprawdę była w nim jakaś popierdolona część osobowości, która mogłaby się cieszyć z mordowania i zabijania? Dostał ją w genach a teraz, pod wpływem słów Mavelle i natłoku myśli uruchomił?
Najchętniej uciekłby od tego tematu. Czuł na sobie spojrzenie malowanej Florence i pomyślał, że mogliby się wreszcie wybrać nad wodę, teraz było wietrznie, może puszczaliby latawce? W jej obecności jakoś łatwiej było nie myśleć o tym, co wydarzyło się w limbo.
- Nie mam zielonego pojęcia czy sugeruję ci opętanie – rzucił, posyłając Mavelle coś na kształt krzywego uśmieszku. – Kompletnie nie znam się na tym, jak… jak to właściwie działa. To między naszym światem i światem duchów. Wiem tylko, że Beltane to Beltane i może coś przyszło za tobą a teraz próbuje przesłać ci jakieś sygnały? – zapytał, rozkładając teatralnie ręce. – Myślę, że Sebastian mógłby pomóc w odkryciu czy coś takiego jest możliwe. Przecież nawet nie musiałabyś mu mówić, że chodzi o ciebie. A jeśli masz rację to czający się gdzieś w pobliżu mnie brat szeptuchy, siedzi bardzo cicho – zażartował.
Zacisnął mocniej ręce na kubku, niemal wzdrygając się ze wstrętu. Nie chciałby mieć wspomnień ojca. Wiedział jakby wyglądały. Stał naprzeciwko niego i widział wciąż tkwiący w półprzezroczystej twarzy fanatyzm. Miałby mieć wspomnienia fanatyka?
Wolałby mieć wspomnienia ojca. Ojca, który by go kochał. Ojca, który by się na niego wściekał i byłby z niego dumny. Ojca, który kochał matkę. Zwykłe, dobre wspomnienia.
Napił się herbaty. Smakowała popiołem, aż z trudem przełknął mały łyk. Może przez prowadzoną rozmowę, a może przez to, że tak bardzo nie chciał i tak bardzo nie akceptował myśli, że ojciec mógłby pozostawić w nim jakąś brudną część siebie, nie potraktował wspomnienia jak wskazówki, ale jak wyobrażenie. Własne wyobrażenie o tym jakie mógłby mieć wspomnienia.
Pokręcił głową i odstawił kubek na podłogę obok siebie.
- Nie spotkałem w limbo żadnej bliskiej mi osoby – rzucił cicho, matowo trochę takim tonem, jakby nie chciał w ogóle wspominać widziadła, które stanęło mu na drodze. – Właściwie to spotkałem tam aż dwie. Jedną z nich był brat szeptuchy. Przypomniał mi przepowiednię siostry – przyznał się.
Ale nawet gdyby chciał, nie mógłby powiedzieć o ojcu. Nie po tym jak wyobraził sobie co ten mógłby zrobić i jak poczuł… ekstazę? Czyżby naprawdę była w nim jakaś popierdolona część osobowości, która mogłaby się cieszyć z mordowania i zabijania? Dostał ją w genach a teraz, pod wpływem słów Mavelle i natłoku myśli uruchomił?
Najchętniej uciekłby od tego tematu. Czuł na sobie spojrzenie malowanej Florence i pomyślał, że mogliby się wreszcie wybrać nad wodę, teraz było wietrznie, może puszczaliby latawce? W jej obecności jakoś łatwiej było nie myśleć o tym, co wydarzyło się w limbo.
- Nie mam zielonego pojęcia czy sugeruję ci opętanie – rzucił, posyłając Mavelle coś na kształt krzywego uśmieszku. – Kompletnie nie znam się na tym, jak… jak to właściwie działa. To między naszym światem i światem duchów. Wiem tylko, że Beltane to Beltane i może coś przyszło za tobą a teraz próbuje przesłać ci jakieś sygnały? – zapytał, rozkładając teatralnie ręce. – Myślę, że Sebastian mógłby pomóc w odkryciu czy coś takiego jest możliwe. Przecież nawet nie musiałabyś mu mówić, że chodzi o ciebie. A jeśli masz rację to czający się gdzieś w pobliżu mnie brat szeptuchy, siedzi bardzo cicho – zażartował.