01.08.2023, 03:16 ✶
Ulysses cierpliwie czekał. Przyglądał się w milczeniu Vesperze, jakby w jej młodziutkiej, ślicznej twarzy mógł wyczytać coś, czego nigdy nie spodziewał się tam zobaczyć. Na kiwnięcie głową, odpowiedział kiwnięciem.
Palce już miał zaciśnięte na różdżce a wysunięcie jej z kieszeni marynarki okazało się łatwiejsze niż cokolwiek innego.
Silencio. Żebyś przestał gadać.
Silencio. Żebym nie słyszał jak krzyczysz.
Silencio. Żeby potwory drzemiące w naszych głowach zamilkły razem z tobą.
Nie reagował, gdy Vespera zbliżyła się do von Gloedena. To była jej decyzja i to był jej mąż. Osobista sprawa. Zbyt osobista, by można było racjonalnie podjąć jakąś decyzję i zbyt złożona, by werdykt okazał się być pomyślny dla Ottona.
Chyba nawet nie słyszał plusku wody, gdy ciało wpadło do stawu. Mechanicznie obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Przez kilka sekund patrzył na szumiący las a jego myśli błądziły wokół rosnących w nim na polanie jagód. Kiedyś, kiedy był jeszcze małym, niewinnym dzieckiem, zaprowadził tam Vesperę i Augustusa. Wrócili do domu usmarowani słodkim sokiem z jagód. Ojciec jak zwykle krzyczał, ale Ulysses traktował tamto wspomnienie jak jedno z tych dobrych, z tych właściwych i takich, które powinno się posiadać w dzieciństwie. Tak, jako dorosły mężczyzna wiedział, że postąpił nierozważnie i głupio, że mogli najeść się wilczej jagody i umrzeć, że mogły ich zaatakować dzikie zwierzęta. Ale dzieci nie myślą o wszystkich konsekwencjach i dlatego potrafią czerpać z życia pełnymi garściami. Kiedyś nawet Ulysses to potrafił.
Poruszył głową dopiero wtedy, gdy usłyszał głos Vespery. Znowu na nią patrzył, tym razem nie do końca przekonany czy potrzebowała wsparcia, przeprosin a może gratulacji. W tej sekundzie wydawała mu się tak delikatna, jak zwieszona między gałązkami ostrokrzewu pajęczyna.
Ale jego siostra nie była pajęczyną, którą mógł zerwać nawet gwałtowniejszy powiew wiatru. Była silna, dużo bardziej silna, niż sama zdawała sobie z tego sprawę. Jego twarz pozostała poważna, ale w oczach błysnęło ciepło, jakby był z niej dumny? A potem jego spojrzenie mimowolnie podążyło za uwolnioną apaszką, aż wreszcie na powrót skupiło się na siostrze.
I wtedy Ulysses poczuł uderzającą w niego wściekłość. Zacisnął usta w cienką linię. Odbite na jej szyi ślady palców bolały i jego. Resztki współczucia, które miał do Ottona wyparowały. Nie zastanawiał się nad tym, co robi, gdy złapał Vesperę za ramiona i przyciągnął do siebie, by ją mocno przytulić. O wino w tym momencie wcale nie dbał.
- Obiecaj mi, że następnego męża weźmiesz sobie z miłości – poprosił.
Z miłości a nie po to, by sprawić przyjemność ojcu.
Palce już miał zaciśnięte na różdżce a wysunięcie jej z kieszeni marynarki okazało się łatwiejsze niż cokolwiek innego.
Silencio. Żebyś przestał gadać.
Silencio. Żebym nie słyszał jak krzyczysz.
Silencio. Żeby potwory drzemiące w naszych głowach zamilkły razem z tobą.
Nie reagował, gdy Vespera zbliżyła się do von Gloedena. To była jej decyzja i to był jej mąż. Osobista sprawa. Zbyt osobista, by można było racjonalnie podjąć jakąś decyzję i zbyt złożona, by werdykt okazał się być pomyślny dla Ottona.
Chyba nawet nie słyszał plusku wody, gdy ciało wpadło do stawu. Mechanicznie obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Przez kilka sekund patrzył na szumiący las a jego myśli błądziły wokół rosnących w nim na polanie jagód. Kiedyś, kiedy był jeszcze małym, niewinnym dzieckiem, zaprowadził tam Vesperę i Augustusa. Wrócili do domu usmarowani słodkim sokiem z jagód. Ojciec jak zwykle krzyczał, ale Ulysses traktował tamto wspomnienie jak jedno z tych dobrych, z tych właściwych i takich, które powinno się posiadać w dzieciństwie. Tak, jako dorosły mężczyzna wiedział, że postąpił nierozważnie i głupio, że mogli najeść się wilczej jagody i umrzeć, że mogły ich zaatakować dzikie zwierzęta. Ale dzieci nie myślą o wszystkich konsekwencjach i dlatego potrafią czerpać z życia pełnymi garściami. Kiedyś nawet Ulysses to potrafił.
Poruszył głową dopiero wtedy, gdy usłyszał głos Vespery. Znowu na nią patrzył, tym razem nie do końca przekonany czy potrzebowała wsparcia, przeprosin a może gratulacji. W tej sekundzie wydawała mu się tak delikatna, jak zwieszona między gałązkami ostrokrzewu pajęczyna.
Ale jego siostra nie była pajęczyną, którą mógł zerwać nawet gwałtowniejszy powiew wiatru. Była silna, dużo bardziej silna, niż sama zdawała sobie z tego sprawę. Jego twarz pozostała poważna, ale w oczach błysnęło ciepło, jakby był z niej dumny? A potem jego spojrzenie mimowolnie podążyło za uwolnioną apaszką, aż wreszcie na powrót skupiło się na siostrze.
I wtedy Ulysses poczuł uderzającą w niego wściekłość. Zacisnął usta w cienką linię. Odbite na jej szyi ślady palców bolały i jego. Resztki współczucia, które miał do Ottona wyparowały. Nie zastanawiał się nad tym, co robi, gdy złapał Vesperę za ramiona i przyciągnął do siebie, by ją mocno przytulić. O wino w tym momencie wcale nie dbał.
- Obiecaj mi, że następnego męża weźmiesz sobie z miłości – poprosił.
Z miłości a nie po to, by sprawić przyjemność ojcu.