Fałsz goni fałsz, sztuczne uśmiechy i równie sztuczne twarze odbijają się w zwierciadłach i nagle rzeczywistość staje się gorszą ułudą niż sen. We śnie przynajmniej można pomarzyć na głos. Tutaj cię wyśmieją. Chcesz być sobą? No to powodzenia w znalezieniu miejsca na świecie, gdzie sen staje się prawdą. To głupie, bo nie żyjemy w snach, tylko rzeczywistości, a tutaj nagle wymagają, żebyś był perfekcyjnym odbiciem snu. Kogo chcesz zadowolić? Siebie, czy innych? Może dlatego było to takie męczące... udawanie czyjegoś marzenia, pozbywając się własnego. Albo jeszcze gorzej, wmawianie sobie, że to i twoje marzenie. No, a skoro marzenie, to nagle cały ten fałsz ma swoje usprawiedliwienie. Nagle pojawia się argument, że przecież udajesz, bo powinieneś. Bo spełniasz marzenia. Twoje? A skąd... Gdyby to było twoje, nie musiałbyś udawać. Czułbyś się wolny, bez tego fałszu, bez maski i wysoko podniesionej głowy. Bo być wolnym — to móc być szczerym. Więc Kayden musiał udawać, żeby jego reputacja nie podupadła, bo gdyby tak się stało, zawiódłby tyle osób i... tu właściwie się kończą powody. Gdyby go nie było, nie musiałby udawać. Wszystko, co fałszywe znajdzie swoje usprawiedliwienie. Próżność i duma były więc ułudą wykreowaną po to, by zadowolić innych. Jeśli by to od niego zależało, a reputacja byłaby wartością podrzędną, wtedy może podszedłby do sprawy inaczej. No bo przecież dość szybko porzucił udawanie, że wszystko jest w porządalu i wcale nie dostanie zawału, jak jeszcze raz Laurent zapikuje w dół... Zrobił to jakby... z ulgą? Wylazła prawda na wierzch, a on wzruszył ramionami i zamienił fałsz na żart. Bo tak było po prostu lepiej.
- Pandora Prewett? - Zainteresował się, szperając w pamięci, czy może kojarzy. Imię wydawało mu się znajome, może słyszał je gdzieś przypadkiem, może gdzieś się nawinęło, czy to w pracy, czy gdzieś w gazecie... - Nie znam osobiście. - Przyznał. Może i branża nie duża, ale Kayden wolał siedzieć w swoim gabinecie jak w samotni, a rozmawiał tylko z zadufa- znaczy.. zaufanymi ludźmi. Takimi, których już znał. Nie było tu wcale dziwne, że Kayden nie przepadał za poznawaniem nowych ludzi... To kolejne osoby, przed którymi musiałby udawać. - To zrozumiałe. W końcu mowa tu o bardzo cennych obiektach historycznych, nie zwyczajnych przedmiotach. - Wygiął wargi w lekkim uśmiechu. - Podziwiam taką dedykację u ludzi... Wtedy widać, że zależy im na swojej pracy. Pańska siostra musi mieć głęboką pasję do archeologii... - Dodał łagodnym, szczerym tonem. Miał sympatę do ludzi, którzy mieli jakąś pasję i nie bali się o niej mówić. Jedna z niewielu przykładów szczerości. Oczy się świecą, serce bije, twarz rozjaśnia w uśmiechu... Ilekroć widział jak matka maluje obrazy, widział tą pasję w jej oczach i od razu czuł się tak jakoś... lekko. Jakby jej szczęście było jego szczęściem. Jakby cieszył się, że mógł zobaczyć jakiś prawdziwy kawałek jej duszy, której nie musiała wcale ukrywać. Kawałek jej własnego marzenia.
Trochę go Laurent zbił z tropu pytaniem, spodziewając się automatycznej kontry, nie rozbawienia. Odchrząknął, poprawiając się na siedzeniu z rękami wciąż na piersi. - Chodzi mi o to, że powtarzająca się reguła jest statystyką, którą przełamuje wyjątek. W tym wypadku... stanowiska zajmowane przez daną rodzinę są powtarzającą się regułą, ale wyjątek potwierdza jej istnienie. Bez wyjątków, reguła byłaby czymś normalnym. Wyjątek oznacza, że istnieje jakaś reguła. - Próbował jak mógł, żeby znów nie peplać jak ten przysłowiowy kujon. Zerknął na Laurenta, mrugając nerwowo, niepewny, czy zrozumiał jego wyjaśnienie. - Nie nazwał bym tego więc kompromitacją, a czymś niezbędnym... - Burknął, odwracając na chwilę wzrok. Wyglądał przy tym tak rozbrajająco... normalnie ADORABLE.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)