Vespera czuła się upokorzona, ale nie mogła się ruszyć od sedesu. Ciągle miała odruch wymiotny, ale już nie miała, co zwracać. Sięgnęła w końcu po ręcznik i otarła usta ze śliny. Miała załzawione oczy i bladą cerę. Spojrzała na Augustusa, który w magiczny sposób szybko znalazł się obok niej. Nie słyszała kiedy wchodził. Spojrzała na niego słabo, a potem spróbowała się podnieść. Nawet wbrew swojej dumie wsparła się o niego, a potem podeszła do umywalki, aby przemyć twarz. Chciało się jej płakać, a nigdy tego nie robiła w towarzystwie innej osoby, nawet rzadko płakała przy swoim bliźniaku. Gdy jako dzieci bawili się i kaleczyła sobie kolana przy zabawie też starała się nie beczeć. Musiała być silna jak jej bracia, prawda? Tym razem bała się tego, co się z nią dzieje. Nigdy się tak nie czuła. Chciała zapaść się pod ziemię.
– Nie wiem Gusti – szepnęła siadając na sedesie, bo nie miała siły stać. – Od dłuższego czasu rzygam, może ktoś mnie zatruł? – zapytała. – Nie chce do magimedyka, nie wiadomo, co to może być – przetarła spocone czoło i oparła dłonie na kolanach głęboko oddychając, aby mdłości sobie poszły. – Nie umiem zrozumieć co się dzieje. Od połowy maja mam ogromne bóle głowy, teraz doszły mdłości – była okropnie zmęczona i potrzebowała natychmiast rozwiązania.