Z ulgą odebrał słowa Daisy. A może powiedziała to tylko po to, by go nie martwić? Nie, na pewno nie. Przecież to właśnie za szczerość ją polubił.
Polubił?
No tak, przecież nie był tu tylko po to, by porozmawiać o fotografii. Prawda? Martin przeznaczył chwilę na rozważenie tego zagadnienia. Co tak naprawdę przyciągnęło go na spotkanie z tą dziewczyną? Jej świeże spojrzenie? Swobodny sposób bycia? Przyjemna aparycja?
Przyjemna aparycja?
Mrugnięcie przywróciło go do rzeczywistości. Daisy zadała jakieś pytania. Czy chciał iść od razu do sklepu?
— Tak, chodźmy.
Zgodził się głównie dlatego, że był zbyt roztrzepany, by skupić się na pierwszej opcji. Najchętniej miałby za sobą opowieść o Beltane. Z drugiej strony, spotkanie lepiej zacząć od neutralnego gruntu, jakim jest rozmowa o fotografii i odpowiednim sprzęcie. Gdy ruszyli, poklepał się po kieszeni, by upewnić się, że zabrał ze sobą sakiewkę z pieniędzmi. W swoim roztrzepaniu mógł zapomnieć, a nie chciał się cofać do domu.
— Czy jest jakiś konkretny model, który chciałabyś polecić? Czy może będziemy się dopiero rozglądać?
Zbudował ostrożnie długaśne pytania, chcąc w jakiś sposób nawiązać rozmowę. Widać było, jak jest spięty.