W żadnym wypadku nie dochodził do siebie. Biedna Avelina musiała obserwować jak chłopak zmaga się z lawiną myśli, spośród których wynurzało się kilka palących słów.
Wyjął różdżkę i rozciął sobie nadgarstek prostym zaklęciem. Rana powoli zabarwiała się na brunatno. Ale nie takiego efektu mogli się spodziewać. Marquez nacisnął skórę przy ranie, by ją rozchylić i przyspieszyć wydobywanie się krwi. Ale to na nic. Brunatna maź w swoim tempie wyglądała na zewnątrz. Wyglądała jak niezwykle gęsta krew, ale jednocześnie coś w niej było nieludzkiego.
Ururu był zbyt sparaliżowany szokiem, by czuć ból. Po wpatrywaniu się chwilę w ranę, spojrzał na Avelinę. Jego twarz wyrażała głęboki szok, a z oczu ciekły pojedyncze krople łez. Kolejna anomalia.
Z otwartych ust nie wydostało się żadne zdanie. Po raz pierwszy Ururu Marquezowi zabrakło słów.