01.08.2023, 23:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.08.2023, 21:24 przez Brenna Longbottom.)
– W miejscowym kościele nie uniknęlibyśmy mugoli – mruknęła do brata, kiedy poskarżył się na ciasnotę, nim weszli do środka, a drzwi kaplicy się za nimi zamknęły i zaczęła się cała ceremonia. Z dwojga złego wolała już niewiele miejsca, ale względną prywatność, chociaż miejscowych pewnie potem zdziwi, dlaczego msza nie odbyła się w kościele i dlaczego sąsiadów nie poinformowano o samym pogrzebie.
Wszystkich, którzy powitali ją, nim zajęła miejsce, Brenna witała w podobny sposób, cichym pozdrowieniem lub skinieniem głowy.
Brenna nie wstała, aby dołączyć do chórku przemówień. Nie była najlepszym mówcą, poza tym uważała, że jej własne słowa były zbędne, skoro przemawiali ojciec Derwina, córki i najstarszy z ich pokolenia. Tak naprawdę powiedzieli wszystko, co miało znaczenie. Co mogłaby dodać? Że gdy jako nastolatka skręciła kostkę, przyniósł ją na plecach do domu, a potem załatwił wyleczenie skręcenia i o niczym nie powiedział jej mamie? Że kiedyś przyłapała go w nocy na podjadaniu ciasteczek z marmoladą i miał przy tym taką minę, jakby był małym chłopcem, złapanym na zbrodni? Że kiedy przez przypadek zamówiono tort orzechowy zamiast czekoladowego, obiegł wszystkie cukiernie w Londynie, by w ostatniej chwili znaleźć odpowiednie ciasto, takie, na które nie miały uczulenia jego córki?
Że był dobrym człowiekiem, który zginął, bo jakimś szujom zachciało się przejąć władzę nad światem?
To w końcu była historia stara jak świat.
Na wojnach wciąż ginęli dobrzy ludzie.
I po jej głowie tłukła się głównie ta myśl. Że zginął dobry człowiek. Że już nic, co powiedzą, nie ma znaczenia: nie dla niego. Te słowa, cała ta ceremonia były przeznaczone dla ludzi, i może mogły niektórym dać odrobinę pocieszenia, stać się momentem przełomowym w żałobie, Brennę jednak otaczała rozpacz gęsta jak kokon i sieć wyrzutów sumienia, że mogła zrobić coś inaczej. Pod nimi czaiła się zimna zawziętość. Nic nie mogło tego zmienić. Żadne słowa. I jak szczerze wierzyła w tej chwili, także nie upływ czasu. Smutek zblaknie, wspomnienie wuja zatrze się w pamięci, ale chęć wzięcia odwetu pozostanie.
Oczy wciąż miała suche, ale kiedy zapłakana Lucy zeszła z podium, wyciągnęła rękę, by na moment uścisnąć dłoń kuzynki.
Wszystkich, którzy powitali ją, nim zajęła miejsce, Brenna witała w podobny sposób, cichym pozdrowieniem lub skinieniem głowy.
Brenna nie wstała, aby dołączyć do chórku przemówień. Nie była najlepszym mówcą, poza tym uważała, że jej własne słowa były zbędne, skoro przemawiali ojciec Derwina, córki i najstarszy z ich pokolenia. Tak naprawdę powiedzieli wszystko, co miało znaczenie. Co mogłaby dodać? Że gdy jako nastolatka skręciła kostkę, przyniósł ją na plecach do domu, a potem załatwił wyleczenie skręcenia i o niczym nie powiedział jej mamie? Że kiedyś przyłapała go w nocy na podjadaniu ciasteczek z marmoladą i miał przy tym taką minę, jakby był małym chłopcem, złapanym na zbrodni? Że kiedy przez przypadek zamówiono tort orzechowy zamiast czekoladowego, obiegł wszystkie cukiernie w Londynie, by w ostatniej chwili znaleźć odpowiednie ciasto, takie, na które nie miały uczulenia jego córki?
Że był dobrym człowiekiem, który zginął, bo jakimś szujom zachciało się przejąć władzę nad światem?
To w końcu była historia stara jak świat.
Na wojnach wciąż ginęli dobrzy ludzie.
I po jej głowie tłukła się głównie ta myśl. Że zginął dobry człowiek. Że już nic, co powiedzą, nie ma znaczenia: nie dla niego. Te słowa, cała ta ceremonia były przeznaczone dla ludzi, i może mogły niektórym dać odrobinę pocieszenia, stać się momentem przełomowym w żałobie, Brennę jednak otaczała rozpacz gęsta jak kokon i sieć wyrzutów sumienia, że mogła zrobić coś inaczej. Pod nimi czaiła się zimna zawziętość. Nic nie mogło tego zmienić. Żadne słowa. I jak szczerze wierzyła w tej chwili, także nie upływ czasu. Smutek zblaknie, wspomnienie wuja zatrze się w pamięci, ale chęć wzięcia odwetu pozostanie.
Oczy wciąż miała suche, ale kiedy zapłakana Lucy zeszła z podium, wyciągnęła rękę, by na moment uścisnąć dłoń kuzynki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.