02.08.2023, 16:27 ✶
Dora nie potrzebowała wiele, żeby uwierzyć w tę wersję wydarzeń, albo żeby uznać ją za najbardziej prawdopodobną w zaistniałej sytuacji. Ururu też nie wyglądał jej na złego człowieka, więc czemu miałaby podejrzewać go o kłamstwo na tle innym niż 'powiem jej, że nie boli, bo się jeszcze dziewczyna za bardzo zmartwi'. Teraz musieli tę jego nogę z powodzeniem oswobodzić i opatrzeć, o wszelkie niedomówienia mogli się martwić później.
Crawley podwinęła rękawy swetra, który miała na siebie zarzucony, tym samym przygotowując się do czekającego ją zadania. Sięgnęła też do parcianej torby, którą miała przewieszoną przez ramię, a która trzymała w sobie tych parę drobiazgów, z którymi wcześniej przyszła do namiotu, a które uzupełniła paroma niezbędnymi drobiazgami, w których zawierały się też bandaże. Sięgnęła więc po nie, ładne, bielutkie i bezpiecznie zapakowane, kwestię samego otworzenia wnyków zostawiając samemu Marquezowi, skoro i tak sam się do tego rwał.
Kiedy pułapka puściła z nieprzyjemnym, metalowym szczękiem czegoś, co leżało w lesie już jakiś czas, Dora nie zastanawiała się długo. Poprawiła się nieco, o wiele bardziej chętna do przesuniecia samej siebie niż rannej nogi swojego towarzysza, rozpakowując też jedną rolkę i zaczęła ją rozwijać, jednocześnie metodycznie owijając zranione miejsce. Szło jej to całkiem dobrze, ale z drugiej strony - nie trzeba było wiele, by owinąć nogę.
- Na całe szczęście, nie krwawi pan mocno. Ale powinien pan to pokazać jakiemuś kwalifikowanemu medykowi - uśmiechnęła się do niego, instruując nienachalnie i zabezpieczając bandaż eleganckim supełkiem. W ostatniej chwili powstrzymała się przed tym, żeby go po tej nodze z zadowoleniem poklepać. - Nie chcę naciskać... - podjęła z niejakim ociąganiem, może nieco speszona - Ale biorąc pod uwagę pana stan, nie wiem czy nie powinniśmy wracać? Nadmierne chodzenie z taką nogą może tylko pogorszyć jej stan.
Crawley podwinęła rękawy swetra, który miała na siebie zarzucony, tym samym przygotowując się do czekającego ją zadania. Sięgnęła też do parcianej torby, którą miała przewieszoną przez ramię, a która trzymała w sobie tych parę drobiazgów, z którymi wcześniej przyszła do namiotu, a które uzupełniła paroma niezbędnymi drobiazgami, w których zawierały się też bandaże. Sięgnęła więc po nie, ładne, bielutkie i bezpiecznie zapakowane, kwestię samego otworzenia wnyków zostawiając samemu Marquezowi, skoro i tak sam się do tego rwał.
Kiedy pułapka puściła z nieprzyjemnym, metalowym szczękiem czegoś, co leżało w lesie już jakiś czas, Dora nie zastanawiała się długo. Poprawiła się nieco, o wiele bardziej chętna do przesuniecia samej siebie niż rannej nogi swojego towarzysza, rozpakowując też jedną rolkę i zaczęła ją rozwijać, jednocześnie metodycznie owijając zranione miejsce. Szło jej to całkiem dobrze, ale z drugiej strony - nie trzeba było wiele, by owinąć nogę.
- Na całe szczęście, nie krwawi pan mocno. Ale powinien pan to pokazać jakiemuś kwalifikowanemu medykowi - uśmiechnęła się do niego, instruując nienachalnie i zabezpieczając bandaż eleganckim supełkiem. W ostatniej chwili powstrzymała się przed tym, żeby go po tej nodze z zadowoleniem poklepać. - Nie chcę naciskać... - podjęła z niejakim ociąganiem, może nieco speszona - Ale biorąc pod uwagę pana stan, nie wiem czy nie powinniśmy wracać? Nadmierne chodzenie z taką nogą może tylko pogorszyć jej stan.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.