02.08.2023, 17:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.09.2023, 02:56 przez Atreus Bulstrode.)
Nie posiadał jakichkolwiek złudzeń co do tego jak się prezentował i jak był odbierany przez innych. Cynthia więc ani trochę nie myliła się, uważając go za flirciarza czy za kobieciarza, bo prawdę powiedziawszy, właśnie takie zachowanie sprawiało mu przyjemność. Lubił dawać uwagę i przyjmować tę z podobnym charakterze - może właśnie dlatego tak bardzo lubił odbierać od niej raporty, bo Flintówna odpowiadała na jego energię. Dla Bulstrode'a była to przyjemna zabawa i odskocznia od nudy aurorskiego biura. - Pozostaje mieć nadzieję że to nie pierwszy i nie ostatni raz - uśmiechnął się do niej szelmowsko.
Kiedy Atreus był młodszy, szczególnie będąc w szkole, bardzo podobały mu się dziewczyny, które wydawały się idealne. Ładne buzie, które kryły mniej więcej tyle samo, co pokazywały. Z czasem jednak to właśnie te drobne rysy i pęknięcia zaczęły go przyciągać, jakby podświadomie czuł, że samo bycie idealną mu nie wystarczy. Może dlatego to właśnie z Elaine się zaręczył - gdyby była idealną, pozbawioną pęknięć panną, nawet nie znalazłaby się w okolicach stolika do kart. Nie wspominając już o tym, że zdecydowałaby się podjąć jego wyzwanie, a kiedy przegrała - nie brnęła by w to dalej. To, jak ich relacja prezentowała się na dzień dzisiejszy, nie miało wiele do rzeczy, jednak Bulstrode zawsze z pewną satysfakcją myślał o tym, jak znaleźli się tak blisko siebie i jak zaintrygowany był nią, kiedy rozkładali karty. Wciąż gonił za tym uczuciem - za poczuciem zaskoczenia, za którym podążała satysfakcja.
Atreus wyprostował się nieco, wyraźnie zadowolony, że takie właśnie wrażenie na niej sprawiał. Tak było, takie były fakty - jak to się mówiło. Co prawda, niektórzy uważali to za wadę, albo przynajmniej cechę, która nieco utrudniała mu pracę w ministerstwie, szczególnie te aspekty, które koncentrowały się na dokumentacji. Na szczęście jednak, posiadał nadgorliwego brata, który siedział w biurze.
Miło było widzieć tę odrobinę niepewności, czy może zawahania. Cokolwiek to tak naprawdę było, nawet jeśli cieżkie do jasnego określenia, Bulstrode czuł odrobinę satysfakcji w tym, że wyłapał i doświadczył odrobiny naturalności z jej strony. Wyraz jego twarzy nie zmienił się jednak, jakby aż za dobrze rozumiał istotność tych drobnych momentów, kiedy opadała maska i może zwyczajnie nie chciał jej płoszyć. Nie chciał, by żałowało nawet odrobiny szczerości.
- Zawsze lubiłem Beltane - na nowo rozparł się wygodnie w fotelu, podsuwając sobie do ust filiżankę i upijając z niej nieco. - Trywialne określenie, wiem, ale jest coś przyjemnego w tym całym szukaniu miłości i jej rytuałach. Wchodzenie na pal zawsze wydawało mi się dość zabawne, nie mówiąc o tym, że wreszcie robi się ciepło, nie to co na Ostarze. Szukanie miłości, zapomnienia czy oddawanie honoru tradycji... nigdy nie będę miał nic do tego. Do wyrażania poglądów... też. - zawahał się nieco, jakby przez moment zastanawiając się nad tym co mówił. Zamilkł też, kiedy jeden ze stażystów wszedł do pomieszczenia, zabierając z biurka jakieś dokumenty. Przez cały czas obserwował go, chociaż raczej spojrzeniem wyczekującym, aż ten wreszcie zrobi co miał i sobie pójdzie, niż tym jawnie niechętnym. - Nie jestem w stanie przepowiedzieć przyszłości, ale to co widzę teraz... - mówił nie tylko o plotkach czy nastrojach na korytarzach ministerstwa, ale też o tym co podpowiadało mu jego trzecie oko. - Jestem tego pewien. Chciałbym się mylić, albo przynajmniej by ta wspomniana burza była zaledwie lekkim deszczem. Jeśli ktoś chce wyrażać swoje poglądy - niech to robi. Ale nie w sposób, który dostarczałby mi dodatkowej ilości pracy, kiedy mogę wspinać się na pal z wiankiem jakiejś ładnej dziewczyny.
Początkowo jego słowa brzmiały poważnie, a jego spojrzenie skierowane było raczej w filiżankę i jej zawartość, niż na samą Cynthię. Martwił się, bo nawet jeśli lubił znajdować się w środku akcji, nie znaczyło to że lubił wracać z nich prosto na łóżko w sali Munga. Wolał pozostać żywy, nic więcej. Z czasem jednak jego głos rozluźnił się, szczególnie na koniec, gdzie wyraźnie przybrał żartobliwy, może nawet nieco zaczepny ton, co szło w parze ze spojrzeniem, które też uniosło się, zaczepiając w błękitnych oczach kobiety.
Kiedy Atreus był młodszy, szczególnie będąc w szkole, bardzo podobały mu się dziewczyny, które wydawały się idealne. Ładne buzie, które kryły mniej więcej tyle samo, co pokazywały. Z czasem jednak to właśnie te drobne rysy i pęknięcia zaczęły go przyciągać, jakby podświadomie czuł, że samo bycie idealną mu nie wystarczy. Może dlatego to właśnie z Elaine się zaręczył - gdyby była idealną, pozbawioną pęknięć panną, nawet nie znalazłaby się w okolicach stolika do kart. Nie wspominając już o tym, że zdecydowałaby się podjąć jego wyzwanie, a kiedy przegrała - nie brnęła by w to dalej. To, jak ich relacja prezentowała się na dzień dzisiejszy, nie miało wiele do rzeczy, jednak Bulstrode zawsze z pewną satysfakcją myślał o tym, jak znaleźli się tak blisko siebie i jak zaintrygowany był nią, kiedy rozkładali karty. Wciąż gonił za tym uczuciem - za poczuciem zaskoczenia, za którym podążała satysfakcja.
Atreus wyprostował się nieco, wyraźnie zadowolony, że takie właśnie wrażenie na niej sprawiał. Tak było, takie były fakty - jak to się mówiło. Co prawda, niektórzy uważali to za wadę, albo przynajmniej cechę, która nieco utrudniała mu pracę w ministerstwie, szczególnie te aspekty, które koncentrowały się na dokumentacji. Na szczęście jednak, posiadał nadgorliwego brata, który siedział w biurze.
Miło było widzieć tę odrobinę niepewności, czy może zawahania. Cokolwiek to tak naprawdę było, nawet jeśli cieżkie do jasnego określenia, Bulstrode czuł odrobinę satysfakcji w tym, że wyłapał i doświadczył odrobiny naturalności z jej strony. Wyraz jego twarzy nie zmienił się jednak, jakby aż za dobrze rozumiał istotność tych drobnych momentów, kiedy opadała maska i może zwyczajnie nie chciał jej płoszyć. Nie chciał, by żałowało nawet odrobiny szczerości.
- Zawsze lubiłem Beltane - na nowo rozparł się wygodnie w fotelu, podsuwając sobie do ust filiżankę i upijając z niej nieco. - Trywialne określenie, wiem, ale jest coś przyjemnego w tym całym szukaniu miłości i jej rytuałach. Wchodzenie na pal zawsze wydawało mi się dość zabawne, nie mówiąc o tym, że wreszcie robi się ciepło, nie to co na Ostarze. Szukanie miłości, zapomnienia czy oddawanie honoru tradycji... nigdy nie będę miał nic do tego. Do wyrażania poglądów... też. - zawahał się nieco, jakby przez moment zastanawiając się nad tym co mówił. Zamilkł też, kiedy jeden ze stażystów wszedł do pomieszczenia, zabierając z biurka jakieś dokumenty. Przez cały czas obserwował go, chociaż raczej spojrzeniem wyczekującym, aż ten wreszcie zrobi co miał i sobie pójdzie, niż tym jawnie niechętnym. - Nie jestem w stanie przepowiedzieć przyszłości, ale to co widzę teraz... - mówił nie tylko o plotkach czy nastrojach na korytarzach ministerstwa, ale też o tym co podpowiadało mu jego trzecie oko. - Jestem tego pewien. Chciałbym się mylić, albo przynajmniej by ta wspomniana burza była zaledwie lekkim deszczem. Jeśli ktoś chce wyrażać swoje poglądy - niech to robi. Ale nie w sposób, który dostarczałby mi dodatkowej ilości pracy, kiedy mogę wspinać się na pal z wiankiem jakiejś ładnej dziewczyny.
Początkowo jego słowa brzmiały poważnie, a jego spojrzenie skierowane było raczej w filiżankę i jej zawartość, niż na samą Cynthię. Martwił się, bo nawet jeśli lubił znajdować się w środku akcji, nie znaczyło to że lubił wracać z nich prosto na łóżko w sali Munga. Wolał pozostać żywy, nic więcej. Z czasem jednak jego głos rozluźnił się, szczególnie na koniec, gdzie wyraźnie przybrał żartobliwy, może nawet nieco zaczepny ton, co szło w parze ze spojrzeniem, które też uniosło się, zaczepiając w błękitnych oczach kobiety.