02.08.2023, 21:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.09.2023, 09:09 przez Morgana le Fay.)
Czy gest okazujący wsparcie nie był taki znowu potrzebny? Trudno powiedzieć. Wydawało się, że się trzymała, nie wylewała rzęsistych łez, ale nie oznaczało to, bynajmniej, że znosiła sytuację szczególnie dobrze. Zwłaszcza że w głowie miała te cholerne wspomnienia, wspomnienia, które mogła przypisać do tylko jednej osoby.
Bo tylko jedna osoba była bratem Jeremiaha, jedna osoba ojcem Lucy. Danielle. Tak że nie dość, że straciła krewnego, to jeszcze znajdowała się w tej dziwnej sytuacji, że jednocześnie najwyraźniej z jakiegoś powodu miała te przebłyski przeszłości. I może pół biedy, gdyby z nimi szedł jedynie „obraz”, ale z niezrozumiałych dla niej powodów wszystko widziała i czuła tak, jakby naprawdę się tam znajdowała.
W każdym razie: trzymała się, przynajmniej „na zewnątrz”. Musiała się trzymać, jak sobie wmawiała raz po raz. I trwała na swym miejscu, niczym na posterunku, po części pogrążając się w myślach, a także słuchając przemówień, ze ściśniętym boleśnie gardłem.
I choć wspomnienie bójkach (oraz również i jej matce) wywołało bardzo blady uśmiech, to jednak… w tym wszystkim dotknęła ją smutna refleksja – Derwin nie był pierwszym dzieckiem, które przeżył Godryk. Było ich troje, zostało jedno… Co musiał przeżywać dziadek? Prawdopodobnie nawet nie była w sobie w stanie tego sobie wyobrazić.
Naoise. Lucy. Wspomnienie sprzed paru dni praktycznie znowu stanęło przed oczyma Mavelle, tak bardzo kontrastując z tym, że teraz żegnali jego właściciela. Przywitanie nowego życia i żegnanie innego, zdawało się to nierozerwalnie splatać. Lucy – znaczy światło. Maleńka, delikatna Lucy – teraz dorosła. Do zobaczenia kiedyś.
O ile będzie jakieś kiedyś, bo skoro miała te wspomnienia, to co to oznaczało dla ducha Derwina…? Wbiła spojrzenie w zdjęcie wujka, czując, jak robi się jej jeszcze zimniej niż i tak już było. Tyle że ten chłód był podszyty swego rodzaju zaciekłością.
Bo ta śmierć nie powinna się była wydarzyć. Ta i wiele innych. Winni? Tego głównego dało się wskazać palcem bez wahania. Tylko czy uda się wymierzyć sprawiedliwość…?
Chciała wierzyć, że tak.
Choćby to miało oznaczać przekroczenie granic.