02.08.2023, 21:41 ✶
Słuszna uwaga, jeżeli chodzi o zachowania arystokratów, którzy mimo swojego bogactwa, nie potrafili się odpowiednio zachowywać i godnie prezentować siebie, gdziekolwiek by nie byli. Co pokolenie, spojrzenia na przyszłość i tradycje rodzinne, zmieniały się. Część została zachowana lub włączana w przyszłe zmiany, ale dziedzictwa się nie zapomina. Tego, czego uczy się o historiach rodów. Tego, co wyniesie się ze swojego domu. Luksus pozwalał na więcej, ale niektórym odbierał nawet rozum. Sławne powiedzenie, jest cały czas aktualne: „Jak Cię widzą, tak Cię piszą”.
Nicholas przesiedziałby tę ciszę, a najlepiej wymknął się do swojego mieszkania. To jednak herbata zaparzona, nie mogła szybciej ostygnąć, jeżeli nie użyłoby się magii. Nie kulturalnie byłoby także siedzieć w milczeniu z kobietą, która okazała odrobinę pomocy. Neutralnym gruntem tematu do rozmowy była ich praca zawodowa. Cynthia jednak wykazywała nadal troskę o jego stan zdrowia. Podobnie jak matka.
- Mogę się z tym zgodzić.
Przytaknął na potwierdzenie jej słów, z lekkim ale też nie wyrażającym żadnych emocji uśmiechu. Pomimo nie wyrażania się otwarcie w słowach, a pozostając w analizie umysłowe, zdecydowanie zgadzali się w wielu dziedzinach. Włączając także to, że oboje opanowali nekromancję. Sprawdzili się na swoich stanowiskach, które otwiera im drogę na wyższe szczebla w hierarchii ich wydziału.
Yaxley nie lubił sobą czegokolwiek wyrażać. Nawet w mowie ciała starał się być obojętny. Wyrażać bez emocjonalnie, stanowiąc cały czas dla rozmówcy tajemniczość. Z drugiej strony nie lubił za bardzo ciekawskich osób, które próbowałby cokolwiek z niego wyczytać.
Panna Flint zgodziła się z jego słowami na temat godzin pracy. Jej odpowiedź była zapewniająca, że ma podobne spojrzenie odnośnie godzin pracy i ich nadgodzin. Właśnie teraz, nabijali licznik pijąc herbatą. Nicholas dawno powinien być u siebie, a czy Cynthia także?
Mężczyzna sięgnął ponownie po swoją filiżankę i upił łyk herbaty, zaraz po tym, jak zapytał o cenę za jej pomoc. Cynthia zapewniła, że niczego w zamian nie chce, ale zdawała się rozumieć system wymiany. W jej słowach brzmiała chęć udzielenia pomocy, choćby dla dobra obu rodzin. Ich ojcowie się przyjaźnili. Więc zapewne liczyli na coś więcej wobec ich dzieci, chcąc ich połączyć. Wzmocnić więzi rodzinne. Jeden miał trzech synów i córkę, drugi córkę i syna, bliźniaków.
Pani Koroner nie odpuszczała i chcąc pomóc Yaxleyowi, dociekała, co dręczy go w problemach zdrowotnych. Co chciałby zmienić? Choroba była jedynym jak na razie utrapieniem dla niego.
Westchnął.
- Nie lubię za bardzo o tym rozmawiać.
Odparł, odstawiając filiżankę na talerzyk. Podniósł swoje niebieskie oczy na jej oblicze.
- Zmagam się chorobą genetyczną. Dzięki odpowiednim eliksirom, mogę normalnie funkcjonować, ale działają tylko na parę tygodni czy miesięcy. Ten krwotok z nosa, to wstępne objawy.
Spojrzał na ubrudzoną chusteczkę, po czym znów na pannę Flint. Czy po usłyszeniu tego, będzie miała odpowiednią recepturę ziół, która mu w jakimś stopniu pomoże?
Nicholas przesiedziałby tę ciszę, a najlepiej wymknął się do swojego mieszkania. To jednak herbata zaparzona, nie mogła szybciej ostygnąć, jeżeli nie użyłoby się magii. Nie kulturalnie byłoby także siedzieć w milczeniu z kobietą, która okazała odrobinę pomocy. Neutralnym gruntem tematu do rozmowy była ich praca zawodowa. Cynthia jednak wykazywała nadal troskę o jego stan zdrowia. Podobnie jak matka.
- Mogę się z tym zgodzić.
Przytaknął na potwierdzenie jej słów, z lekkim ale też nie wyrażającym żadnych emocji uśmiechu. Pomimo nie wyrażania się otwarcie w słowach, a pozostając w analizie umysłowe, zdecydowanie zgadzali się w wielu dziedzinach. Włączając także to, że oboje opanowali nekromancję. Sprawdzili się na swoich stanowiskach, które otwiera im drogę na wyższe szczebla w hierarchii ich wydziału.
Yaxley nie lubił sobą czegokolwiek wyrażać. Nawet w mowie ciała starał się być obojętny. Wyrażać bez emocjonalnie, stanowiąc cały czas dla rozmówcy tajemniczość. Z drugiej strony nie lubił za bardzo ciekawskich osób, które próbowałby cokolwiek z niego wyczytać.
Panna Flint zgodziła się z jego słowami na temat godzin pracy. Jej odpowiedź była zapewniająca, że ma podobne spojrzenie odnośnie godzin pracy i ich nadgodzin. Właśnie teraz, nabijali licznik pijąc herbatą. Nicholas dawno powinien być u siebie, a czy Cynthia także?
Mężczyzna sięgnął ponownie po swoją filiżankę i upił łyk herbaty, zaraz po tym, jak zapytał o cenę za jej pomoc. Cynthia zapewniła, że niczego w zamian nie chce, ale zdawała się rozumieć system wymiany. W jej słowach brzmiała chęć udzielenia pomocy, choćby dla dobra obu rodzin. Ich ojcowie się przyjaźnili. Więc zapewne liczyli na coś więcej wobec ich dzieci, chcąc ich połączyć. Wzmocnić więzi rodzinne. Jeden miał trzech synów i córkę, drugi córkę i syna, bliźniaków.
Pani Koroner nie odpuszczała i chcąc pomóc Yaxleyowi, dociekała, co dręczy go w problemach zdrowotnych. Co chciałby zmienić? Choroba była jedynym jak na razie utrapieniem dla niego.
Westchnął.
- Nie lubię za bardzo o tym rozmawiać.
Odparł, odstawiając filiżankę na talerzyk. Podniósł swoje niebieskie oczy na jej oblicze.
- Zmagam się chorobą genetyczną. Dzięki odpowiednim eliksirom, mogę normalnie funkcjonować, ale działają tylko na parę tygodni czy miesięcy. Ten krwotok z nosa, to wstępne objawy.
Spojrzał na ubrudzoną chusteczkę, po czym znów na pannę Flint. Czy po usłyszeniu tego, będzie miała odpowiednią recepturę ziół, która mu w jakimś stopniu pomoże?