Do momentu w którym opuścili bezpiecznie polane wraz z Saurielem nie wierzył, że im się to uda. Przecież ich plan był wymyślony na prędce, żył własnym życiem i rozwijał się wraz z biegiem wydarzeń. Nie wspominając o próbie zabicia kolejnego funkcjonariusza ministerstwa, która zakończyła by się dla nich tragicznie gdyby nie fakt, że do większej walki nie doszło. Co więcej, Borgin został nagle bohaterem - przynajmniej według Fincha - pomimo, że się nim nie czuł... No bo tak koncertowo spierdolić tyle rzeczy to chyba zasługuje się na tytuł fajtłapy, a nie bohatera w Twoim domu.
Na całe szczęście mieli jakąś bezpieczną ostoję, miejsce gdzie mogą dojść do siebie po tym... No właśnie, po czym? To było dobre pytanie nad którym można byłoby się zastanawiać i pół nocy. Nie było na to czasu - ból dawał się we znaki, a zielona pulpa, która nadal tkwiła na nodze Stanleya, nie pomagała zbyt wiele. Jej największą wadą był brak zalet.
Kiedy usiadł na fotelu, odsapnął z ulgą. Od razu jednak oparł twarz o swoją dłoń - Wołaj Johna. Gdzieś tu powinien być - zalecił przyjacielowi i nie był to wcale rozkaz. Teraz nie sadzili ogórków, a tym samym Stanley nie był kierownikiem robót. Byli niczym równy z równym, chyba żeby wziąć pod uwagę czyn Rookwooda - wtedy rzeczywiście czarnowłosy był poziom wyżej nad Borginem - Powiedz mu, że Vulturis go potrzebuje. Będzie wiedział co to oznacza - dodał po chwili, cedząc przez zęby. Z doktorkiem znał się nie od dziś. Współpracowali już jakiś czas i jego lekarski kompan powinien raczej wiedzieć jak wygląda ich kooperacja. Dopóki działają wspólnie i Austriak jest użyteczny to może żyć dalej, nie przejmując się niczym... No ale byłaby straszna szkoda gdyby nagle przestał być potrzebny... Czyż nie?
- Corvus stracił różdżkę... - poinformował Sauriela kiedy ten wspomniał o swoim znalezisku. Stanley zdawał sobie sprawę, że usłyszą to wszyscy ale czy zmieniało to cokolwiek? Raczej nie - po prostu będzie musiał kupić nową, okraść kogoś lub wygrać tę zdobyczną od Pardusa.
Korzystając z chwili wytchnienia, rozejrzał się po pomieszczeniu. Borgin dotarł tutaj przecież bardzo późno, a większość z poszkodowanych wyglądała jakby jeszcze nie otrzymała pomocy. Czy to oznaczało, że poszło im tak źle i było tylu rannych po ich stronie? A może to ich 'zaufani' lekarze nie spisywali się tak jak powinni? Bardzo dużo pytań, a mało odpowiedzi. Z drugiej strony Vulturisa ciekawiła statystyka osób, które podobnie jak on, zostały zostawione na pastwę losu i ministerstwa w lesie. W końcu nie każdy z nich mógł polegać na takim Saurielu.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972