Norka siedziała gdzieś z tyłu. Wpatrzona była w przód kaplicy, gdzie znajdowali się jej przyjaciele. Było jej przykro. Okropnie przykro, że znaleźli się w takiej sytuacji. W końcu ojciec Danielle zginął przez to, że jacyś fanatycy postanowili przejąć władzę nad czarodziejskim światem. Dla nich liczyła się krew, czysta była najważniejsa, tyle, że Derwin należał do tej grupy czarodziejów. Jak widać to nie wystarczyło, niby dla nich najistotniejsze, a gdy przychodziło, co do czego, to nie miało żadnego znaczenia. Tacy właśnie byli śmierciożercy. Nie wiadomo czym do końca się kierowali - właściwie ślepo podążali za swoim panem. Z dnia na dzień panna Figg nienawidziła ich coraz bardziej. Przez nich spokojne życie, jakie wiedli do tej pory zaczęło się sypać.
Panna Figg zauważyła w tłumie wielu aurorów i brygadzistów, nie było w tym nic dziwnego, w końcu ojciec Danielle od lat pracował dla ministerstwa. Miał wielu przyjaciół, którzy go otaczali, a miała wrażenie, że w kaplicy znaleźli się sami najbliżsi. Rozpoznawała większość twarzy, niewielu obcych znalazło się w tym tłumie.
Gdy Godryk zabrał głos odetchnęła głęboko. Nie umiała sobie wyobrazić, jakie musiało to być dla niego trudne. Przecież chował swojego własnego syna. Na samą myślo tym, że mogłaby stracić Mabel czuła ogromny lęk. Derwin powinien przeżyć jeszcze wiele lat, zobaczyć wnuki, rozpieszczać je, zaprowadzić swoje córki do ołtarza, tyle spraw na niego czekało. Z dnia na dzień jednak pożegnał się z tym światem. Nie odrywała wzroku od nestora rodu, który żegnał swojego syna.
Tuż po Godryku głos przejął Erik. Norce zrobiło się jakoś tak ciężej na żołądku, kiedy go zobaczyła. Miała ochotę podejść bliżej, był w końcu jej najlepszym przyjacielem, pocieszyć go, chociaż wiedziała, że żadne słowa w tym momencie nie będą w stanie pomóc. Obserwowała więc jedynie z daleka Longbottoma, kiedy przemawiał. Może później zdąży z nim zamienić słówko, lub dwa.
Nie opuszczała wzroku nawet na moment, słuchała uważnie również tego, co miała do powiedzenia Lucy, chociaż akurat ją najmniej znała z całej rodziny Longbottom, współczuła jej ogromnie straty ojca.