03.08.2023, 01:42 ✶
Patrick przytaknął odruchowo. Zmrużył oczy skupiając spojrzenie na tańczącej smudze światła, która przez okno dostawała się do kawalerki, zahaczała o fotel, na którym siedziała Mavelle, muskała ją i sunęła ku podłodze, by zniknąć w cieniu.
Bones była ładna, ale w tej chwili Steward patrzył na nią jak na chwilową inspirację. Wyglądała ciekawie, wygodnie zwinięta na fotelu, z twarzą pełną zniecierpliwienia i niepokoju i tańczącymi promieniami słońca we włosach.
Znowu sięgnął po kubek z herbatą. Nie smakowała już popiołem.
- Mhm. Usłyszałem jego szept. Jak radę – wyjaśnił wprost. – Tak. Wtedy jak do mnie podeszła, powiedziała mi, że może przydać mi się młotek albo coś innego, czym warto to rozbić – przypomniał.
Rada kobiety nawet teraz wydawała mu się absurdalna. Dopiero w połączeniu z limbo, z kamieniem z kosmosu, z Lordem Voldemortem czerpiącym z mocy ognisk, nagle nabrała sensu. Ciekawe, czy Szeptucha wiedziała już podczas Ostary? A jeśli wiedziała to czy ich losy były od dawna zapisane w jakiejś wielkiej księdze?
- Nie znam się na opętaniach, ale nie zachowujesz się jakoś inaczej niż zazwyczaj – zauważył, łagodniejszym tonem. – No i pamiętasz tamten dziwny moment, gdy… gdy… gdy zaproponowano nam śmierć? – zapytał powoli. Tak, zdawał sobie sprawę z tego, jak absurdalnie brzmiały jego słowa. – Najpierw wydawało mi się, że zaczynam zapominać kim jestem a potem jakbym zaczął pamiętać zbyt wiele. Może to w ogóle żadne duchy tylko pozostałość po odrzuceniu śmierci? – zaryzykował. – Stałaś w innym miejscu niż ja, więc… - …więc może na ciebie podziałało to bardziej?
Spojrzenie Patricka stwardniało, gdy Mavelle zapytała o drugą osobę. Pokręcił głową, jeszcze zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
- Nie – rzucił ostrzej niż początkowo zamierzał. Nie chciał straszyć Bones, po prostu myśl, że miałby przywlec z limbo jakąkolwiek cząstkę ojca była odrażająca. – Przepraszam. Po prostu nie czuję, żeby było ze mną cokolwiek nie w porządku. Poza tym, że jestem zimny i nadal nie rozumiem co nam się właściwie przytrafiło. Ale spotkanie we czwórkę może mieć sens – zgodził się po chwili. – Moglibyśmy nawet całą grupą wybrać się do Sebastiana.
Oczyma wyobraźni już widział malujący się na twarzy McMillana zachwyt, gdy wparują do jego kanciapy. I bez ich obecności było mu zawsze zimno. Patrick zdusił w głowie nieprzyjemną myśl, która go nagle poraziła.
Bones była ładna, ale w tej chwili Steward patrzył na nią jak na chwilową inspirację. Wyglądała ciekawie, wygodnie zwinięta na fotelu, z twarzą pełną zniecierpliwienia i niepokoju i tańczącymi promieniami słońca we włosach.
Znowu sięgnął po kubek z herbatą. Nie smakowała już popiołem.
- Mhm. Usłyszałem jego szept. Jak radę – wyjaśnił wprost. – Tak. Wtedy jak do mnie podeszła, powiedziała mi, że może przydać mi się młotek albo coś innego, czym warto to rozbić – przypomniał.
Rada kobiety nawet teraz wydawała mu się absurdalna. Dopiero w połączeniu z limbo, z kamieniem z kosmosu, z Lordem Voldemortem czerpiącym z mocy ognisk, nagle nabrała sensu. Ciekawe, czy Szeptucha wiedziała już podczas Ostary? A jeśli wiedziała to czy ich losy były od dawna zapisane w jakiejś wielkiej księdze?
- Nie znam się na opętaniach, ale nie zachowujesz się jakoś inaczej niż zazwyczaj – zauważył, łagodniejszym tonem. – No i pamiętasz tamten dziwny moment, gdy… gdy… gdy zaproponowano nam śmierć? – zapytał powoli. Tak, zdawał sobie sprawę z tego, jak absurdalnie brzmiały jego słowa. – Najpierw wydawało mi się, że zaczynam zapominać kim jestem a potem jakbym zaczął pamiętać zbyt wiele. Może to w ogóle żadne duchy tylko pozostałość po odrzuceniu śmierci? – zaryzykował. – Stałaś w innym miejscu niż ja, więc… - …więc może na ciebie podziałało to bardziej?
Spojrzenie Patricka stwardniało, gdy Mavelle zapytała o drugą osobę. Pokręcił głową, jeszcze zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
- Nie – rzucił ostrzej niż początkowo zamierzał. Nie chciał straszyć Bones, po prostu myśl, że miałby przywlec z limbo jakąkolwiek cząstkę ojca była odrażająca. – Przepraszam. Po prostu nie czuję, żeby było ze mną cokolwiek nie w porządku. Poza tym, że jestem zimny i nadal nie rozumiem co nam się właściwie przytrafiło. Ale spotkanie we czwórkę może mieć sens – zgodził się po chwili. – Moglibyśmy nawet całą grupą wybrać się do Sebastiana.
Oczyma wyobraźni już widział malujący się na twarzy McMillana zachwyt, gdy wparują do jego kanciapy. I bez ich obecności było mu zawsze zimno. Patrick zdusił w głowie nieprzyjemną myśl, która go nagle poraziła.