03.08.2023, 10:20 ✶
Darcy nie był – jeszcze, a może nigdy nie miał – być tak odważny czy bezczelny, jak jego kuzynka, która w dalekiej przyszłości będzie wydobywać informacje za pomocą obliviate czy veritaserum. Choć więc bardzo chętnie dowiedziałby się sporo o tych rzeczach, o których Lestrange nie chciała mówić, nie zamierzał próbować. Zresztą – informacji tajnych z ministerstwa ostatecznie się tutaj nie spodziewał, a sami rodzice Victorii nie wydawali się mu specjalnie interesujący. Och, Helga Gossip mogła opisywać suknię pani Lestrange albo spekulować, czy pan Lestrange ma romans ze stażystką w Mungu, ale to były drobiazgi, a tutaj chodziło o coś więcej.
- Oczywiście, to zrozumiałe. Zdaję sobie sprawę z tego, że temat jest delikatny – zapewnił, kiedy Victoria wspomniała, że po prostu nie odpowie, jeżeli uzna, że odpowiedzi nie powinna udzielać. Jego to już głowa w tym, aby wyciągnąć z niej jak najwięcej.
Przyjął od skrzatki szklankę z wodą. Skrzata już im zazdrościł. W ich domu gotowała głównie matka, a nie była najlepszą gospodynią. Prasować i prać, wprawdzie za pomocą magii, ale wciąż – musiał osobiście i bardzo go drażniło. Dlatego odprowadził istotę zaciekawionym spojrzeniem, nim zwrócił spojrzenie z powrotem na Victorię. Patrzył uważnie, bardzo starając się, aby było jasne, że to ona i jej historia mają całą uwagę.
- Przyznam, że zrobiłem wstępny wywiad. Zarówno odnośnie Polany Ognisk, jak i… pani – zaczął. Taka szczerość zdaniem Darcy’ego mogła się mu opłacić. Przecież było jasne, że był na Polanie Ognisk, skoro pisał o tym artykuły, ba, w jednym zamieścił własne zdjęcie z ranną (w swej pysze nie brał pod uwagę, że na to zdjęcie wcale nie zwrócił uwagi cały świat czarodziejów). I że wiedział, co nieco o Zimnych, skoro się tutaj pojawił. Nie zdradzał więc tajemnic. Ale chciał zapozować na kogoś, kto gra w otwarte karty, próbując dotrzeć do prawdy. A może nawet do Prawdy. – Rozmawiałem z Brygadzistami, którzy walczyli podczas Beltane. Opowiadali mi o ataku, o ofiarach, o tajemniczym wietrze. I z uzdrowicielami, w ręce któryś trafiła pani i pańscy towarzysze. Oni wspominali, że byli państwo w dość ciężkim stanie.
To znaczy tych drugich podsłuchiwał. Słuch Skeeterów był naprawdę nieźli. Oni szeptali za ścianą namiotu, a on całkiem nieźle ich słyszał.
– Była pani w Slytherinie. Tak jak ja zresztą – stwierdził, uśmiechając się do niej przelotnie. Pióro notowało już – na razie jego wypowiedzi, by te Victorii nie były zawieszone w próżni. – Takich jak my nie kojarzy się zwykle z bohaterstwem, a jednak walczyła pani ze śmierciożercami i, jeśli wierzyć opowieściom, nawet Z Tym, Którego Imienia Nie Można Wymawiać. Jeśli pani pozwoli, chciałbym zacząć właśnie od Polany Ognia. Od momentu, w którym rozpoczął się atak. Proszę mi opowiedzieć, jak to wyglądało z pani perspektywy.
- Oczywiście, to zrozumiałe. Zdaję sobie sprawę z tego, że temat jest delikatny – zapewnił, kiedy Victoria wspomniała, że po prostu nie odpowie, jeżeli uzna, że odpowiedzi nie powinna udzielać. Jego to już głowa w tym, aby wyciągnąć z niej jak najwięcej.
Przyjął od skrzatki szklankę z wodą. Skrzata już im zazdrościł. W ich domu gotowała głównie matka, a nie była najlepszą gospodynią. Prasować i prać, wprawdzie za pomocą magii, ale wciąż – musiał osobiście i bardzo go drażniło. Dlatego odprowadził istotę zaciekawionym spojrzeniem, nim zwrócił spojrzenie z powrotem na Victorię. Patrzył uważnie, bardzo starając się, aby było jasne, że to ona i jej historia mają całą uwagę.
- Przyznam, że zrobiłem wstępny wywiad. Zarówno odnośnie Polany Ognisk, jak i… pani – zaczął. Taka szczerość zdaniem Darcy’ego mogła się mu opłacić. Przecież było jasne, że był na Polanie Ognisk, skoro pisał o tym artykuły, ba, w jednym zamieścił własne zdjęcie z ranną (w swej pysze nie brał pod uwagę, że na to zdjęcie wcale nie zwrócił uwagi cały świat czarodziejów). I że wiedział, co nieco o Zimnych, skoro się tutaj pojawił. Nie zdradzał więc tajemnic. Ale chciał zapozować na kogoś, kto gra w otwarte karty, próbując dotrzeć do prawdy. A może nawet do Prawdy. – Rozmawiałem z Brygadzistami, którzy walczyli podczas Beltane. Opowiadali mi o ataku, o ofiarach, o tajemniczym wietrze. I z uzdrowicielami, w ręce któryś trafiła pani i pańscy towarzysze. Oni wspominali, że byli państwo w dość ciężkim stanie.
To znaczy tych drugich podsłuchiwał. Słuch Skeeterów był naprawdę nieźli. Oni szeptali za ścianą namiotu, a on całkiem nieźle ich słyszał.
– Była pani w Slytherinie. Tak jak ja zresztą – stwierdził, uśmiechając się do niej przelotnie. Pióro notowało już – na razie jego wypowiedzi, by te Victorii nie były zawieszone w próżni. – Takich jak my nie kojarzy się zwykle z bohaterstwem, a jednak walczyła pani ze śmierciożercami i, jeśli wierzyć opowieściom, nawet Z Tym, Którego Imienia Nie Można Wymawiać. Jeśli pani pozwoli, chciałbym zacząć właśnie od Polany Ognia. Od momentu, w którym rozpoczął się atak. Proszę mi opowiedzieć, jak to wyglądało z pani perspektywy.