Maj, zazwyczaj wzbudzał same pozytywne emocje. Wiosna na dobre mogła się rozgościć, promienie słoneczne świeciły coraz mocniej, chciało się żyć. W tym roku było jednak inaczej. Beltane, które miało rozpocząć ten pozytywny czas w roku przebiegło zupełnie inaczej. Niespodziewanie. Poplecznicy Voldemorta spowodowali, że to święto nie będzie kojarzyło się ciepło. Wielu czarodziejów straciło życia. Musieli jakoś się odnaleźć w tym wszystkim po tych wydarzeniach, nie było to łatwe.
Norka dostała krótką informację o miejscu spotkania, w którym miała znaleźć Brennę. Oczywiście zamierzała się tam pojawić. Mimo tego, że pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu. Deszczowy poranek raczej wzbudzał niechęć do jakichkolwiek aktywności. Miała świadomość, że przyjaciółka wybrała ten termin nie bez powodu, sobotnie poranki zazwyczaj były najspokojniejsze. Figg miała ręce pełne roboty, szczególnie, że podczas wichury straciła swojego najwierniejszego towarzysza - Salema. Był członkiem jej rodziny, nie miała jednak zbyt wiele czasu, aby pozwolić sobie na żałobę. Musiała pracować, taki był już los samotnej przedsiębiorczyni. Łapała się na tym, że nadal uwzględniała kota w swoich planach, w końcu był on również jej oparciem w pracy, odczuwała jego brak nawet w tej dziedzinie. Powinna poszukać nowych pracowników, jednak jakoś nie miała do tego głowy, a ból po stracie Salema mogła zagłuszyć pracą. Nie miała wtedy czasu na rozpamiętywanie wszystkiego, musiała się skupić na tym, co było tu i teraz.
Ubrana w fioletową sukienkę opuściła klubokawiarnię, zostawiła ją zamkniętą. Nic się nie stanie jeśli raz otworzy później. Zaopatrzona w dużą parasolkę wyruszyła do miejsca docelowego. Małą Mabel podrzuciła na weekend do Doliny, do swoich rodziców, żeby nie nudziła się w cukierni.
Weszła do środka knajpki, o której wspominała Brenna. Rozejrzała się po wnętrzu. Było tutaj raczej pusto, niewiele osób znajdowało się w środku. Nie ma się co dziwić, pogoda była naprawdę okropna.
Dostrzegła Brennę od razu i skierowała się ku niej. Wiedziała, że mają wiele do omówienia, a ostatnio nie było jakoś na to czasu. Zbyt wiele się wydarzyło, każdy pędził, aby jakoś uporządkować niełatwą rzeczywistość. - Cześć Słońce. - Powiedziała spokojnym tonem na przywitanie nim usiadła na przeciwko przyjaciółki. - Dobrze widzieć, że coś jesz. - Bała się, że przez natłok spraw Longbottomówna może zapomnieć o jedzeniu.