Uśmiechnęła się do przyjaciółki na tyle, na ile potrafiła. Brakowało w niej tej radości, którą zazwyczaj emanowała. Wydarzenia związane z Beltane pozostawiły na jej osobie trwały ślad. Zresztą myślała, że umrze. Kiedy ten wiatr uniósł ją w powietrze, była niemal pewna, że to już koniec, że odejdzie stąd na zawsze, że Mabel zostanie sama, a ona zamieni się w proch. Tak się jednak nie stało. Los chciał, żeby nadal stąpała po tym świecie, mimo tego, że wielu innych nie miało tyle szczęścia. Do tego to, co wydarzyło się później, ten mężczyzna, który umarł na jej oczach, po tym jak wsadziła mu wianek na głowę... Ten widok wracał do niej gdy tylko zamykała oczy. Nora Figg raczej nie przywykła do takich sytuacji. Później znalazła Salema, jakby to wszystko, co się jej przydarzyło nie było wystarczającą serią niefortunnych zdarzeń. Każdy przeżywał swoje tragedie, może dla jednych nie były one wcale takie dramatyczne, jednak dla panny Figg to było naprawdę wiele. Szczególnie, że jej życie należało raczej do tych spokojnych.
- Zmokłaś trochę. - Skomentowała jeszcze, gdyby Brenna przypadkiem tego nie zauważyła. - Jeszcze się przeziębisz. - Nie dało się ukryć, że Norka była typową matką. Najchętniej zaopiekowałaby się wszystkimi, których znała.
- Po prostu się martwię, nie wpadasz już tak często na pączki, bałam się, że zupełnie przestałaś jeść. - Miała świadomość, że dużo się dzieje. Brenna musiała mieć ręce pełne roboty po tej masakrze. Do tego jej wuj zginął, zapewne szukali teraz tego, kto go zabił. Rozumiała to, że miała dla niej mniej czasu, nie wymagała tego, żeby ją często odwiedzała, choć trochę brakowało jej obecności przyjaciółki.
- Wiem Brenn, musicie posprzątać ten cały syf, który wydarzył się w Beltane. Mam nadzieję, że znajdziecie tych skurwysynów. - Spoglądała na Longbottom uważnie. Rzadko kiedy przeklinała, widać było więc, że coś się w niej zmieniło. Może dopiero po tym ataku zrozumiała na co tak naprawdę stać popleczników Voldemorta. Wiedziała, że są niebezpieczni, nie sądziła jednak, że będą chcieli zaatakować również swoich - w końcu czystokrwiści również byli na sabacie.
- Jakoś idzie, bywało lepiej, ale sama wiesz. - Co mogła jej bowiem powiedzieć? Że jest chujowo, że wszystko się posypało, że próbowała jakoś odnaleźć się w tej rzeczywistości, ale szło jej to niezbyt dobrze? Że nie mogła spać, że się bała, bała się, że przyjdą po nią i Mabel. Nie mogła się tym podzielić, musiała być silna, jak zawsze, jakoś to będzie. - Jak się trzyma Dani? - Wolała zapytać o to Brennę, trochę się bała, że mogłaby przy Danielle powiedzieć coś nie tak, w końcu to ona przeżyła jeszcze większą stratę od niej.