Znalazły się w cukierni. Miejscu, w którym czuła się faktycznie bezpieczna, wiedziała, że tutaj nikt jej nie skrzywdzi, że wreszcie może odetchnąć. Wolałaby, aby nikt z tutaj obecnych nie wiedział o tym, co się jej przydarzyło. Wiedziała, że Avelina jej nie wyda - dlatego też cieszyła się, że to właśnie ona ją znalazła. Zależało jej na tym, aby ta informacja nie dotarła do Salema - kot mógłby niepotrzebnie to rozdmuchać i zaangażować w to wszystkich jej przyjaciół. Bardzo dobrze znała jego możliwości, naprawdę doceniała troskę, tyle, że czasem była zupełnie niepotrzebna.
Spojrzała na kuzynkę, wolała aby ona posiedziała i była gościem, jednak może faktycznie był to odpowiedni moment na to, aby przejęła pałeczkę? - Jasne, czuj się jak u siebie w domu, Salem Ci wszystko pokaże, prawda? - Przeniosła spojrzenie na kota, jakby oczekiwała od niego potwierdzenia, które otrzymała.
Sama zaś usiadła przy ladzie, tym razem od strony klienta. Na całe szczęście w klubokawiarni było niemalże pusto, nie musiała się przejmować kolejką.
Mabel podbiegła do Ave z entuzjazmem i wpadła jej w ramiona. - CIOCIA AVE! - Krzyknęła z radością. Wpadła w nią niczym dzik w maliny, taka była szczęśliwa, że ją widzi.
- Mabel, daj Avelinie odetchnąć. - Powiedziała jeszcze Nora, żeby córka nie przesadzała. Zdawała sobie sprawę z tego, że potrafiła bardzo szybko osaczyć gości i nie dać im ani chwili spokoju.