03.08.2023, 21:24 ✶
Patrick nie potrafił ukryć zaskoczenia, które odmalowało się na jego twarzy, gdy Sebastian wypowiedział słowa: „Jeśli nie napotkamy absolutnie żadnych problemów to do godziny”. Może był to wynik jego wyjątkowego malkontenctwa, tego że nie znał się na duchach, na tym jak się zachowywały i w jaki sposób się je odwoływało, ale zawsze był przekonany, że podobne zabiegi były jakieś dłuższe. Dużo dłuższe i dużo trudniejsze.
A tu kilka uwięzionych w kryształowej czaszce dusz, dwóch sprawnych spirytystów było w stanie odesłać do godziny. Dlaczego nikt więc nie odesłał w zaświaty Marty Warren? Jako uczeń Hogwartu, Steward zdołał się z nią nawet zaprzyjaźnić, ale wraz z upływem lat coraz bardziej docierało do niego, że była to przyjaźń czasowa i nietrwała. I nawet nie dlatego, że w końcu skończył Hogwart i odszedł. Chodziło o to, że dorósł a Marta ciągle pozostawała tą samą Martą. Skoro odesłanie ducha dwójce sprawnych spirytystów zajmowało dziesięć minut, czemu nie odesłano i jej? Czy nie było jakimś okrucieństwem pozostawić ją na świecie by patrzyła jak starzeje się świat, ale psychicznie ciągle pozostała nastolatką?
Chyba, że nie chciała zostać odesłana a Ministerstwo Magii respektowało jej wolę.
Patrick odwrócił głowę w stronę kryształowej czaszki. Czy naprawdę istniały w środku dusze, które zechciałyby tu zostać? W pierwszej chwili odpowiedziałby, że na pewno nie, ale właściwie dlaczego nie? Bo zostały bestialsko zamordowane przez czarnoksiężnika wariata? Marta Warren też została zamordowana i tkwiła w zatkanej toalecie. Może to wcale nie było takie proste?
Cóż, pozostawało mieć nadzieję, że te z czaszki okażą się bardziej chętne do podróży na drugą stronę.
- Imponujące – odpowiedział MacMillanowi. – A jakby jednak nie chciały grzecznie przejść na drugą stronę? Poza tarczami ochronnymi, mamy w jakiś szczególny sposób z nimi walczyć? – zapytał na wszelki wypadek.
Pytanie może i było głupie, ale Steward nie znał się na duchach, na ich przywoływaniu i odwoływaniu. Wolał również, nawet przypadkiem, nie zamienić sprawy odsyłania duchów w walkę z kilkoma duchami.
Po wysłuchaniu słów Sebastiana, zajął pozostawione mu przez Brennę wolne miejsce. Nim wszystko się zaczęło, posłał jej jeszcze szybkie spojrzenie. Nie było kontrolne, po prostu wolał się upewnić, że wszystko działo się tak, jak sobie to zaplanowała. W odróżnieniu od niej, nie sprawiał wrażenia jakby przeszkadzało mu, że dowodziła. Bo i też nie przeszkadzało mu to zupełnie. Lubił kiedy dowodzili inni, o ile robili to mądrze a Longbottom w tej materii ufał.
A potem już tylko obserwował w milczeniu jak Sebastian wraz z Jamilem Anwarem rozpoczęli uwalnianie i odsyłanie uwięzionych w kryształowej czaszce duchów. Patrick starał się nie myśleć o tym, że patrzył właśnie na pojawiającą się zamordowaną przez szalonego czarnoksiężnika starszą kobietę. Stał niemal kompletnie nieruchomo, gotowy na najmniejszy znak, że powinien zacząć działać. Ale póki co wszystko przebiegało nad wyraz spokojnie.
A tu kilka uwięzionych w kryształowej czaszce dusz, dwóch sprawnych spirytystów było w stanie odesłać do godziny. Dlaczego nikt więc nie odesłał w zaświaty Marty Warren? Jako uczeń Hogwartu, Steward zdołał się z nią nawet zaprzyjaźnić, ale wraz z upływem lat coraz bardziej docierało do niego, że była to przyjaźń czasowa i nietrwała. I nawet nie dlatego, że w końcu skończył Hogwart i odszedł. Chodziło o to, że dorósł a Marta ciągle pozostawała tą samą Martą. Skoro odesłanie ducha dwójce sprawnych spirytystów zajmowało dziesięć minut, czemu nie odesłano i jej? Czy nie było jakimś okrucieństwem pozostawić ją na świecie by patrzyła jak starzeje się świat, ale psychicznie ciągle pozostała nastolatką?
Chyba, że nie chciała zostać odesłana a Ministerstwo Magii respektowało jej wolę.
Patrick odwrócił głowę w stronę kryształowej czaszki. Czy naprawdę istniały w środku dusze, które zechciałyby tu zostać? W pierwszej chwili odpowiedziałby, że na pewno nie, ale właściwie dlaczego nie? Bo zostały bestialsko zamordowane przez czarnoksiężnika wariata? Marta Warren też została zamordowana i tkwiła w zatkanej toalecie. Może to wcale nie było takie proste?
Cóż, pozostawało mieć nadzieję, że te z czaszki okażą się bardziej chętne do podróży na drugą stronę.
- Imponujące – odpowiedział MacMillanowi. – A jakby jednak nie chciały grzecznie przejść na drugą stronę? Poza tarczami ochronnymi, mamy w jakiś szczególny sposób z nimi walczyć? – zapytał na wszelki wypadek.
Pytanie może i było głupie, ale Steward nie znał się na duchach, na ich przywoływaniu i odwoływaniu. Wolał również, nawet przypadkiem, nie zamienić sprawy odsyłania duchów w walkę z kilkoma duchami.
Po wysłuchaniu słów Sebastiana, zajął pozostawione mu przez Brennę wolne miejsce. Nim wszystko się zaczęło, posłał jej jeszcze szybkie spojrzenie. Nie było kontrolne, po prostu wolał się upewnić, że wszystko działo się tak, jak sobie to zaplanowała. W odróżnieniu od niej, nie sprawiał wrażenia jakby przeszkadzało mu, że dowodziła. Bo i też nie przeszkadzało mu to zupełnie. Lubił kiedy dowodzili inni, o ile robili to mądrze a Longbottom w tej materii ufał.
A potem już tylko obserwował w milczeniu jak Sebastian wraz z Jamilem Anwarem rozpoczęli uwalnianie i odsyłanie uwięzionych w kryształowej czaszce duchów. Patrick starał się nie myśleć o tym, że patrzył właśnie na pojawiającą się zamordowaną przez szalonego czarnoksiężnika starszą kobietę. Stał niemal kompletnie nieruchomo, gotowy na najmniejszy znak, że powinien zacząć działać. Ale póki co wszystko przebiegało nad wyraz spokojnie.