03.08.2023, 23:05 ✶
- Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam chora – odparła Brenna. Od dziecka była energiczna, raczej zdrowa, bawiła się na zewnątrz w każdych warunkach pogodowych i nie chorowała. W Hogwarcie nieco zazdrościła tym uczniom, którzy z powodu kataru unikali na przykład nudnych lekcji historii magii. – Ale obiecuję, że jeżeli zacznę kichać, łyknę dawkę eliksiru pieprzowego – przyrzekła solennie. Po czym uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy Nora wyraziła obawę o jej dietę.
- Wiem, że niektórym ciężko w to uwierzyć, ale pączki to nie podstawa mojego jadłospisu. Chociaż stanowią jego ważną część – zapewniła, nabijając na widelca tym razem kawałek kiełbaski. – Jeżeli jesteś głodna, mają tutaj naprawdę bardzo dobry bekon. Świeże jajka. Za to kawa absolutnie paskudna, nie polecam.
Przez ułamek sekundy można by uwierzyć, że to było zwykłe, towarzyskie spotkanie. Ot rozmowa dwóch przyjaciółek, które nie widziały się parę dni. O deszczu, o chorowaniu, o pączkach. Ale tak nie było. Nie tym razem.
Gdyby wszystko poszło dobrze, Brenna wpadałaby teraz do Nory, by zaprosić ją na wypad z kraju. Tymczasem przychodziła tutaj z czymś o wiele, wiele paskudniejszym i mniej ciekawym. I rozmawiały niestety nie tylko o jedzeniu, ale też śmierciożercach… a gdzieś w tle były te bolesne straty, zbyt świeże, aby mówić o nich wprost, ale obecne w tych pytaniach, jak tam idzie, co z Dani…
- Zrobię, co mogę – przyrzekła, i chociaż mogło to nie brzmieć zbyt poważnie, gdy było wygłaszane nad talerzem z bekonem w mugolskiej knajpie, to Brenna tę obietnicę traktowała z całą powagą. Złożyła sobie ją zresztą już kilkanaście dni. Sobie, wujowi, pewnemu duchowi i całemu światu. – Źle. Moim zdaniem gorzej niż chciałaby przyznać – odparła szczerze. Mogła kłamać, co do własnego samopoczucia, ale nie chciała zwodzić Nory w tej sprawie. Danielle cierpiała, a Brenna nie wiedziała, jak jej pomóc, chociaż z całego serca pragnęłaby coś zrobić. – Po części o tym chciałabym z tobą porozmawiać.
Przełknęła ostatni kawałek kiełbaski i odłożyła sztućce. Jakoś… nie wypadało o pewnych rzeczach mówić, przeżuwając jedzenie. Pochyliła się lekko ku Norze ponad stolikiem, by móc zniżyć głos.
– Wujek walczył ze śmierciożercą. Wiele wskazuje na to, że to on go zabił, ale jego ciało… – zawahała się. – Było w złym stanie. Bardzo złym, Nora. Nie znam magii, która mogłaby do czegoś takiego doprowadzić. Myślałabym, że to jakaś forma nekromancji, ale… chodzą różne pogłoski. Że w noc Beltane coś czaiło się w lesie. Ludzie natykali się na dziwne rzeczy, gdy uciekli i potem, gdy szukano ocalonych. Może to jakieś stworzenia? A ty… ty znasz się na takich sprawach lepiej ode mnie.
- Wiem, że niektórym ciężko w to uwierzyć, ale pączki to nie podstawa mojego jadłospisu. Chociaż stanowią jego ważną część – zapewniła, nabijając na widelca tym razem kawałek kiełbaski. – Jeżeli jesteś głodna, mają tutaj naprawdę bardzo dobry bekon. Świeże jajka. Za to kawa absolutnie paskudna, nie polecam.
Przez ułamek sekundy można by uwierzyć, że to było zwykłe, towarzyskie spotkanie. Ot rozmowa dwóch przyjaciółek, które nie widziały się parę dni. O deszczu, o chorowaniu, o pączkach. Ale tak nie było. Nie tym razem.
Gdyby wszystko poszło dobrze, Brenna wpadałaby teraz do Nory, by zaprosić ją na wypad z kraju. Tymczasem przychodziła tutaj z czymś o wiele, wiele paskudniejszym i mniej ciekawym. I rozmawiały niestety nie tylko o jedzeniu, ale też śmierciożercach… a gdzieś w tle były te bolesne straty, zbyt świeże, aby mówić o nich wprost, ale obecne w tych pytaniach, jak tam idzie, co z Dani…
- Zrobię, co mogę – przyrzekła, i chociaż mogło to nie brzmieć zbyt poważnie, gdy było wygłaszane nad talerzem z bekonem w mugolskiej knajpie, to Brenna tę obietnicę traktowała z całą powagą. Złożyła sobie ją zresztą już kilkanaście dni. Sobie, wujowi, pewnemu duchowi i całemu światu. – Źle. Moim zdaniem gorzej niż chciałaby przyznać – odparła szczerze. Mogła kłamać, co do własnego samopoczucia, ale nie chciała zwodzić Nory w tej sprawie. Danielle cierpiała, a Brenna nie wiedziała, jak jej pomóc, chociaż z całego serca pragnęłaby coś zrobić. – Po części o tym chciałabym z tobą porozmawiać.
Przełknęła ostatni kawałek kiełbaski i odłożyła sztućce. Jakoś… nie wypadało o pewnych rzeczach mówić, przeżuwając jedzenie. Pochyliła się lekko ku Norze ponad stolikiem, by móc zniżyć głos.
– Wujek walczył ze śmierciożercą. Wiele wskazuje na to, że to on go zabił, ale jego ciało… – zawahała się. – Było w złym stanie. Bardzo złym, Nora. Nie znam magii, która mogłaby do czegoś takiego doprowadzić. Myślałabym, że to jakaś forma nekromancji, ale… chodzą różne pogłoski. Że w noc Beltane coś czaiło się w lesie. Ludzie natykali się na dziwne rzeczy, gdy uciekli i potem, gdy szukano ocalonych. Może to jakieś stworzenia? A ty… ty znasz się na takich sprawach lepiej ode mnie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.